czwartek, 24 września 2015

Militarne zajawki


Część 1- Demobil szwajcarski

Kto choć sporadycznie prześledził niniejszego bloga powinien wiedzieć, iż jego twórca posiada lekkie skrzywienie i hopla między innymi na punkcie militariów. Tak. To dość stara pasja, która rozwijała się jakoś tak od końca szkoły podstawowej, by już w czasach studenckich nabrać sporego rozpędu i rozmachu.
Zaczęło się dosyć niewinnie. Jako że mój ojciec posiadał od dawna dość opasłą biblioteczkę z wieloma książkami historycznymi, toteż z czasem i ja zacząłem zapuszczać tam "żurawia" wertując przeróżne tytuły. I tak oto wpadało w moje ręce coraz więcej pozycji z dziedziny historii wojskowości, biografii różnych wodzów oraz dowódców, czy konkretne tytuły, opisujące najróżniejsze konflikty zbrojne. Czytałem czytałem i...wreszcie złapałem bakcyla. Najpierw więc kupowałem kolejne książki i czasopisma (początkowo przy czynnym wsparciu rodziców), potem zaś nastąpił krótki flirt z modelarstwem. Po sklejeniu coś koło setnego modelu samolotu doszedłem do wniosku, że mój pokój zaczyna przypominać małe lotnisko ;) (a były przecież jeszcze okręty, czołgi i figurki żołnierzy) i coś trzeba z tym zrobić. I tak oto zacząłem to sprzedawać, lub zamieniać się z kumplami na kolejne książki, zagraniczne katalogi lub...konkretne militaria. Pierwszą moją "zdobyczą" w tym temacie była menażka wojsk radzieckich z początku lat 40. Wydębiłem ją od kumpla z podstawówki, zamieniając się na komplet znaczków pocztowych, harcerską finkę i...model Iljuszyna Ił-2 w skali 1:72 (ech...czasy):)
Później już było łatwiej i głównie ukierunkowałem swoje zainteresowania na wyposażenie żołnierzy z czasów II Wojny Światowej. I zanim zacząłem wyprzedawać i mocno "sprzątać" swoją kolekcję (mniej więcej od 2005r.) w jej skład weszło kilkadziesiąt rzeczy z umundurowania i oporządzenia z tego właśnie okresu. Były zatem mundury, części wyposażenia, medale, pamiątki i broń. Oczywiście ta ostatnia jeśli palna, to przedstawiała jedynie wartość kolekcjonerską, gdyż pozbawiona była jakichkolwiek cech bojowych.

Menażka wojsk ZSRR. Moja pierwsza poważna "zdobycz" ;)

Dziś moja stara kolekcja jest już mocno "odchudzona", gdyż zmusiła mnie do tego również sytuacja bytowa. Nie da się bowiem w niedużym mieszkaniu trzymać tych wszystkich sortów i gratów, w stanie powiedzmy- w miarę estetycznym. A nie chciałem, by to wszystko przypominało jakiś chaotyczny skład, rodem z wojskowego magazynu (a bywało tak wcześniej, bywało) :)
Oczywiście dalej nabywam różne rzeczy, jednak czynię to już według pewnego schematu i staram się kierować...zdrowym rozsądkiem (w rzeczy samej u kolekcjonerów wszelkiej maści, to raczej pojęcie względne ;)). Dziś nabywam głównie współczesne rzeczy z dziedziny umundurowania i wyposażenia. Idąc w teren czy wyjeżdżając w góry, mam na sobie zawsze ciuchy tego typu, gdyż łażenie w nich sprawia mi po prostu czystą frajdę. Zresztą nawet po mieście używam ich dość często. Gustuję w różnego rodzaju sortach demobilowych, ale nieraz także testuję nowinki z tematyki "tactical outdoor". Od jakiegoś czasu interesuję się też powiedzmy- "umiarkowanym survivalem". Umiarkowanym dlatego, że nie dostaje kręćka na widok każdego nowego gadżetu pojawiającego się w tym światku, ale do wielu pomysłów i koncepcji z owej tematyki, podchodzę bardzo poważnie i staram się w miarę możliwości poszerzać swoją wiedzę i rozbudowywać podręczny "arsenał" :)

Ale wróćmy do głównego tematu. Dziś chciałem przedstawić Wam dość mało u nas popularny (ale wart uwagi) demobil szwajcarski. Od przynajmniej 20lat, rynek umundurowania militarnego zawładnęły sorty sprowadzane głównie z Niemiec i USA. W prawie każdym sklepie tego typu, bez najmniejszego problemu można dostać kontraktowe rzeczy Bundeswehry (niemalże za grosze) i umundurowania U.S.Army (w cenach różnych- głównie znacznie wyższych). I jedne i drugie cieszą się u nas niesłabnącą popularnością i mają swoich wiernych oraz oddanych sympatyków. Od pewnego czasu można też dostać również mundury polskie, włącznie z najnowszym krojem, tzw. umundurowaniem polowym wz.2010, w kilku wariantach materiałowych.
Pojawił się także dość popularny u nas demobil brytyjski, oferujący różne warianty munduru DPM (ostatni CS 95), a od niedawna nawet krój PCS, będący nowym systemem angielskiego umundurowania polowego, w kamuflażu uniwersalnym MTP (multi terrain pattern).

Oczywiście umundurowanie tego typu szyją także wytwórcy nie mający nic wspólnego z tymi, którzy dostarczają je na potrzeby armii. Tu wymienić można takie firmy jak amerykański Propper czy polski Helikon, który z roku na rok działa coraz prężniej na europejskim rynku "tactical". Jednak choćbyśmy stanęli na głowie, to w ich ofercie nie uświadczymy umundurowania z państw takich jak Francja, Włochy czy choćby właśnie Szwajcaria. I wtedy pozostaje demobil. Oczywiście wiadomo że zawsze lepiej mieć oryginał niż "radosną twórczość", tyle że zdobycie niektórych kontraktowych rzeczy tego typu w naszym kraju graniczy niemalże z cudem. I wtedy cóż...pozostają giełdy, wybrane sklepy internetowe oraz portale aukcyjne. Również te zagraniczne.

Demobil szwajcarski jest u nas rzadkością, choć większe sklepy zajmujące się sprzedażą militariów, po mału i nieśmiało sprowadzają także i te sorty. Również na giełdach kolekcjonerskich, wypatrzeć można coraz więcej tych wzorów. Głównie są to wybrane części umundurowania bądź wyposażenia i trafienie całego munduru nie należy do łatwych. Ale nieraz się udaje.
Podstawowym kamuflażem w mundurze szwajcarskim (dostępnym u nas) pozostaje tzw. Alpentarn, choć w armii tego kraju został już w dużej mierze zastąpiony nowszym wzorem (TAZ 90).

Kamuflaż Alpentarn (Alpenflage)

Alpentarn to bardzo charakterystyczny kamuflaż mimetyczny, nawiązujący do niemieckiego wzoru Leibermuster z okresu II W.Ś., składający się z czterech różnych barw, umiejscowionych na beżowym tle. Kształty plam są nieregularne, ale ich rozmieszczenie już całkiem przeciwnie. Na pierwszy rzut oka chyba każdego w sposób widoczny "razi" tu obecność koloru czerwonego. Przyzwyczajeni jesteśmy bowiem do różnych wariantów kamuflażu leśnego, gdzie występują raczej tylko odcienie brązu, zieleni, beżu oraz czerń. Tymczasem tu jest inaczej. Sprawa wyjaśnia się dopiero wtedy gdy zdamy sobie sprawę z faktu, że nie jest to typowy wariant maskowania leśnego. Owszem, kamuflaż ten można z powodzeniem wykorzystywać również w lesie (o czym później), ale jego prawdziwym żywiołem są subalpejskie łąki, których podłoże bardzo często stanowi miks barw o odcieniu czerwonym i bordowym. I właśnie w takim otoczeniu Alpentarn wydaje się być nieoceniony. Kamuflaż w tym wzorze robiony był według dwóch wersji kolorystycznych. Jaśniejszej (TAZ 57), oraz ciemniejszej (TAZ 83). Obie wersje posiadały jednak prawie identyczny wzór plam.

Różnice kolorystyczne pomiędzy TAZ 57 (po lewej) i TAZ 83
To nie jest camo z tych, co to można dla lansu założyć sobie do skórzanej kurty i wyleźć na miasto (jak np. amerykański woodland). Za to w terenie, można pokusić się o naprawdę efektywne jego wykorzystanie, o czym niejednokrotnie przekonują się np. miłośnicy ASG. Ale przyznajmy szczerze: to nie jest kamuflaż na wiosnę czy wczesne lato. Za to jesienią, bądź na przednówku zimy, tego typu kolorystyka w rodzimym lesie sprawdzi się wyśmienicie. Tu krótki filmik poglądowy:


Zostawmy teraz kamuflaż i przyjrzyjmy się krojom oraz materiałom.
W Polsce stosunkowo najłatwiej z sortów tego typu trafiają się spodnie oraz bluzy. Występują one w dwóch różnych krojach. Starszy to m70, w którym głównie pojawiają się spodnie i (rzadziej) kurtki. Nowszym krojem (i łatwiej dostępnym) jest natomiast m83. Osobiście posiadam właśnie taki, choć i m70 miałem okazję dobrze obejrzeć, a nawet poprzymierzać.

Charakterystyczną rzeczą w kroju m70 są mocno obszerne spodnie, wzorowane bezpośrednio na modelu KSK wojsk Bundeswehry. Mają dobrze wzmocnioną część udowo- kolanową oraz siedzenie. Kolejną ciekawą cechą są taśmy które służą podwiązaniu kieszeni, oraz znajdujące się na wysokości łydek dodatkowe napy, do ewentualnego ściągnięcia nogawek przez ich podwiązanie.

Spodnie m70 z boku...



oraz z przodu


Spodnie zapinane są na zamek błyskawiczny i trzy napy, zaś na wysokości pasa mają jeszcze dwa metalowe D-ringi. W oczy rzucają się przede wszystkim dwie potężne kieszenie transportowe, które są równie pojemne co w amerykańskich m65. Do spodni tych dołączane były także szelki.

W tym kroju dostać można także ciekawie opracowaną i uszytą kurtkę.
Posiada ona konstrukcję zbliżoną do brytyjskiego smock-a, co daje nam do dyspozycji bardzo dużą ilość wielofunkcyjnych kieszeni, umieszczonych nie tylko z przodu, ale i z boku oraz tyłu. Również i tu guziki zwykłe (bądź też kanadyjki), zastąpione zostały przy wszystkich kieszeniach metalowymi napami, ponadto zamek błyskawiczny chroniony jest specjalną patką, zapinaną na kolejne z nich. Ciekawostką jest specjalna moskitiera ukryta w kapturze (także w kamuflażu), która po opuszczeniu zasłania całą twarz. Całość przedstawia się nader interesująco i jest to świetna alternatywa dla innych militarnych kurtek, chociażby kurtki Bundeswehry, która to nie posiada aż takiej funkcjonalności.
Cóż jeszcze? Zarówno spodnie jak i kurtka uszyta jest z mieszanki bawełny i poliestru w proporcjach 50/50, czyli raczej klasycznych w tego typu sortach.

Kurtka m70 od przodu...

i z boku (widać dużą ilość różnych kieszeni)

Przyjrzyjmy się teraz kompletowi m83.
Ja swój, nabyłem na Weteran Bazarze jakieś 1,5 roku temu. Za całość (bluza+ spodnie) dałem 100zł, czyli mniej więcej tyle, ile obecnie trzeba zapłacić za bluzę mundurową firm takich jak Helikon lub Texar. Oczywiście chodzi o komplet zupełnie nowy, bowiem często "szwajcary" (gdy już się trafią) bywają w jakimś tam stopniu "wyeksploatowane".


Bluza w tym modelu ma dość prosty krój, zbliżony do bluzy wojsk Bundeswehry. Mamy więc dwie bliźniacze kieszenie na piersi zapinane na napy, małą kieszonkę na lewym rękawie, mamy prawie identyczne pagony i zamek błyskawiczny z przodu. W wersji niemieckiej dochodzi jeszcze jego dodatkowe zapięcie na napy, czego tu już nie zobaczymy. Ciekawostką są natomiast ekspresy wszyte w końcówki rękawów i szerokie szlufki na wysokości pasa. Co do materiału, to mamy tutaj znów standardowe połączenie bawełny i poliestru w proporcjach 50/50.

Dwie standardowe kieszenie na piersi...

i mała na lewym rękawie

Szlufki zmieszczą nawet bardzo szeroki pas

Zamek błyskawiczny przy końcu rękawa

Spodnie m83 różnią się już znacznie od starszego modelu. Pierwszą rzucającą się w oczy cechą jest zupełnie inny krój. Spodnie nie są tak obszerne jak m70, nie posiadają aż takich wzmocnień w części przedniej, zaś ich kieszenie cargo są mniejsze, zamykane na dwie napy i nie posiadają pasów ściągających. Ponadto spodnie mają elastyczny ściągacz w pasie, a przy jego bokach, ulokowano dwa metalowe D-ringi, do ewentualnego podczepiania oporządzenia. Nie ma też sznurków do związywania nogawek, są natomiast dwie materiałowe pętelki, które zaczepia się o specjalny hak na butach. Spodnie to zatem już zupełnie inna konstrukcja, która również czerpie niejako ze wzorców stosowanych przez armię niemiecką.

Pas spodni z elastycznym ściągaczem

Kieszeń cargo o wystarczającej wielkości, choć mniej pojemna niż w modelu m70

Niewielkie pętelki na nogawkach zastąpiły dużo dłuższe sznurki

Metalowe D-ringi przy pasie podwyższają efektywność spodni

Jeśli chodzi o inne elementy umundurowania i wyposażenia armii szwajcarskiej, to możemy liczyć na sporadycznie pojawiające się poncha, czapki, plecaki lub ładownice.
Jakże więc prezentuje się ów demobil na tle innych, dostępnych w naszym kraju?
Moim zdaniem całkiem dobrze. Jest co prawda gorzej osiągalny niż sorty Bundeswehry, US-army, brytyjskie lub holenderskie, ale prezentuje dobrą jakość wykonania, przyzwoity materiał i przede wszystkim nader atrakcyjne ceny. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Alpentarn nie każdemu przypadnie do gustu, jednak walory użytkowe tego kamuflażu są na poziomie więcej niż zadowalającym. Sorty te nie tylko dobrze sprawdzą się podczas wypadów do lasu, strzelanek ASG czy eksploracji, ale też zapewne długo posłużą jako np. typowe ubranie robocze.
Jedynym mankamentem może być dość uboga gama zastosowanych w nich materiałów. Nie uświadczymy tu ciuchów szytych w kombinacjach Cotton rip-stop czy NYCO rip-stop, choć bawełna z poliestrem w standardowym 50/50 też robi robotę. Latem co prawda będzie to wszystko raczej mało przewiewne, ale za to jesienią lub zimą, sprawdzi się znakomicie.

Spodnie m83 podczas "testów" w Górach Stołowych
 Reasumując: jak najbardziej polecam :)


c.d.n.


Źródła wybranych zdjęć:
http://art-fox.pl/ 
https://varusteleka.fi/fi/ 
http://airsoftohio.com/ 
https://www.wikipedia.org/ 
http://www.sovietboots.com/ 

             
 
     

              

       

4 komentarze:

  1. Dobry tekst Medart, konkretnie i na temat. Osobiście nie używam Szwajcarów ale ze trzy lata temu chłopaki chcieli je zakupić , cena była rewelacyjna bo po parę zeta. Ale jakoś się to rozmyło :(.
    Wojskowe szmateksy są dobre bo z reguły idioto odporne, trudne do wydarcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, ceny tych sortów są powalające ;)

      Szwajcary mają chyba obecnie na rynku najlepszy stosunek ceny do jakości. Podobnie jak demobil austriacki, w którym od jakiegoś czasu też mocno zagustowałem i na pewno poświęcę mu jakiś wpis.

      Usuń
  2. Też w końcu dojrzałem do wpisu o "szwajcarach" - dzięki za komentarz z maja, nie dałem przekierowania i nie zauważyłem, sorki :)

    OdpowiedzUsuń