środa, 30 września 2020

Tuż przed...


Uwielbiam ten czas. Ten swobodny układ chwil, które z każdym dniem, każdą godziną przybliżają mnie do tak bardzo wyczekiwanego momentu. Momentu spotkania z Nimi. Za każdym razem jest inaczej i musi tak być, gdyż echo dawnej melodii wciąż trwa, a wypowiedziane pragnienie przemierza przestrzeń, nie znając barier i usystematyzowanych rachub. Nic go nie powstrzyma.

Zatem tuż przed. Odkurzam plecak, patrzę na nowe buty i z uśmiechem na ustach po raz któryś z rzędu, wertuje wysłużoną mapę. Pod powiekami przesuwają się okruchy wspomnień i tworzą przestrzeń pod to, co dopiero zaistnieje. Nie naciskam. Nie ponaglam. Cierpliwie to znoszę, choć w środku ekscytacja narasta i tak. Przyjdzie chwila, gdy całkowicie weźmie mnie w posiadanie.

Pojadę tam, gdzie nie było mnie sześć lat. A i ruszę trochę dalej, na szlaki, których jeszcze nie miałem okazji dotknąć. Dwa pasma. Dwie historie, oraz części znacznie większego dzieła, które dla mnie trwać będzie do finału. Do ostatniego oddechu. A nie wykluczone, że i jeszcze dłużej...









 
 
      

sobota, 29 sierpnia 2020

Góry Krucze / Zawory 2017


Cześć 2- Święta Góra

Drugi dzień przyniósł zdecydowane pogorszenie pogody. Większą część nocy padało, a od samego rana okolice spowijały ciężkie, deszczowe chmury. Na szczęście jednak, leciała z nich już tylko niegroźna mżawka i to raczej z przerwami. Postanowiliśmy tym razem wyskoczyć gdzieś bliżej. Wybór padł na wzniesienie w bezpośredniej okolicy Lubawki, czyli...Świętą Górę.
Kulminacja ta wznosi się 701m.n.p.m., będąc najwyższą w całej północnej części Gór Kruczych. Jej kopulasty kształt dominuje nad miasteczkiem i jest łatwo rozpoznawalny, również z dalszej odległości. Szczyt zbudowany jest z kilku, dość mocno zróżnicowanych skał wulkanicznych okresu permskiego i prawie w całości porośnięty typowym lasem świerkowym regla dolnego.
W przeszłości nosił nazwę Heiligerberg i był dość znaną okoliczną atrakcją. Znajdowała się tu drewniana wieża widokowa, gospoda oraz schronisko Bergrast, zbudowane na potrzeby pątników odwiedzających tutejszą kalwarię. I choć po dwóch pierwszych obiektach nie pozostał nawet ślad, to owa kalwaria wciąż istnieje w mocno zubożonej, a przede wszystkim, zaniedbanej formie. I to głównie ona stała się motorem, do zdobycia Świętej Góry owego pochmurnego dnia.


Pocztówka z pocz.XXw., z sylwetką Świętej Góry, oraz nieistniejącymi już obiektami- schroniskiem i wieżą widokową

Najłatwiej dostać się tam od strony zachodniej, idąc ulicą Lipową, choć można też spróbować od przeciwnej, czyli Przełęczy Ulanowickiej, gdzie w stronę kalwarii poprowadzi wyraźny szlak nordic walking, oraz jeden z tutejszych dydaktycznych. My wybraliśmy wariant pierwszy, tyle że wychodząc od ulicy Świerkowej, na której zresztą znajdowała się nasza kwatera. Szlak kijkowy odbija także i z tej strony, zatem już po chwili mijamy niewielkie źródełko z figurą św. Floriana i od razu podchodzimy do pierwszej z kapliczek- św. Anny. Zaznaczyć tu trzeba, że wszystkie kapliczki wzniesione zostały na przełomie XVIII/XIXw., na fali popularności podobnych założeń, która objęła wtedy niemalże cały Śląsk. Parę lat temu odwiedzaliśmy już zresztą podobne miejsce, znajdujące się na Cierniaku, w Górach Złotych Wtedy jednak, całe założenie znajdowało się w stanie przynajmniej zadowalającym. Tym razem- wprost przeciwnie. Na górze czekały na nas zarastające i pozostawione na pastwę losu, sakralne obiekty.
Stopniowo naszym oczom ukazywały się: kaplica Ostatniej Wieczerzy, kaplica Koronowania Chrystusa, kaplica Matki Boskiej Bolesnej, kaplica Grobu Pańskiego, oraz kaplica Zmartwychwstania. Trzy ostatnie, znajdowały się już niemalże w warstwie szczytowej Świętej Góry.
Co było dalej? Dalej był wierzchołek, otulony dość gęstą ścianą lasu, oraz znajdujący się na nim maszt przekaźnikowy. I cóż...była to zaiste dziwna wycieczka, bo dopadły mnie podczas jej trwania dość mieszane uczucia. Z jednej strony, widziałem kolejne, porzucone i zaniedbane ciekawe obiekty, perełki regionu i ziemi, którą darzę ogromnym sentymentem. I jak w wielu podobnych przypadkach, było mi tego wszystkiego po prostu szkoda. Ale z innej perspektywy...
Te dogorywające z wolna fragmenty budynków, rzeźb, schodków, murków, idealnie odzwierciedlały prosty, ale jakże prawdziwy porządek wszechrzeczy. Znów bowiem na moich oczach Natura upominała się o swoje, za nic sobie mając naszą inwencję twórczą, nasz plan na zaistnienie i zaspokojenie cywilizacyjnych próżności wszelakich. Teraz znów Ona dochodziła do głosu, a rozpadające się z wolna budowle, tylko potwierdzały słuszność takiego porządku rzeczy. Zatem z nutą smutku, ale też nie bez satysfakcji obserwowałem owe sceny, świadom tego, że wcześniej czy później, ten cały wytworzony przez nas "bałagan" i tak stąd zniknie, zdmuchnięty nieuchronnym wiatrem dziejów...

Zdjęcia z lat 1910-20, ukazujące kalwarię za czasów jej świetności

Ze szczytu wracaliśmy początkowo na wschód, by dojść w okolice wyciągu narciarskiego, po czym niewielką ścieżką odbiliśmy w dół i stopniowo zeszliśmy do jej podnóża, oraz ponownie w okolice źródła z figurą św.Floriana.
Po południu znacząco się wypogodziło, zatem tego samego dnia pokręciliśmy się jeszcze  po miasteczku. Jednakże Lubawce, poświęcimy więcej czasu już przy następnej okazji.

Deszczowe chmury nad Lubawką i okolicą

Ruszamy...

Podejście od strony ul.Lipowej. W tle wzgórza Bramy Lubawskiej, oraz fragment Lasockiego Grzbietu Karkonoszy

Zagospodarowane miejsce pod wzniesieniem. Jest tu altanka, miejsce na ognisko, kilka ławek oraz punkt widokowy z- a jakże- lunetą! Ogólnie- bardzo sympatycznie

Pierwsza po drodze- kaplica św.Anny...

i jej wnętrze

Idziemy wyżej

Kaplica Ostatniej Wieczerzy

W środku

Kaplica Koronowania Chrystusa

Resztki malowideł w środku

Ołtarz

Wywrócona stacja drogi krzyżowej

Ostatni, najbardziej stromy fragment podejścia, przy resztkach kamiennych stopni

Kolejny obalony postument

Kaplica Matki Boskiej Bolesnej...

jej wnętrze...

i stojąca w sąsiedztwie, niepozorna kaplica Grobu Pańskiego

Położona najwyżej kaplica Zmartwychwstania, była zdecydowanie w najlepszym stanie

W środku, walały się jeszcze resztki kafelkowej posadzki...

a na sklepieniu, częściowo widoczne były malowidła Świętych

W środku...

oraz przy jej wejściu

Droga w stronę Przełęczy Ulanowickiej

Wciąż chmurne widoki na okolice Lubawki, choć widoczność wzrosła na tyle, iż dojrzeliśmy Rudawy Janowickie

Wzgórza Bramy Lubawskiej. Pierwsza z lewej- Zadzierna

Schodzimy

Z okolicy wyciągu, znad lasu wyłania się sylwetka Chełmca

Przy wyciągu. W dole widać jeden z budyneczków, należących do jego infrastruktury

Rzut oka wyżej, w okolice masztu przekaźnikowego

Kolejne widoki w stronę Gór Wałbrzyskich...

oraz dalszych grzbietów Gór Kruczych. Po lewej, szczyt Pustelnia

Końcowy odcinek zejścia

...

Zaglądamy ponownie pod altankę...

i mijając źródełko, oraz bezgłową figurę św.Floriana...

zmierzamy do wciąż jeszcze chmurnej...Lubawki


  
  c.d.n.

Źródło zdjęć archiwalnych: https://polska-org.pl/        




piątek, 31 lipca 2020

Przed


Coś przesądziło o tym
Jakaś późno odkryta przyczyna
Jakieś niedokończone szlaki i na pozór znajomy cel
Teraz, gdy ciepło zdaje się nie mieć końca, a szansa by dowieść przed światem że umiesz odnaleźć najsłabsze ogniowo stała się płonna, pozostało jedynie milczenie
Jeszcze nie, ale za chwil kilka dojrzejesz do wniosku, że lepiej Ci tu nie było
Za zakrętem znów czeka to, co najdłużej skrywane
Wiatr pcha w plecy i burzy święty spokój
Masz jeszcze parę drobnych na życie
Mały kamyk na szyi
I coś co rodzi się
W zachwycie.