piątek, 20 października 2017

Co nie było


A może by tak oszaleć. Bez ostrzeżenia i nadawania temu wymiaru świadomego konkretu.
Znaleźć zalegające w pustce natręctwo, palącą fobię i puścić się wilczym pędem za tym co nie było. Na zawsze?
Sześćdziesiąt sekund w minucie i wiesz, że więcej nie będzie. Choć to kwestia umowna, nikt tego nie zdementuje i nie wyświetli w formie szczerej projekcji.
Ale teraz zostało to w tyle, bo oto właśnie ogarnęło mnie znajome spowolnienie. Pora o której nie potrafię myśleć inaczej, jak o błogosławieństwie. Ile wysiłku trzeba by zrozumieć, że gra toczy się o drobne okruchy, skrawki, o te jeszcze nie przebyte drogi i rzeczy, na których nie zacisnąłeś dłoni?
Nie potrafię śnić o tym spokojnie. Już nigdy nie da mi wytchnienia fakt, że w daną stronę nie spojrzałem tych kilka sekund wcześniej. Lub że patrząc, zbyt szybko odwróciłem wzrok. To mnie przerasta, a całe doświadczenie które wydaje mi się że posiadałem, w mgnieniu oka leci przez ręce.
Pozostaje to co zwykle.

Mały liść ląduje mi za kołnierzem. Szelest pod stopami i ciepły wiatr unisono. Jest ta pora i jest inaczej. Tak dobrze, iż zaczynam rozumieć, że to nie może dziać się naprawdę.    
  

piątek, 6 października 2017

Góry Izerskie 2016


Po prawie trzech i pół roku, znów zdecydowaliśmy się na wyjazd w Izery. Góry te darzę wielkim sentymentem. Nic dziwnego, skoro w tym paśmie (oraz w sąsiednich Karkonoszach) rozpoczynałem swoje pierwsze sudeckie wędrówki, mniej więcej dwie dekady temu. Miałem zatem okazję nie raz chadzać tam jeszcze w czasach, kiedy niektóre miejsca wyglądały z goła inaczej, a na szlakach łatwiej można było spotkać turystów we flanelowych koszulach i z brezentowym plecakiem, niż w tych wszystkich gore-texowych cudeńkach wspartych cordurą, oraz innymi tajemniczymi technologiami :)
Cóż...lata lecą.
Mieliśmy do dyspozycji raptem pięć dni, zatem trasy trzeba było zaplanować w taki sposób, by "wycisnąć" z wyjazdu jak najwięcej. Jak się niebawem okazało, z tym wyciskaniem wyszło różnie, a to za sprawą mało stabilnej i raczej kapryśnej aury. Zacznijmy jednak od początku:

Dzień 1- Świeradów Zdrój- Zajęcznik- Czerniawa Zdrój- Czerniawska Kopa- Smrek- Stóg Izerski- Świeradów Zdrój

Ten dzień początkowo miał być zupełnie inny. Pierwotna trasa zakładała zapuszczenie się do braci Czechów w okolice miejscowości Bílý Potok, oraz powrót przez Šindelovy dul, Paličník i Vlassky hreben, z powrotem w okolice szczytu Smrek. Plany jednak zmieniliśmy i trasa uległa znacznemu skróceniu. Ze Świeradowa wyszliśmy przy lekkim zachmurzeniu, kierując się szlakiem zielonym na Zajęcznik. Jednak już na nim zaczęło się wypogadzać i nim zeszliśmy do Czerniawy- Zdrój, zrobiło się naprawdę ładnie. Temperatura w granicach 10 stopni i ledwo wyczuwalny wiatr, stwarzały świetne warunki do przemieszczania się z plecakiem. Wkrótce dotarliśmy do wspomnianej Czerniawy. Uzdrowisko to, należy do jednych z najstarszych na Dolnym Śląsku. Pierwotna osada powstała tu w XVIIw, a związana była z napływem na te tereny czeskich protestantów, uchodzących przed religijnymi prześladowaniami. W roku 1782 odkryto tu pierwsze źródła wód mineralnych, eksploatowane od początku XIXw., zaś pierwszy dom zdrojowy zbudowano w 1860r.
Dziś niestety uzdrowisko należy do tych zapomnianych, leżących w cieniu zdecydowanie bardziej rozreklamowanych i prężniej działających kurortów, z pobliskim Świeradowem na czele (dziś jest zresztą jego częścią). W ogóle gdy tam byliśmy, miejscowość wyglądała na solidnie wyludnioną. Nie wiem czy to przez dość wczesną porę, czy po prostu taki urok tego miejsca. Zatrzymaliśmy się przed domem zdrojowym "Czerniawa", w nadziei skorzystania ze źródła "Jan", jednak okazało się że wszystko zamknięte jest na cztery spusty, a informacji o tym kiedy pijalnia czynna- żadnej. Obeszliśmy się smakiem i ruszyliśmy dalej.

Czerniawa- Zdrój w późnych latach 20.XXw. Widać budynek dawnego schroniska Fichtelbaude (po lewej), oraz wciąż istniejącą willę Fuss. W tle Stóg Izerski (Heufuder)

Za zdrojem odbiliśmy w niewielką uliczkę, która poprowadziła nas w pobliże "Centrum Rehabilitacji Czerniawa- Zdrój", za którą to weszliśmy już na trakt prowadzący dość szerokim trawersem Czerniawskiej Kopy (776m.n.p.m). Jest to tzw. Kwarcowa Droga, do której niebawem dołącza szlak zielony (od strony Ulicka). Wkrótce zaczyna robić się stromiej i jest to znak, że przed nami właściwe podejście pod Czerniawską Kopę. Pod górę idzie się dość mozolnie, choć wysiłek umilają nam ładne widoki Pogórza Izerskiego, pojawiające się co chwilę za naszymi plecami. Następnie opuszczamy szeroką drogę i ostatnie metry pokonujemy już trawiastą ścieżką. Szczyt Czerniawskiej Kopy nie jest już niestety tak widokowy jak kiedyś, bowiem "ściany" młodej świerczyny ograniczyły wszystko w znacznym stopniu. Coś tam jednak dojrzeć można. Kolejne pół kilometra idziemy prawie po płaskim, po czym rozpoczyna się stopniowe zdobywanie szczytu Smrek (1123 / 1124m.n.p.m.). Pojawiają się skałki, wyłomy oraz korzenie, zatem szlak nabiera typowo górskiego charakteru, przez co idzie się całkiem przyjemnie i coraz bardziej pod górę. Pierwsze ładne widoczki z tej ścieżki pojawiają się jednak dopiero tuż przed osiągnięciem granicy. Tam też niepostrzeżenie przybywa wody, toteż momentami robi się grząsko. Tak jest już niemalże do samej wierzchowiny. Gdy ponownie się wypłaszcza, znajdujemy się już na małej przełączce. Jest to miejsce, które oddziela dwa faktyczne wierzchołki tej góry (czeski Smrk- 1124 i polski Smrek- 1123m.n.p.m.).
My kierujemy się w stronę czeskiego wierzchołka, na którym od roku 2003 stoi wieża widokowa o dość futurystycznym wyglądzie. Nie jest to jednak pierwsza konstrukcja tego typu w tym miejscu.

Dawna wieża widokowa na Smreku. Obok gospoda- schronisko Tafelfichte. Lata 1920-30.

Mijamy po drodze kamienny pomnik upamiętniający pobyt na szczycie niemieckiego poety Theodora Körnera, po czym podchodzimy pod wieżę. Już wcześniej jednak zauważamy, że chmury dość niebezpiecznie obniżyły swoją podstawę, zaś wiatr z ledwo wyczuwalnego przybrał formę mocno napastliwego. Zmuszeni byliśmy zatem wrzucić na grzbiet coś grubszego. Pod wieżą natrafiamy na niewielką grupę osób w średnim wieku (z tego co zauważyliśmy, sami Niemcy), zatem chcąc być na górze sami, od razu przystępujemy do szturmu. Wieże widokowe takie jak ta, całkowicie metalowe, nie są szczerze mówiąc naszymi ulubionymi choć trzeba przyznać, że niektóre z nich posiadają swój urok. Czy ma go akurat ta na Smreku można by polemizować, fakt faktem istnieją jednak dużo mniej urodziwe konstrukcje (choć to niby tylko kwestia gustu).
Na górę wchodzimy niemalże w ostatnim momencie. Pizga tutaj już tak że grabieją palce u rąk, w dodatku chmur z minuty na minutę stale przybywa. Szybko spływają z południowego-zachodu, obejmując we władanie okoliczne izerskie grzbiety i wierzchołki. Niebawem także Smrek pada pod ich naporem. Końca tego morza chmur nie widać, zatem podejmujemy decyzję o skróceniu trasy, jako że na Tisine i Paličník chcieliśmy dojść głównie ze względu na ich znaczące walory widokowe, których przy takiej pogodzie zwyczajnie już nie było. Postaliśmy jeszcze chwilę, popstrykaliśmy foty, po czym skierowaliśmy się w dół. Niemcy też już chyba zmarzli, bo w pośpiechu szykowali się do dalszej drogi (pewnie na wieży byli wcześniej). Zerknąłem jeszcze na mieszczący się na samym dole termometr, na którym słupek cieczy osiągnął jedynie 4 stopnie. Nie dziwota więc, że przy takim wietrze było niemalże jak zimą.
Ruszyliśmy z powrotem w miejsce łącznika dwóch smrekowych wierzchołków, po czym weszliśmy na szlak zielony, wiodący na Stóg Izerski (1108m.n.p.m.). Niestety pogoda jakoś nie chciała się poprawić. Co prawda chmury nie zeszły niżej, ale wiatr wciąż był dokuczliwy, a gdy zbliżaliśmy się do Łącznika (niem. Sophienweg), zaczęło wyraźnie mżyć. Na szczęście na krótko. Gdy zbliżaliśmy się do schroniska "Na Stogu Izerskim", wiatr trochę się uspokoił, a widoki znów poprawiły. Najpierw jednak weszliśmy do środka by się ogrzać, porozglądać i wrzucić coś na ząb. W schronisku ludzi umiarkowanie, choć znów rządził język Doktora Faustusa i średnia wieku ok.50 lat. No ale cóż...kolejka na Stóg Izerski nowa, wygodna, zatem kuracjusze ze Świeradowa walą tu drzwiami i oknami. A że gdzieś 70% z nich to przybysze zza zachodniej granicy, zatem nikogo nie dziwi taki stan rzeczy.

Schronisko "Na Stogu Izerskim" (Heufuderbaude). Lata 1920-30

W samym schronisku robię sobie małą rundkę, by poprzypominać sobie pewne rzeczy, jako że ostatnio byłem tutaj prawie dziesięć lat wcześniej. W końcu jednak po odpoczynku i dość obfitym obiedzie opuszczamy przytulne wnętrza, a ponieważ pogoda wciąż nie nastraja do wędrówek (znów pojawia się mżawka), zatem idziemy na łatwiznę i decydujemy się na zjazd świeradowską kolejką gondolową, będącą częścią kompleksu "Ski & Sun Świeradów- Zdrój". Pierwszy, dość mocno zmodyfikowany dzień na szlakach Gór Izerskich- za nami.

Na ul. Zakopiańskiej wchodzimy na szlak

Podczas podejścia pod Zajęcznik, zza drzew majaczy Sępia Góra

Szlak zielony

Lekko pod górę...

i niebawem osiągamy grzbiet

Na Zajęczniku pełno tablic edukacyjnych, szlaków narciarskich...

oraz rowerowych singletracków

Zajęcznik

W stronę Czerniawy- Zdrój

Z łąk nad Czerniawą ładnie widać Smrek oraz Stóg Izerski

Dom w Czerniawie

Idziemy w stronę Domu Zdrojowego

Przekraczamy Czarny Potok

Dom Zdrojowy, wraz z pijalnią i źródłem "Jan". Niestety wszystko było pozamykane

Idziemy dalej

Widoki na pogórze z okolic Centrum Rehabilitacji "Czerniawa- Zdrój"

Osiągamy Kwarcową Drogę...

która z czasem robi się całkiem stroma

Widoczki z podejścia pod Czerniawską Kopę

c.d.

c.d.

Rozdroże. Odbijamy w lewo i dochodzimy do wierzchołka

Na Czerniawskiej Kopie

Po pewnym czasie rozpoczynamy podejście pod Smrek

Oprócz świerkowych młodników pojawiają się brzózki, jarzębiny i "zgniłe" paprocie

Pierwsze widoki spomiędzy drzew

Na granicy

Czym wyżej, tym więcej widać

c.d.

Chmury dodawały uroku obszernym panoramom

Na dobre przekraczamy granicę i kierujemy się w stronę czeskiego wierzchołka Smreka

Wieża na Smreku. W pomieszczeniach na dole można też jakby co, przekimać.

Widoczki. Chmury nadciągają...

a czeski grzbiet, niebawem zostanie przez nie "zjedzony"

Na pogórzu wciąż jednak pogodnie

W dole po prawej, Nove Mesto pod Smrkem

Widok na stronę polską...

i na Karkonosze

Czeskie Izery. Po lewej widać górę Bukovec, oraz niewielki fragment osady Jizerka. Na prawo od nich- Vlasšký hřbet

Widok na Stóg Izerski...

oraz Pogórze Izerskie

Na wieży

Chmury szturmują  Smreka

Rzut oka pod nogi. Co poniektórzy, mogą się tu czuć trochę nieswojo

Widoczność znacząco siada

Schodzimy

 Duch Gór pod smrekową wieżą

Pomnik T.Körnera

Niebawem górny balkon wieży prawie znika w chmurach

Wracając, zahaczamy o dawne turystyczne przejście graniczne

Szlak zielony w stronę Łącznika...

na którym za jakiś czas się meldujemy

Jest dość płasko i lajtowo ;)

Jedyne na tym szlaku, niewielkie podejście

Widok na zostawionego w tyle Smreka

W stronę Stogu Izerskiego

Ostatnie metry...

i osiągamy schronisko PTTK "Na Stogu Izerskim"

Widok na Grzbiet Kamienicki

Fragment Sępiej Góry i Świeradowa

Pogórze

c.d.

Na ostatnim planie majaczyła Ostrzyca

Schronisko od strony wejścia głównego

Górna stacja kolejki

Jedziemy...

Widok zza pleców

Stacja dolna

Ostatni odcinek w stronę centrum Świeradowa


c.d.n.

Źródło zdjęć archiwalnych: https://dolny-slask.org.pl/