piątek, 9 sierpnia 2019

Masyw Śnieżnika 2017


Część 4- Międzygórze- Polana Śnieżna- Droga Albrechta- Przełęcz Puchaczówka- Wilczyniec- Wapnisko (kamieniołom Rogóżka)- Konradów- Żabnica- Skowronia Góra- Biała Woda- Droga Albrechta- Międzygórze.

Nadszedł czas, ażeby zapoznać się bliżej z najmniej popularną (co nie znaczy że nieatrakcyjną) częścią Masywu Śnieżnika, jaką od lat pozostają...Krowiarki. 

"Krowiarki tworzą długi, malowniczy grzbiet, ciągnący się od Przełęczy Puchaczówka [...], aż po okolice Kłodzka. Dosłownie i w przenośni leżą w cieniu Śnieżnika. Nie spotkamy tutaj zbyt wielu turystów, których kuszą niedalekie, znacznie wyższe szczyty. A przecież prowadzący przez nie żółty szlak turystyczny, dostarcza niezapomnianych widoków z bezleśnych kulminacji, zaś ruiny dawnych domostw, czy kościoła w Marcinkowie. stwarzają nastrój wyprawy odkrywczej. Najwyższym szczytem Krowiarek jest Suchoń (964m.n.p.m.), a do najbardziej widokowych wzniesień, należy górująca nad Konradowem- Skowronia Góra".


No właśnie. Jako że nogi jeszcze nigdy nas tam nie zaniosły, bardzo byliśmy ciekawi, co skrywa ten fragment śnieżnickiej ziemi i co zaoferuje nam, podczas wędrówki. Przypuszczaliśmy natomiast, że mamy duże szanse na jeszcze większy spokój i odosobnienie, niż w innych częściach tych pięknych gór. Nie pomyliliśmy się...
Wyruszyliśmy w znakomitych nastrojach, bowiem pogoda od rana znów zwiastowała piękny, słoneczny dzień. Początkowo szlakiem niebieskim, który po opuszczeniu Międzygórza wyprowadzał na malownicze Polany Śnieżne, znane też jako Łąki myśliwskie, które znajdują się po południowej stronie Lesieńca. Widoki z tego miejsca przy sprzyjającej aurze, po prostu oczarowują. Widać sporą część Masywu, ale też kawałek Gór Bystrzyckich. Idealne miejsce, by usiąść i kontemplować widoki całymi godzinami. Aż tyle czasu nie mieliśmy, zatem niebawem zniknęliśmy w lesie, który doprowadził nas do Drogi Albrechta. Był to niegdyś jeden z najważniejszych traktów w tej części gór, nazwany tak na cześć małżonka księżnej Marianny Orańskiej- księcia Fryderyka Henryka Albrechta Hohenzollerna.
Droga prowadzi głównie lasami i dopiero przy skrzyżowaniu z Drogą Izebeli, robi się nieco przestronniej. Chwilę potem dochodzimy do drogi asfaltowej, łączącej Stronie Śląskie i Bystrzycę Kłodzką. Jesteśmy już u podnóża Czarnej Góry, jednak teraz nasza uwaga skierowana jest w inną stronę. Idziemy trochę się na wschód, na dobre osiągając otwartą przestrzeń i ciesząc oczy ładnymi widokami. Niebawem dochodzimy do Przełęczy Puchaczówka.

Schronisko Puhu Baude na Przełęczy Puchaczówka, ok. 1935 r.

Już w XIXw., istniała tutaj gospoda. Cieszyła się dużą popularnością, dlatego na początku następnego stulecia została rozbudowana i przemianowana na schronisko, z 28 miejscami noclegowymi. Obiekt nazwany Puhu Baude przetrwał cały czas wojny, zaś w 1947 roku został oficjalnie przejęty przez PTT, otrzymując nazwę "Puchociówka". Niestety schronisko nie doczekało już ponownej reaktywacji, bowiem miejscowe władze dość szybko uznały iż lepiej będzie, jeśli posłuży ono jako baza materiałów dla...pobliskiego PGR-u! Cóż, nie pierwszy to znamienny przykład beztroski i niekompetencji ówczesnych dygnitarzy.
Sama przełęcz jest świetnym miejscem widokowym, zaś jedynym obiektem jaki dziś tam się znajduje, jest niewielka kapliczka domkowa, przypuszczalnie z roku 1781.

Kapliczka domkowa na Przełęczy (Puhukapelle), ok.1900 r. Towarzysząca jej lipa...wciąż rośnie

Za przełęczą podążamy szlakiem czerwonym i zielonym, które prowadzą najpierw przez całkowicie odkryty wierzchołek szczytu Pasiecznik, a następnie już przez las, gdzie osiągamy nieco niższy Wilczyniec. Schodząc z tej kulminacji spotykamy pierwszego i jak się okazało, jedynego tego dnia turystę plecakowego, zmierzającego w kierunku Czarnej Góry. Nie dochodząc do Przełęczy pod Chłopkiem, za którą po szlakach Kuźniczych Gór (północno- wschodnia część Krowiarek), można osiągnąć Stronie Śląskie i Lądek- Zdrój, odbijamy na zachód, tym razem na szlak rowerowy.
Najpierw znów jest trochę przez las, następnie zaś wychodzimy na obszerne łąki, między Wilczyńcem a szczytem Wapnisko. Stąd widać już ładnie coraz bardziej wyeksponowany, główny grzbiet Krowiarek, ze Skowronią Górą w roli przewodniej. Po około dwóch kilometrach, dochodzimy do reliktów dawnej wsi- Rogóżka (Wolframsdorf), z której przetrwała jedynie ruina kaplicy i pobliski krzyż. Wieś przed ostatnią wojną była jeszcze niewielkim letniskiem, które od drugiej połowy lat 40. zaczęło szybko się wyludniać. Ostatni mieszkańcy opuścili to miejsce w połowie lat 60. XXw.  Po prawej stronie drogi, natrafiamy niebawem na teren dawnego kamieniołomu wapieni, ulokowanego na zboczu wspomnianego już Wapniska. Historia ich pozyskiwania w tej okolicy sięga 1880r., zaś po wojnie, kamieniołom użytkowany był od 1949 do 1997 roku, po czym zapadła decyzja o jego likwidacji.
Największą atrakcją kamieniołomu, jest znajdująca się tutaj jaskinia krasowa nazywana "Załom", bądź po prostu "Jaskinia na Ścianie". Odkryli ją wiosną 1985 roku harcerze, należący do grupy grotołazów jednej z drużyn ze Stronia Śląskiego. Po pomiarach okazało się, że jest to piąta co do długości jaskinia w polskich Sudetach. Więcej na temat tej ciekawej osobliwości natury i jej najbliższej okolicy, we wpisie Jana Wieczorka
Na terenie kamieniołomu robimy sobie kilkunastominutową przerwę, a ruszając dalej, znajdujemy częściowo zachowany szybowy piec wapienniczy, zbudowany w połowie lat 30. XXw. Nasza dalsza droga przebiega dolinką Konradowskiego Potoku, cały czas na północ.
Z początku nawierzchnia jest ledwie utwardzona jakimiś wapiennym rumoszem, jednak po pewnym czasie pojawia się asfalt. To niechybny znak, że zbliżamy się do Konradowa (Konradswalde). Tymczasem robi się już naprawdę gorąco, toteż mamy nadzieję, że we wsi uda nam się znaleźć jakiś sklepik, gdzie uzupełnimy płyny. Mimo asfaltu i tak idzie się nieźle. Ruchu żadnego, zaś rosnące przy drodze drzewa, dają choć chwilowe wytchnienie.

Nazwa wsi utworzona została zapewne od niemieckiego imienia „Konrad" i słowa „Wald" (las). Prawdopodobnie odnosiła się do osoby właściciela lasu. Obecna nazwa miejscowości nawiązuje do lokalnej tradycji. Pierwsza wzmianka o Konradowie, wsi założonej na żyznych gruntach, pochodzi z 1346 roku. Wówczas miejscowość ta należała do dóbr karpieńskich i funkcjonowała według zasad prawa niemieckiego. Już w 1366 roku Konradów był wsią parafialną, a w 1416 roku wzmiankowano tu sędziostwo, które niewątpliwie powstało znacznie wcześniej. W 2 połowie XVI wieku i w 1 ćwierci XVII stulecia, w czasie niepokojów religijnych związanych z reformacją, Konradów tracił okresowo status wsi parafialnej i dołączony był do parafii w Nowym Waliszowie. W dobie wojny 30–letniej wieś znacznie zubożała, głównie ze względu na zniszczenia, kontrybucje i zarazy. W 1684 roku została sprzedana przez cesarską komisję alienacyjną i stała się własnością szlachecką, a w 1686 roku w ręce szlachty przeszło też sędziostwo. Dzięki temu, że Konradów założono na żyznych glebach stał się on w czasach nowożytnych dużą, rolniczą wsią z dość liczną warstwą kmieci (około 30 – 40). W późniejszym okresie nastąpił też rozwój rzemiosła np.: piekarstwo, piernikarstwo i rzeźnictwo, a także w niewielkim stopniu tkactwo oraz wytwórstwo przędzy. Rozwijał się też lokalny przemysł drzewny, młynarski i propinacyjny, a także handel, w tym handel zbożem. Dowodziło to niewątpliwie, że Konradów był w tym czasie zamożną wsią. Działała tu szkoła katolicka, wzmiankowana po raz pierwszy w 1789 roku. Do połowy XIX wieku Konradów podzielony był na dwie części, dominialną obejmującą większą część wsi i drugą z sędziostwem, mniejszą a w 2 połowie XIX wieku został scalony. W XIX stuleciu Konradów nadal pozostawał dużą miejscowością, w związku z czym po 1885 roku stał się siedzibą urzędu stanu cywilnego. Największą liczbę ludności wsi odnotowano w 1857 roku (900 osób). W 2 połowie XIX wieku wieś znalazła się na trasach turystycznych z Lądka na Przełęcz Puchaczówkę i Śnieżnik. Miała również charakter letniskowy.

Budynki i obiekty Konradowa. Pocztówka z 1900 r.

Po ostatniej wojnie, zasiedlony na nowo Konradów stał się wsią o charakterze stricte rolniczym. W latach 70. działała tu stacja turystyczna "Śnieżnik", prowadzona przez PGT. Myślano także o  utworzeniu w tym miejscu dużego ośrodka wczasowego, jednak plany te nie zostały zrealizowane. Obecnie mieści się tu kilka gospodarstw agroturystycznych, zaś wieś należy do jednej z najbardziej rozpoznawalnych w regionie i co ważne, już od wielu lat nie cierpi na kryzys związany z wyludnianiem.
Drogą przechodzimy niemalże przez cały Konradów. Okazuje się, że jak na złość sklepik zlokalizowany jest prawie na samym końcu. Ale i tak musieliśmy tu dotrzeć, jako że właśnie z tego miejsca niebawem rozpoczniemy podejście na Skowronią Górę. Tymczasem odpoczywamy pod obszerną wiatą koło tutejszej remizy, ulokowaną vis-à-vis barokowego dworu z końca XVIIIw. Próbuję później zbliżyć się do niego i trochę pofocić, ale od strony dziedzińca niebawem rusza w moją stronę komitet powitalny, złożony z kilku niezbyt przyjaźnie usposobionych czworonogów. Wrzucam zatem wsteczny, ograniczam terytorium i skupiam się jedynie na...froncie. :)
Po skromnym posiłku i solidnym nawodnieniu się, jesteśmy gotowi na "szturm" Skowroniej. ;)
Znajdujemy właściwą drogę i odbijamy w lewo. Teraz stopniowo pniemy się w górę, mając możliwość podziwiania wsi i jej najbliższej okolicy, z coraz szerszej perspektywy. Podejście do trudnych nie należy, choć w wysokiej temperaturze i tak swoje robi. Iza ściąga nawet podkoszulek, zostając tylko w sportowym biustonoszu. Ja co prawda aż tak golizną nie świecę, ale jak zwykle w podobnych sytuacjach, ratuję się swoim niezawodnym, pustynnym kapelusikiem. :)
Docieramy w końcu na główny grzbiet Krowiarek i obieramy kierunek na południowy. Robi się naprawdę sielsko. Szlak fajnie meandruje prowadząc w większości otwartym terenem, dzięki czemu pojawiają się coraz to ładniejsze widoki. Nie tylko na pobliskie grzbiety Krowiarek czy Wysoczyzny Idzikowej, ale też na bardziej odległe, chociażby- Góry Bystrzyckie. Mijamy dość mało wybijającą się kulminację Żabnica, za którą to teren dopiero wyraźnie zaczyna się wznosić Mijamy nieliczne pastwiska z rogacizną i dokonujemy finalnego podejścia pod Skowronią Górę. Jest niezwykle malowniczo i przestrzennie. Rosnące co jakiś czas skupiska drzew, wcale nie przeszkadzają w podziwianiu dalekich panoram. Pod samym wierchem jest jeszcze lepiej. Rośnie tu jedynie kilka brzozowych zagajników, które nadają temu miejscu specyficznej atmosfery, niemalże idyllicznego zakątka. A widoki na inne pasma? Cóż...narzekać absolutnie nie przystoi. W najlepszym momencie widać doskonale nie tylko znaczną część Gór Złotych i Bialskich, część Wysokiego Jesionika, ale i położone w innym kierunku Bardzkie, Sowie Stołowe, czy Kamienne, o Bystrzyckich i Orlickich już nie wspominając. Przy innym ułożeniu słońca, widoki zapewne sięgnęły by Rudaw Janowickich i Karkonoszy. Oczywiście najwyższa część Masywu Śnieżnika też ładnie się prezentuje, pod postacią Suchonia, Czarnej Góry, Żmijowca i samego Śnieżnika rzecz jasna. Tak więc niepozorna Skowronia Góra, okazuje się być naprawdę świetną miejscówką dla każdego, kto spragniony jest nietuzinkowych, sudeckich widoków. My w każdym razie byliśmy całkowicie usatysfakcjonowani. :) Szkoda jedynie, że na wierzchołku nie istnieje żadna infrastruktura turystyczna. Przydała by się tutaj choć skromna wiata, a jeśli nie, to chociażby zwykła ława i coś do siedzenia. Na pewno znacząco podniosło by to walory tego atrakcyjnego szczytu i ułatwiło pobyt turystom. Tyle tylko, że ich frekwencja tutaj jest na tyle znikoma, iż należy przypuszczać że w tym temacie niewiele ulegnie zmianie. Schodząc ze Skowroniej, doszliśmy do kolejnej wyludnionej osady, jaką jest Marcinków (Martinsberg).

Marcinków był dawną wsią gwarecką. W dokumentach z 1344 r. wymienia się ją pod nazwą Mertetindorf, a w 1465 r. jako Merbotindorf (czyli Nierobocin), co sugeruje, że była zwolniona od pańszczyzny. Wiadomo jednak, że już wtedy zaprzestano tu wydobycia srebra. W XV w. wytapiano tu także szkło. W 1481 r. rodzina Gregor otrzymała z rąk Henryka Starszego Podiebradowicza, teren wsi wraz z prawem do poszukiwania i wydobycia rud. W XVI w. znacznie wzrosło tu wydobycie galeny. We wsi w 1598 r. stanął kościół pw. św. Marcina, pełniący rolę kościoła cmentarnego. Rozwój gospodarczy przerwany jednak został przez wojnę trzydziestoletnią, która w 1623 r. zniszczyła także kościół. Ożywienie gospodarcze nastąpiło dopiero w XVIII w. wraz z przejęciem okolicznych ziem przez ród Wallisów. W 1701 r. odbudowano kościół. Kolejną próbą wznowienia działalności górniczej było otwarcie w 1749 r. kopalni (Zum reichen Segen) a w 1755 r. huty (Friedrichs Silberhütte) przez spółkę kpt. von Zerbst i radcy podatkowego Menceliusa. Prace górnicze zeszły do głębokości 25 m. Przerwane zostały w roku 1784, po czym teren wsi został podzielony na trzy części własnościowe. Jeszcze jedną nieudaną próbę reaktywacji górnictwa podjęto w 1855 r. Po 1945 r. Marcinków został zasiedlony przez niewielką grupę Polaków, jednak z biegiem lat pustoszał i popadał w ruinę. W latach 50. prowadzono tu prace poszukiwawcze rud uranu. Znaleziono niewielkie okruszcowania, których eksploatacja okazała się nieopłacalna na skalę przemysłową.

Dziś Marcinków, to zaledwie kilka zamieszkałych domów. Mimo ciekawych walorów krajobrazowych, wieś nie rozwija się w kierunku turystyki, zaś działalność rolnicza, prowadzona jest tutaj na szczątkową skalę. Nie wykluczone więc, że za jakiś czas i ona podzieli los wspomnianej wcześniej...Rogóżki.
Dość szybko mijamy nieliczne zabudowania, wraz z ruinami tutejszego kościoła św.Marcina i nieco wspinamy się na stok bezimiennego wzgórza (878m.n.p.m.), położonego na wschód od Suchonia i z ładnymi widokami na Czarną Górę, dochodzimy do reliktów wsi Biała Woda (Weisswasser).

Widok na fragment wsi Biała Woda. Po prawej, dawne schronisko młodzieżowe. W tle- Suchoń. Fotografia między 1920-40.

Dziś po tej rozległej wsi (sięgającej niegdyś Przełęczy Puchaczówka), pozostały jedynie nieliczne fundamenty rozsiane po okolicznych stokach, oraz niewielka kaplica św.Anny z połowy XIXw., stojąca tuż przy drodze nr.392.
Po ponownym dzisiaj przekroczeniu szosy, wspinamy się widokowymi łąkami, ulokowanymi u podnóża Czarnej Góry, z widokiem na Suchonia i okolice doliny Białej Wody, niewielkiego potoku płynącego jej dnem. Dalej już zagłębiamy się w las, by po pewnym czasie znów pojawić się na znajomej Drodze Albrechta, którą to spokojnie powracamy do Międzygórza.

Ruszamy...

Podejście pod Polany Śnieżne...

po pierwsze tego dnia, przyjemne widoki

Kawałek laskiem...

i znów cieszymy oczy rozległymi panoramami

Widok na grzbiet z Modrzewiową i Jaszkówką. Dobrze widać też Jawornicką Polanę. Na ostatnim planie- Góry Bystrzyckie

Na dobre znikamy między drzewami

Pachnący nowością paśnik

Droga Albrechta

Później, cienia przybywa...

i znów chowamy się w lesie

W końcu drzewa ustępują

Przy szosie nr.392, łapiemy widoki na Góry Złote

Na razie idziemy asfaltem...

a z każdym krokiem, robi się bardziej przestronnie

Widok na Sienną. Ta miejscowość to mekka narciarzy, nie tylko z Ziemi Kłodzkiej

W oddali Góry Złote i Bardzkie

Sienna raz jeszcze

Osiągamy leciwą kapliczkę na Przełęczy Puchaczówka. Poczciwa lipa, daje jej teraz trochę cienia

Widok z przełęczy na Czarną Górę

Podejście pod Pasiecznik

Widoczek zza pleców...

w lewo, na okolice Suchonia i Górzycy...

oraz w przeciwną stronę, na Czarną Górę, Żmijowiec i Śnieżnik

Wierzchołek Pasiecznika

Ponownie w las

Na stokach Wilczyńca

Widok na szczyt Rudka. Z tyłu po prawej, majaczy też Młyńsko

Zejście. Tu spotykamy jedynego tego dnia turystę

Pojawia się szerszy dukt, prowadzący w stronę Przełęczy pod Chłopkiem. My jednak...

odbijamy na szlak rowerowy

W tle, majaczy już grzbiet główny Krowiarek

Obszerne łąki nad Rogóżką

c.d.

Pod nogami wciąż wiosennie

Droga lekko sprowadza w dół

Łagodny stok Wapniska

Wchodzimy na tereny, które mniej więcej pół wieku wcześniej, opuszczali ostatni osadnicy

Resztki kaplicy i kamienny krzyż. Tyle pozostało ze wsi Rogóżka

Dochodzimy do kamieniołomu

Jego lewa strona...

i przeciwna. Po prawej, rozległa połać rumoszu, po której teoretycznie można by wskrabać się wyżej. Ale...na własną odpowiedzialność ;)

Czerwoną strzałką, zaznaczyłem przybliżoną lokalizację wejścia do jaskini "Załom"

Ruszamy dalej...

by zaraz odnaleźć położony blisko drogi, wapiennik 

c.d.

Fragment paleniska, od strony okna dmuchowego

Betonowy mur, dawnego Strońskiego Zakładu Kamienia Budowlanego

Podążamy doliną Konradowskiego Potoku

I oto on sam, za nim zaś, niewielkie pastwiska

W stronę Konradowa

Mała kapliczka na początku wsi

Jedno z pierwszych domostw

Potok wciąż bystro rwie lewą stroną drogi

Pierwszy budynek po prawo, to garaże dawnej strażnicy

Zachowała się na nich nawet tabliczka z datą

W Konradowie

c.d.

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego, od głównej drogi. Zobaczymy go niebawem z innej perspektywy

Widok spod wiaty przy obecnej remizie. W tle, wzniesienie Różanka

Elewacja boczna konradowskiego dworu

Fragment dziedzińca z budynkami gospodarczymi. Pozwożono jakieś materiały, więc może wreszcie remont? Ponoć obecny właściciel, za bardzo się do niego nie pali

Ostatnie zdjęcie od strony dziedzińca, nim przegoniły mnie stamtąd rozwścieczone kundle

Od frontu natomiast, na szczęście nikt mnie nie ścigał :)

I jeszcze taki budynek, w bliskim sąsiedztwie dworu

Rozpoczynamy podejście

I kolejne ujęcie konradowskiego kościoła, tym razem z przeciwnej strony

Góry Złote, z dominującym pośrodku kadru- Jawornikiem Wielkim

Widok na coraz bardziej zostający w tyle, Konradów

Ostatni odcinek podejścia, uskuteczniany przy niemałym żarze lejącym się z nieba

Zaraz pojawiają się widoczki na przeciwną stronę

Wreszcie na grzbiecie

Malowniczy krajobraz Krowiarek

c.d.

Piramidalne wzniesienie na środku, to (chyba) Modrzeńce. Bystre oko wychwyci wystającą z lasu na prawo od niego, wieżę kościoła św. Mikołaja w Nowym Waliszowie

Grzbietem Krowiarek

Kadr zamykają Góry Bystrzyckie i Orlickie

Nieliczne pastwiska

Delikatnie pod górę...

gdzie czekają coraz obszerniejsze, widokowe rarytasy

Jeden z brzozowych młodników

Zielone łąki i...Góry Złote

Zbliżamy się do ostatniego zagajnika przed wierzchołkiem

Nieliczne drzewa, nadają temu miejscu malowniczości i przynoszą choć chwilową ulgę, przed upałem

Znów wyłania się Czarna Góra. Z tej perspektywy, bije wysokością samego Króla :)

Upojne widoki na Sudety Środkowe

c.d.

Wierzchołek Skowroniej Góry (839m.n.p.m.)

Na pierwszym planie grzbiet z Wilczyńcem  i Wapniskiem, gdzie wędrowaliśmy kilka godzin wcześniej (widać też kawałek kamieniołomu). Dalej...Góry Bialskie i Złote

Raz jeszcze Czarna Góra i Śnieżnik...

oraz usadowiony bardziej na zachód Suchoń i (nieco z prawej) Górzyca

Ostatnie spojrzenie na środkową część Sudetów...

i schodzimy

Po prawej, pozostałości wsi Marcinków

Widoczny z drogi, zrujnowany kościół św.Marcina

Spojrzenie do tyłu, na rosły dąb rosnący przy rozstaju wiejskich dróg

Z tego miejsca udaje mi się jeszcze złapać w kadr, ładnie wyeksponowane okolice Lądka- Zdroju. Tu dokładnie- Lutynia- Ułęże, z widocznym na środku kościółkiem św.Jana Nepomucena. Byliśmy tam dwa lata wcześniej

Na żółtym szlaku

c.d.

Na chwilę opuszczamy otwartą przestrzeń

Kaplica św.Anny. Jedyny w całości zachowany budynek, po dawnej wsi Biała Woda

Zaraz za szosą przekraczamy niewielki strumień, o nazwie tożsamej z nieistniejącą osadą...

i wspinamy się na obszerne łąki

Widoki na dolinę którą prowadzi droga 392, z dominującym Suchoniem...

i łagodniejszym, bezimiennym wzniesieniem (878m.n.p.m.) w tle

Jak kończą się łąki, musi zacząć się...las

c.d.

c.d.

Ponownie Droga Albrechta. W tle po prawej, grzbiet Czarnej Góry

Ostatni leśny odcinek...

wyprowadzający nas po raz kolejny dziś, na skąpane w słońcu Łąki myśliwskie

Aż chciało by się rozłożyć leżak i... :)

Chyba jeden z dwóch, ocalałych na tym terenie budynków. Jak widać, wciąż użytkowany

Ostatnie zejście...

z widokami na zdominowane przez roślinność, relikty dawnego osadnictwa

Kilkaset metrów za tym zakrętem...

osiągamy szykujące się  już do pożegnania dnia...Międzygórze

Zaliczenie kolejnej niezwykłej trasy, czcimy stosownym trunkiem :)



c.d.n.


Źródła cytatów: W.Brygier, T.Dudziak: Ziemia Kłodzka- przewodnik. Rewasz 2010. 
https://polska-org.pl/  

Źródła zdjęć archiwalnych: https://polska-org.pl/ 
https://fotopolska.eu/ 
            
        
   

14 komentarzy:

  1. Konradów ciekawy. Szkoda, że na tych tablicach na jednym z domów obtłuczono wszelkie napisy, zwłaszcza ta dolna mogła coś/kogoś wspominać....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego typu "działalność" nie była/jest rzadkością... niestety. I to nie tylko w małych pipidówach typu Konradów. Widywałem podobnie zniszczone tabliczki, lub zamazane napisy np. w Kłodzku, czy Jeleniej- Górze.

      Usuń
    2. Spoko, parę dni temu zagipsowali taką w Opolu, bo "była nieestetyczna"

      Usuń
    3. Ano właśnie. Idąc takim tokiem "myślenia", powinni zacząć wyburzać wszelkie zabytki kwalifikujące się do remontu. Przecież estetyką nie grzeszą...

      Usuń
  2. Bardzo fajna relacja, a widoki wywołują westchnienia zachwytu. :)
    Takie odkryte tereny maja zaletę widoków, ale za to wadę temperatury i nasłonecznienia. Problem nie do rozwiązania, chyba żeby manewrowac porą roku na wędrówkę, jesli ktoś ma takie mozliwości.
    Szkoda, że tej wieży kościoła też nie zaznaczyłeś strzałką, bo wypatrzyłam szkła kontaktowe i nie zobaczyłam. ;)
    Super te stare zdjęcia.
    Lipa i dąb fantastyczne.
    Zabrakło mi zdjęcia rozwścieczonych kundli, ale rozumiem, że miałes wtedy pilniejsze zajęcia niż robienie im zdjęcia. ;p;p;p
    P.S.Wlazłam na Śnieżkę. Nadal w to nie wierzę. :D :D :D Oczywiście tylko od Kopy, inaczej chyba by mnie już nie było wśród żywych, ale i tak jestem z siebie bardzo dumna. :))) I nawet nie było tak tłoczno, wiesz? Widziałam cos poza tyłkiem wchodzącej przede mna osoby. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, otwarte przestrzenie mają mnóstwo zalet, szczególnie w górach. Kwestia pogody to już odrębna sprawa, ale z dwojga złego i tak wolę naprzykrzający się upał, niż...ścianę deszczu. ;)
      Kościółek, a w zasadzie jego wieża jest dosyć dobrze widoczna. No...może jedynie trzeba trochę powiększyć zdjęcie? :) Kundlom wolałem nie poświęcać uwagi, ani miejsca na karcie pamięci. Były zdecydowanie ciekawsze rzeczy. ;)
      Śnieżki gratuluję. No widzisz...nie zadeptali Cię. ;) Trzeba mieć tylko po prostu odrobinę szczęścia. Nie tylko co do ludzi, ale też warunków panujących na górze. :)

      Usuń
    2. No powiększam, powiększam i nic!!!! ;p
      Warunki na górze były baaaaardzo wietrzne. Miałam na głowie czapkę i kaptur. ;) Chmury czarne szły ze wszystkich stron, może to sprawiło, że mniej ludzi polazło. ;)

      Usuń
    3. Jak Śnieżka, to wiatr być musi! :)
      Pewnie właśnie dlatego większość ludzi ustąpiła- przez chmury. Bali się, że zacznie się ulewa i woleli zaprzestać zdobywania Karkonoszy na..."Domu Śląskim". ;)

      Usuń
  3. Świetna wyprawa, oglądając zdjęcia czuje się jakby było się razem z Wami, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak to "zadziałało". Pozdrawiam również. :)

      Usuń
  4. Piękna okolica, wspaniała wycieczka. Krowiarki są wdzięcznym pasmem do wędrówek, pewnie przez te otwarte przestrzenie. Skowronia Góra jest wyjątkowym miejscem, świetnym na rozbicie namiotu i nocleg. Coś mi się kiedyś obiło o uszy, że Rogóżkę, gmina Stronie wystawiła na sprzedaż i ktoś ją kupił. Pozostaje mieć nadzieję, że nie zrobią tam wesołego miasteczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałem że te tereny przypadną Ci do gustu. :) A nocny biwak na Skowroniej, byłby zapewne niesamowitym przeżyciem. Aż mnie przeszył radosny dreszcz, jak sobie coś takiego wyobraziłem. :)
      Co do Rogóżki, to kupiła go ponoć jakaś spółka z Poznania. Jak na razie jednak, nic tam się nie dzieje. I w sumie...lepiej.

      Usuń
  5. Ciekawe tło historyczne i wycieczka zdjęcia też ładne

    OdpowiedzUsuń