sobota, 8 grudnia 2012

Świadkowie, badacze i...tajemnica "złotego pociągu"



 Po wysłuchaniu wystąpienia Mirosława Figiela i jego akolitów mam mieszane uczucia. Co prawda zawsze przyznawałem rację jego proobywatelskiej postawie,odnośnie poszukiwań. Nie może być inaczej, gdyż tylko w ten sposób doprowadzić można do jakiejkolwiek konsolidacji nie tylko środowisk poszukiwawczych, ale zwykłych ludzi, którzy może chcieliby poznać prawdę ale nie wiedzą do kogo i gdzie pójść, by przekazać taką lub inną informację. Z drugiej strony mam wrażenie, że potykamy się o wciąż te same korzenie i na tej samej ścieżce. Pan Figiel nie należy do osób co najpierw lecą i kopią a potem uruchamiają szare komórki. Już wielokrotnie w przeszłości dał temu przykład. Może więc jego lekko asekuracyjna postawa jest uzasadniona?
Przypomnijmy. Najpierw był niejaki Władysław Podsibirski. To dzięki niemu świat dowiedział się o górze Sobiesz już w latach 70. Próbował zarazić tematem skarbu nie tylko urzędników ale i polityków. Bezskutecznie. Sprawa stanęła w martwym punkcie i trwała w nim niemalże do 1998r. Wtedy prace ruszyły na nowo, tym razem bowiem Podsibirski zainteresował tematem prywatnego inwestora i na Sobiesz przybył sprzęt ciężki. Ponoć użyto też dynamitu. W latach 90. górą zainteresował się też znany poszukiwacz Mieczysław Bojko, ale jak się okazało nie na długo. Swoje dołożył także Ryszard Wójcik, dzięki któremu informacja znów wypłynęła według niektórych pod koniec lat 90. a według innych jakoś około 2000roku. Były nawet ponoć dość poważne analizy zdjęć lotniczych i satelitarnych, które miały rzekomo odkryć jakieś anomalia i to nie małe (LANDSAT stwierdził w Kotlinie Jeleniogórskiej dwa naprawdę duże-80x80 i 30x30m). Mocno w sprawę zaangażował się min. mjr Siorek. Tyle w sprawie dość momentami głośnych, ale mało efektywnych poszukiwań. I oto dziś znów sprawa powraca, tym razem w nowej szacie proobywatelskich zamierzeń Pana Figiela. Czemu ma to służyć?
Cicha Dolina- 2008r. Przed jedną ze sztolni.

Zastanówmy się jednakże nad faktami. W Piechowicach (Petersdorf) podczas wojny istniały zakłady Karelma, które według świadków zajmowały się produkcją zbrojeniową (torpedy?). Ponieważ do zboczy góry Sobiesz i Cichej Doliny jest "rzut beretem", nie można wykluczyć jakiegoś ciągu dalszego. W samej Cichej Dolinie znajdziemy dwa wyraźnie wejścia do sztolni (jedno zamurowane, drugie częściowo- do jednej z nich można było jeszcze niedawno się wczołgać. W środku poziom wody utrzymywał się mniej więcej na wysokości 50cm), oraz sporo dość luźnej infrastruktury (studzienki, szyby wentylacyjne), które znajdziemy nie tylko w Cichej Dolinie, ale także za Przełęczą Cmentarzyk i przy wierzchołku Trzmielaka. Najwięcej zaś tego na zachodnich zboczach góry Sobiesz.
Jedna ze studzienek.

Zatem jeśli istnieją kanały odwadniające i pozostawiona na powierzchni infrastruktura, można (a nawet trzeba) sądzić że coś jest pod ziemią. Na jakiej powierzchni i jak głęboko, jak na razie nikt nie potrafi odpowiedzieć.
Drugie wejście do sztolni.

Interesujący jest moim zdaniem sam teren przed wejściami do sztolni. Tu gdzie dziś swobodnie płynie sobie Cichy Potok, widać obetonowane pozostałości drogi, która kieruje się ewidentnie w stronę Piechowic. Zresztą obetonowanych fragmentów w tym miejscu jest więcej.
Fragment dawnej drogi?

Na samych zboczach Sobiesza, na co niektórzy zwracają wciąż uwagę, cały czas zalegają  gruzowiska mające sugerować ewentualne miejsca odstrzału skał. Najwięcej ponoć jest tego od strony pobliskiej góry Ostasz, a więc w kierunku przeciwnym niż sztolnie w Cichej Dolinie. A więc szukaj teraz wiatru w polu (a raczej na całym pogórzu). Zastanówmy się jednakże nad kwestią samego pociągu. Od stacji w Piechowicach do zboczy Sobiesza jest ok. 700-800m.(od najbliższego odcinka torów, trochę mniej). Czy opłacało by się na gwałt budować tam specjalny tor, by wprowadzić na niego lokomotywę z wagonami i później zaszyć ją we wnętrzu góry? Nie lepiej byłoby ładunek przetransportować dzięki dobrze rozwiniętej infrastrukturze drogowej, na powiedzmy kilkunastu ciężarówkach? Tym bardziej że na upartego można by było zrobić to i od strony Sobieszowa. Chyba że założenia były inne, choć tego niestety nie wiemy.
Skały w okolicach sztolni.

Ciekawi zatem fakt ponownego odgrzewania starego jak świat tematu. Pana Figiela mam od dawna za człowieka wiedzącego "co się święci" na terenie Dolnego Śląska. Wskazują na to liczne dowody. Więc albo rzeczywiście dokopał się czegoś ciekawego, albo...no właśnie.Zgadzam się jednak z tym, że jeśli nie pociągnie się tego dalej, to sprawa przycichnie jak wcześniej, po tych namiastkach burzliwych "eksploracji". Jeśli faktycznie sporo zainteresowanych ludzi zacznie się wokół tematu kręcić, to coś będzie można z tym zrobić. Jakoś osobiście nie jestem specjalnie optymistą w sprawie "złotego pociągu" i tu proponował bym powściągliwość. Zresztą Mirosław Figiel sam przekazał nam niejako "ostrzeżenie" o wcześniejszej penetracji (oby nie profanacji) obiektu, i jeśli to faktycznie prawda możemy się niebawem srodze rozczarować. Jednakowoż uważam że warto trochę podziałać, bo jest więcej niż pewne że sztolnie i szyby są znacznie obszerniejsze niż to co od dawna widać. A co tak naprawdę skrywają, to już sprawa drugorzędna.     
   

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz