poniedziałek, 2 lutego 2015

Przejść...


Bo się dokonało...
Trzeba było jednak niemało lat, by uświadomić sobie ten olbrzymi ciężar. A przecież jeszcze nie tak dawno nie czułem nic. Maszerowałem dzielnie w noc, a rozpostarte ramiona gładziły pusty widnokrąg i pozwalały jedynie oddychać nerwowo. Brałem to jakie było, a choć często oczekiwałem czegoś więcej, nie umiałem podnieść głowy wyżej. Bo było inaczej. I nie pytałem kto swój, a kto wróg. Dzielność w poszerzaniu kadru nie miała wtedy swojego odpowiednika w przeszłości. Starałem się być tak oddany sprawie, że zapominałem o tym, iż na horyzoncie pojawiają się nowe blaski, dźwięki, że oto nadchodzą wciąż kolejni aktorzy. Dostrzegać tego nie chciałem. Zza krzesła reżysera dokonywałem szybkich cięć, łatwych podziałów ról i za nic w świecie nie rozumiałem, że i ja w tej sztuce jestem tylko światłem na scenie.

Później coraz częściej przyłapywałem się na kłamstwie. Zbyt wiele było niedomówień i niedokończonych zdań. Zbyt wiele przerywników. Próbowałem łatać i sklejać ten obraz, ale dobrze wiedziałem, że to jedynie półśrodki. Bo zaraz znów wszystko się rozpadało i pruło, a mnie brakowało oddechu by przyznać przed samym sobą, że to już naprawdę koniec. I wciąż reanimowałem to wierząc że oto nadejdzie dzień, w którym świt nabierze tamtego, osobliwego kontrastu i poczęstuje znajomym, lekkim dreszczem.

Aż w końcu dotarłem na prawdziwie smutne pustkowie. Nie będę się spierał czy samemu, czy ktoś maczał w tym palce. Liczy się tylko to, że ze skrawków tamtych chwil wyszyłem sobie coś więcej. Taki mały arras przesilenia, który stygnie teraz na mych rękach niczym obietnica przekroczenia kolejnego Rubikonu.

Jestem tu. Cichy i nieznaczny. I choć wszystko wydaje się tak małe i odległe, a świat nie pozwala zasnąć bez klątw i przelania łez kilku, wiem, że ten spokój udziela się też innym. Bo się dokonało.
Tam gdzie wiatr i chmurna aleja lipowa, w przedwieczornym kontinuum nad warstwą ptasiego snu i kilku spojrzeń więcej, docieram chyba do sedna.

Na warkoczu gwiazd, uczepiony i bezpieczny. Oby tylko pozwolono mi przejść...
  
          


Zdjęcie: internet

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza