sobota, 5 stycznia 2013

Samoloty widmo, chemtrails i wojna genetyczna



Jeszcze kilka dni temu nie przewidywałem wcale tego wpisu. Przynajmniej nie w takiej formie jak obecnie. Jednak 02.01.br. byłem świadkiem ciekawej obserwacji, która ponownie zwróciła moją uwagę na zagadnienia, od pewnego czasu mnie zastanawiające. Ale po kolei. Będąc w domu w godzinach popołudniowych, zaobserwowałem na niebie dość mocno widoczny obiekt. Przesuwał się po trajektorii E-W. Wkrótce już gołym okiem mogłem wychwycić sylwetkę samolotu, który wyraźnie odbijał się w promieniach zachodzącego słońca. Nie potrafię szczegółowo określić pułapu, jednak wydaje mi się że leciał mniej więcej na 2500-3000m. Obserwowałem go przez około minutę. Przez ten czas samolot zbliżył się do niewielkiej grupki chmur stratocumulus, które były jedynymi w obszarze widocznego mi nieba, po czym w nią wleciał. Przyjmując że miał cały czas równą prędkość przemieszczania się, z owej grupki chmur powinien wylecieć po ok. 10-15 sekundach. Jednak nie wyleciał. Ponieważ jak wspomniałem, wokół niebo było absolutnie czyste, nie istniała żadna inna bariera mogąca odgrodzić ów samolot od naziemnej pozycji obserwatora. Szybko sięgnąłem po swoją podręczną lornetkę 10X25 i jeszcze raz zlustrowałem wszystkie krawędzie chmury. Śledziłem też inne kierunki, biorąc pod uwagę być może nagłą zmianę kursu (choć w przypadku samolotu nie jest to przecież gwałtowny proces). Jednak moje czynności okazały się bezowocne. Samolotu już nie zobaczyłem. Po prostu zniknął całkowicie w grupce stratocumulusów. Od samego początku obserwacji nie słyszałem silników samolotu. Jednak przebywałem w pomieszczeniu, poza tym pewnie i na zewnątrz nic nie byłoby słychać ze względu na znaczny pułap. Nie było też żadnych smug kondensacyjnych po owym samolocie (zresztą w momencie obserwacji w ogóle takowych nie było, włącznie ze śladami chemtrails). I w sumie tyle. Zjawisko zaintrygowało mnie na tyle że zacząłem drążyć temat. O tzw. "samolotach widmo" czytałem niejednokrotnie w literaturze ufologicznej, jednak wtedy traktowałem problem dość wybiórczo.
Samolot czy...hologram?

Okazuje się że temat "samolotów widmo" jest ostatnio dość mocno eksploatowany. Ale początek temu wszystkiemu dał incydent 9/11, a w zasadzie stopniowe odkrywanie wielu nieścisłci co do jego wersji oficjalnej. I nie mam tu na myśli ataku na Pentagon (gdyż tu akurat nikt samolotu nie widział), a o uderzenia tychże w wieże WTC, które według niektórych wyglądały  na tyle nierealnie, iż zaczęto doszukiwać się potężnej mistyfikacji za którą stoi nie tylko manipulacja medialna, ale też użycie techniki komputerowej i hologramowej.
Jeden z filmów demaskujących komputerowo- hologramową mistyfikację

Ale zostawmy już sprawę 9/11. Nie minęła jednakże dekada, gdy znów dowiedzieliśmy się o "samolotach widmo", tym razem występujących często w połączeniu ze zjawiskiem chemtrails. W sieci bez trudu można znaleźć filmiki, na których rozsiewanie smug tworzą obiekty których...prawie nie widać.
     Jeden z filmów

Inny przykład zajmują doniesienia w których dochodzi rzekomo do lotniczej katastrofy, po której nie ma jednak na ziemi absolutnie żadnych śladów. Świadkowie widzą spadający samolot i nierzadko moment eksplozji, ale po udaniu się na miejsce stwierdzają że...nic takiego nie miało miejsca.

"Mieszkańcy Westbrook w stanie Connecticut byli zaskoczeni gdy w środowy ranek 15 stycznia 1997 usłyszeli, jak jednosilnikowy samolot wpadł do wód rzeki Long Island Sound... i znikł. Według gazety The Day, "Straż Przybrzeżna, stanowy Departament ds. Ochrony Środowiska, dwa helikoptery ratunkowe, oddziały straży pożarnej z Westbrook, Old Saybrook, Madison i Clinton, a także patrole marynarki wojennej i prywatne łodzie przeszukały obszar 100 mil kwadratowych po tym, jak jeden z mieszkańców zgłosił obserwację samolotu wpadającego do wody". 

"26 lipca 1998 roku w pobliżu Skelmersdale w hrabstwie Lancashire w Anglii mieszkańcy donosili o spowitym płomieniami samolocie, który uderzył w ziemię, wybuchając kulą ognia. Policja, zespoły ratownicze, strażacy i medycy wraz z helikopterami przeszukali teren. Świadkowie mówili, że samolot rozbił się na polu, a za nim ciągnęła się smuga dymu. Nigdy nie znaleziono żadnego samolotu ani też śladu po jakimkolwiek upadku."

Czym zatem są podobne doniesienia i czy mamy tu do czynienia z fizycznymi obiektami, czy np. zbiorową halucynacją lub hologramami? Jakiś czas temu w magazynie "Wizje peryferyjne", pojawił się ciekawy wywiad z nieżyjącym już płk.Philipem J.Corso, autorem książki "The day after Roswell", w którym bez ogródek poruszana jest kwestia wojskowych pojazdów o zaawansowanym stopniu kamuflażu. Corso mówi tam o przynajmniej trzech niezależnych projektach realizowanych na zlecenie Departamentu Obrony USA. Pierwszy z nich miał powstać już pod koniec lat 60. zaś najnowszy (i najbardziej zaawansowany) wszedł ponoć w życie podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Jednakże nie o słynną technologię "stealth" tu chodzi, a o znacznie bardziej zaawansowany projekt. Zakłada on bowiem nie tylko "niewidzialność" dla radaru, ale przede wszystkim dla...ludzkiego oka. Brzmi ciekawie. Oczywiście można szukać tu analogii do popularnej swego czasu w USA (choć nie tylko) fali "czarnych helikopterów", które pojawiały się na miejscu rzekomych obserwacji UFO, po czym w sposób tajemniczych znikały, nierzadko na oczach wielu gapiów. Zresztą były to manifestacje różnego typu. Raz pojawiały się niby zwykłe helikoptery, które po jakimś czasie dosłownie rozpływały się w powietrzu, inne manifestowały się jako wizja (bez najmniejszego dźwięku), a niektóre obserwacje dotyczyły niesamowitych odgłosów helikoptera (łopot śmigieł i wirników) przy całkowitej niewidzialności obiektu. W wielu podobnych przypadkach pojawiał się też swoisty "efekt uboczny" w postaci okaleczonego bydła. I wreszcie zupełnie już kontrowersyjne doniesienia, na których helikopter z czasem tracił ostrość i kontury, przeistaczając się albo w jaskrawe światło, albo w dyskokształtny obiekt.
Jeden z "czarnych helikopterów" w pobliżu Louisville (marzec 2010)

Ale wróćmy do samolotów. Jeśli odrzucimy element  halucynacji (wydaje mi się że nie doświadczyłem jej kilka dni temu), to pozostaje nam albo jakaś nieznana szerzej technologia albo...cóż właśnie? Zastanówmy się jednak nad aspektem "samolotu widma" względem chemtrails. Jeśli zjawisko chemtrails przyjąć za realnie zachodzące (a nie mamy powodów by tego nie robić, wszak pojawiają się już coraz liczniejsze analizy rozpylanego materiału- vide forum aircrap.org), wówczas można zadać sobie pytanie, co taki kamuflaż ma skrywać. Hologramy teoretycznie nie potrafią rozpylać czegokolwiek, poza tym muszą posiadać swoiste tło na którym zostaną wyświetlone, dlatego należy przyjąć że chodzi tu jednak o coś innego. Zatem realna tym razem technika (prawdziwej) niewidzialności ma jakiś inny cel. Ale jaki. Ukrycie przed naszymi oczami obiektów które samolotami nie są? I tu do głosu dochodzi jak się okazuje pewne grono ufologów, którzy w fenomenie chemtrails upatrują wyraźnie działalność obcych. Co prawda literatura tego nurtu zna dużą ilość przypadków, które śmiało można uznać za próbę kamuflowania obiektów UFO pod postacią innych pojazdów, ale w przypadku chemtrails sprawa wydaje mi się podejrzana.
Sekwencja zdjęć rzekomo przedstawiająca transformacje nieznanego obiektu w samolot pasażerski

 Czyżby znów ktoś chciał zwalić potencjalną winę na biednych kosmitów i skierować naszą uwagę na rzeczy dalsze, podczas gdy pod nosem dzieją się te najistotniejsze? Jest to nie wykluczone a nawet bardzo prawdopodobne. Być może podobnym celom służył mit Roswell, dzięki któremu starano się odwrócić uwagę od badań nad nowymi technologiami. Tym razem jednak cel końcowy wydaje się być na prawdę zatrważający. Oto bowiem jeśli za chemtrails stoi tzw. wojna genetyczna, to na naszych oczach rozgrywa się być może proces całkowitego przeobrażania życia na naszej planecie. Jednak przeobrażenia stworzonego tylko i wyłącznie w intencji nowego sposobu panowania nad światem i czerpania z tego niewyobrażalnych zysków. Oglądając filmy jak ten poniżej, zaczynam mieć 100% pewność, że ludzie kręcący tym wszystkim są dewiantami czystej krwi, którym po raz kolejny wydaje s że poprawianie natury wyjdzie wszystkim na dobre. Szkoda że w swojej futurystycznej ślepej wizji zapomnieli o jednym. Że człowiek tworzy integralną całość z ekosystemem planety i w istocie bez niego nie potrafi funkcjonować. Chociaż nie,oni to doskonale wiedzą. Dlatego chcą to zaburzyć, zniszczyć i zrobić z nas robota oderwanego od natury i działającego na zasadach "nowego źródła". Ma nim być jakaś wyimaginowana sztuczna inteligencja, która wszystko będzie "wiedzieć więcej" i kreować ma "rozwiązania doskonałe". Znajome prawda? Jakbyśmy oglądali pewien hollywoodzki hit ostatnich lat. I jak myślicie, zrobią to z nieskazitelnie czystych pobudek, by dać ludziom możliwość wyboru, dać środki zaradcze na walkę z chorobami czy niedoskonałościami naszych ciał? Oczywiście że nie. Chodzi o niesamowicie prostą i prozaiczną wręcz rzecz. A imię jej: KONTROLA.

Jeśli to wszystko się uda, będzie to prawdziwy i nieodwołalny koniec naszej rasy. Ludzie pracujący nad tym nie rozumieją, że człowiek jest już w istocie istotą doskonałą. I że droga do odnalezienia uniwersalnej wiedzy Wszechświata znajduje się w naszych wnętrzach. Ale jak mają to wiedzieć, skoro są ślepi na logikę i system działania natury i zwą go "niedoskonałością"? To już nie tylko brak zdolności obiektywnej obserwacji, ale zwykła pycha, wynikła dodatkowo z chęci stworzenia czegoś, na czym po raz kolejny można zarobić krocie. Przez setki lat egotyczny umysł zatruwał naszą cywilizację, tworząc tu prawdziwe piekło na Ziemi. Teraz zaś dodatkowo jakaś grupka szaleńców próbuje wmówić nam że prawdziwa ewolucja to "wejście w skórę" stworzonego na szybko mutanta, który będzie rzekomo lepszy i znacznie lepiej dostosowany do warunków bytowania. Ale zastanówmy się, jaki w istocie byt mamy tu na myśli. No cóż...w filmie podkreślone jest to bardzo wymownie. Struktura ula bądź mrowiska staje się jedyną obowiązującą alternatywą. I absolutnie NIKT nie będzie już w stanie się wyłamać. Nawet Orwell nie wymyśliłby tego lepiej.    
  




 
         

 



  


1 komentarz:

  1. Hmmm.. .Ciekawy temat...
    cóż moge napisać, chyab tylko to, iż żyjemy w takich czasach, że nic już nie potrafi mnie zadziwić... :-)

    OdpowiedzUsuń