poniedziałek, 11 marca 2019

Teatr upokorzeń i spektakle kłamstw


W zastraszającym tempie rośnie liczba niepokojących przykładów, do których każdy żyjący w tym państwie człowiek, powinien choć raz odnieść się z punktu widzenia logiki i możliwości uchwycenia wyraźnie zarysowanych prawidłowości. Oraz z zastosowaniem rachunku prawdopodobieństwa, co do następnych, przypuszczalnie wdrażanych posunięć.
Tu chodzi o mechanizmy, na które wystawieni jesteśmy każdego dnia, podczas "przebijania się" przez rzeczywistość i konfrontacje z nią, na styku dziesiątek codziennych spraw. Bezwiedny bałagan, chaos, niekompetencja, absurdalne zarządzenia, brak odpowiedzialności oraz coraz bardziej restrykcyjne prawo wobec podatnika pokazuje, że staliśmy się elementem jakiejś strategicznej gry, w której chodzi jedynie o ślepe wykonywanie poleceń, uiszczanie haraczu, wiary w instytucje, urzędy i autorytety, oraz myślenie, że mamy jakikolwiek wpływ na to, co kreuje nam każda następna "władzia". Ale okazuje się że to wciąż za mało. Bo do "władzi" coraz mocniej zaczyna docierać fakt, że ludzi którym "rachunek się nie zgadza" przybywa, a w jej deklaracje i obietnice wierzy coraz mocniej topniejący odsetek społeczeństwa. Fanatyczne i oddane media wciąż co prawda wynoszą na piedestał politykę "dobrej zmiany", wyciągają z kapelusza sondaże i jakieś tajemnicze zestawienia, a wygłaszane deklaracje funkcjonariuszy państwa mają nas rzekomo przekonać, o słuszności obranego kierunku. Ale coraz trudniej zamiatać śmieci pod dywan i stwarzać poczucie normalności, kiedy patologia jest niemalże namacalna. Zderzenie z brutalną rzeczywistością wielu niegdysiejszych wyborców PiS, staje się przyczynkiem, do coraz gwałtowniejszej krytyki obozu rządzącego. Okazuje się, że oto nagle ulało się wielu ludziom, w tym np. rolnikom, którzy do tej pory ochoczo pobierali unijne zapomogi cali błodzy i szczęśliwi, że nie muszą biegać po kolana w gnoju i płacić inspekcjom weterynaryjnym sowitych haraczy, za swoje chlewnie. Ale ten czas mija. Bo włączył się co poniektórym rozsądek i wyostrzył wzrok, gdy okazało się, że być może tylko krok dzieli ich od oddania swojej ojcowizny na rzecz roszczeń, na które ostrzą już sobie ząbki odpowiednie organizacje, jako rzekomi pełnomocnicy ofiar holocaustu (tu odsyłam do Normana Finkelsteina)  W przestrzeni medialnej zawrzało, gdy nie-polscy politycy powiedzieli co mieli do powiedzenia, zaś "władzia" by wyjść z twarzą, postanowiła stworzyć pozory. I chyba jej się udało, bowiem poniechanie szczytu izraelskiego, odczytywane jest jako...obrona polskiej racji stanu. Czyżby?

"Kluczem do tego co ostatnio stało się w stosunkach polsko-żydowskich i polsko-amerykańskich jest komentarz jednej z gazet w Izraelu, dotyczący działań i wypowiedzi polityków żydowskich i polskich. W tej gazecie napisano, że w Izraelu wybory i w Polsce też. Na nic radość z tego, że pisowski rząd postawił się Żydom i przeciw czemuś zaprotestował i zerwał jakąś konferencję w Jerozolimie.
To jeszcze przed wyborami wróci do normy, czyli wszyscy ci dziennikarze, eksperci i politycy związani nie tyle z PiS-em, ale z dużo szerszymi kręgami, które po 1956 roku zaczęły zdobywać coraz większy wpływ na kształtowanie opinii publicznej i apogeum swoich wpływów osiągnęły w okresie „Okrągłego Stołu”, wyciszą te konflikty i znowu pokornie słuchać będą żydowsko-amerykańskiego lobby i kombinować jak zaspokoić jego żądania, żeby się rdzenni Polacy w tym nie połapali.
To po „Październiku 1956” zaczęła kształtować się opozycja w kręgach inteligencji katolickiej i w szeregach PZPR, której jednym z fundamentalnych założeń było uznanie, że Żydzi mieli szczególną rolę zwłaszcza w kulturalnym i szerzej, cywilizacyjnym rozwoju Polski. Polacy są w tych relacjach na niższej pozycji i ponadto są winni niechęci do Żydów wynikającej głównie z katolicyzmu, a potem na podłożu rasowym, wynikającej z niej dyskryminacji i ostatecznie współudziału w holokauście.
Jeszcze w PRL-u powstało szereg instytucji naukowych i kulturalnych, który miały taki obraz relacji polsko-żydowskich tworzyć, kształtować i propagować, zwłaszcza wśród inteligencji. To wszystko dzieje się do dziś i za to wzięcie na smycz „nieustannej groźby odrodzenia polskiego antysemityzmu” płacą sami Polacy. Taki choćby Żydowski Instytut Historyczny, którego większość publikacji koncentruje się na usilnym poszukiwaniu współudziału Polaków w holokauście. Mogę się mylić, ale w ciągu kilkunastu ostatnich lat nie spotkałem publikacji ŻIH-u, traktującej o ratowaniu Żydów przez Polaków. Coraz bardziej widać, że podobnym celom ma służyć muzeum w Auschwitz-Birkenau.
Czasami można odnieść wrażenie, że teren muzeum to jakieś eksterytorialne żydowskie miejsce pamięci, w którym Polacy powoli stają się intruzami. Oddzielna sprawa, to Muzeum Historii Żydów Polskich i wypowiedź filozofa Jana Hartmana, który grozi, że Polska będzie miała ogromne problemy ze strony Żydów i USA jeżeli władze będą ingerować w sprawy tego muzeum. Choć Hartman nie pełni żadnych oficjalnych funkcji, to ja wierzę w to, co mówi, ponieważ jest nie tylko Żydem, ale i wyrazicielem opinii środowisk z korzeniami w 1956 roku. Mimo tego, że Hartman bardzo ostro krytykuje PiS, to w sprawach relacji z Żydami należy do tego samego środowiska co zmarły Jan Olszewski czy Jarosław Kaczyński.
W tych sprawach nie będzie żadnej zmiany stanowisk zarówno ze strony środowisk żydowskich, jak i ze strony tych środowisk w Polsce, które konsekwentnie zgadzają się na tworzenie obrazu stosunku Polaków do Żydów poprzez „polskie obozy śmierci”. To, dlaczego środowiska żydowskie nie zmienią swego stosunku do Polaków trafnie ujął Norman Finkelstein, autor „Przedsiębiorstwa Holokaust”, którego rodzice pochodzili z Polski. Z jego wypowiedzi wynikało, że choć Niemcy Żydów eksterminowali, to jednak uważani są przez Żydów za naród cywilizacyjnie wysoko rozwinięty, a Polacy nie i nigdy nie będą. Sądzę, że Żydzi zmieniliby zdanie o Polakach gdybyśmy mieli własne wielkie firmy, banki czy liczące się w świecie uniwersytety albo choćby silne i sprawne państwo. Tymczasem póki co, mamy państwo, którym od czasu do czasu kręci pani ambasador Izraela".

Andrzej Szlęzak

Oj, jaki niepoprawny tekst. Ale myślę że każda, w miarę rozgarnięta osoba zdaje sobie sprawę z faktu, że po raz kolejny robią nam (jak to mówi Jabłonowski vel Olszański)- niezły theater. "Władzia" nie może odsłonić się i zdyskredytować do końca. Musi tylko na jakiś czas, zmienić swoje kameleonowe oblicze, o czym często na swoim blogu wspomina Wojtek. Natomiast po drugiej stronie barykady, ludzie powinni wreszcie wyzbyć się jakichkolwiek złudzeń. Klamka zapadła, a Rubikon został przekroczony. W obecnej sytuacji pewniejsza jest wygrana w totka, niż to, że władzę w tym kraju przejmie jakakolwiek grupa mogąca wstrzymać cugle, podczas samobójczego galopu ku przepaści. "Władzia" na klęczniku przed Ameryką, wydaje się zrobić wszystko, byle tylko pozostać u żłobu i dalej wypełniać zalecenia Wielkiego Brata, odnośnie geopolityki w rejonie wschodnio-europejskim. Poczuła się nawet na tyle pewnie, że "podgryzanie kostek" Brukseli idzie jej już całkiem sprawnie, a kto wie, czy za jakiś czas nie pokusi się skoczyć jeszcze wyżej, by chapnąć za dupsko. Co to oznacza dla nas? Ano tylko i aż tyle, że dalej będziemy poletkiem doświadczalnym amerykańskiej doktryny wojennej na tę część Europy, dalej będziemy niepewni co do bezpieczeństwa energetycznego i własności naszej ziemi, wobec wzmożonego apetytu środowisk żydowskich pobudzonych aktem 447, niczym dobrym dopalaczem. Dalej będziemy podskakiwać i grozić Rosji, wraz z "sojusznikami" kraików bałtyckich i Ukrainą, która pozostaje kuriozalną wydmuszką, utrzymywaną sztucznie dzięki pompowaniu banksterskiej forsy, przez marionetkową władzę. Dalej będziemy okłamywani rzekomym wzrostem gospodarczym (przy jednoczesnej sprzedaży ostatnich enklaw rodzimych spółek, idących w ręce kolesiów i znajomków) oraz kolejnymi programami (coś tam +), za które w ostatecznym rozrachunku zapłacimy wszyscy, poprzez wzrastające wydatki publiczne oraz podatki od byle pierdoły. Dalej będziemy ksenofobami, faszystami i antysemitami, tylko czekającymi ażeby spuścić wpierdol "cywilizowanej i tolerancyjnej" części Europy. Po prostu dalej będziemy mieli g*wno do powiedzenia, a "władzia" zagospodaruje nami tak, jak ma w swoich konspektach, skserowanych z odpowiednich almanachów opracowanych za Oceanem. Zadowoleni i szczęśliwi? Podoba się Wam taka rola? Przypatrzcie się dobrze pierwszemu zdjęciu. Zapamiętajcie je. Jesteśmy jak to dziecko w okowach płomieni. Nagie, bezbronne, zaszczute, skrzywdzone i porzucone na pastwę psychopatycznych oprawców. Zostaliśmy sami na zgliszczach i teraz już tylko testuje się naszą cierpliwość. Czeka, aż jeszcze wzbierze w nielicznych jakiś pokład gniewu i niezgody, za wyrządzaną krzywdę. Ale na nasz gniew i złorzeczenia, mają już od lat sprawdzone sposoby; a ochrzczenie nas nienawistnikami czy faszystami to pikuś przy tym, jakie kuku mogą nam zrobić, kiedy nasze nieposłuszeństwo stanie się dla nich zbyt niewygodne.


O "genetycznych obciążeniach" antysemityzmem i nie tylko:

https://www.youtube.com/watch?v=WkYygdegXIs



 Oraz jak zarządzają nami "dobrodziejcy":




P.S. Jak nasi "sojusznicy" zza Oceanu, przygotowują wenezuelski majdan:
https://ripsonar.wordpress.com/2019/03/11/amerykanski-przemyt-broni-do-wenezueli/



Źródło cytatu: http://mysl-polska.pl/
Zdjęcia: internet
Korekta: Medart          


2 komentarze:

  1. Najlepsze są te sondaże nie wiadomo skąd wzięte i na kim przeprowadzone, ale zawsze trafiające dokładnie w ten punkt, w który władza chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mechanizm stary jak świat. Są do tego powołani odpowiedni ludzie, są wytyczne, jest kasa.

      Usuń