niedziela, 7 lutego 2016

Góry Złote 2015


Część 1-Droga Zamkowa- Rondo Karpowskie- Karpno- Trawieńska Góra- Przełęcz Lądecka- Borówkowa- Wrzosówka- Skalny Wąwóz- Lutynia

Jako że pierwszy dzień objawił się od samego rana wspaniałą pogodą, postanowiliśmy "z kopyta" ruszyć na szlak, mimo że wcześniej dzień ten rezerwowaliśmy na odwiedzenie Złotego Stoku.
W promieniach słońca i niemalże przy lazurowym niebie opuściliśmy Lądek-Zdrój, by Drogą Zamkową a później Wielką Okólną, osiągnąć Rondo Karpowskie i trawersując Trojaka, dojść do Kobylicznego Siodła. Szlak jest łagodny i przez końcowy odcinek prowadzi lasem bądź przez niewielkie przecinki. Tam też niebawem docieramy do terenu dawnej wsi Karpno (Karpenstein).

Karpno w latach 20.XXw.

Będąca we włościach pobliskiego zamku Karpień (ówczesnej stolicy feudalnego państwa karpieńskiego), wieś służebna istniała tu już od średniowiecza. Położona między wzniesieniami Bukowej i Kobylej Kopy, oraz Karpniaka i góry Trojak, stanowiła dość rozległy teren o rozpiętości wysokościowej 630- 740m.n.p.m. Główne budynki wsi ulokowane były na zboczu doliny Karpowskiego Potoku, zaś wiele pomniejszych sięgało górnego odcinka Doliny Pląsawy. Do dnia dzisiejszego nie przetrwały w zasadzie żadne zabudowania, oprócz budynku dawnej leśniczówki, oraz niewielkiego kościółka z 1872 roku, wyremontowanego w połowie lat 90. i obecnie ponownie funkcjonującego.
Dziś przemierzając te miejsca, w większości porośnięte już sporym lasem świerkowym, trudno uwierzyć, że jeszcze niecałe sto lat temu tętniło tu życie, a dominował krajobraz głównie rolniczy.

Szlakiem zielonym, trawersując Kobylą Kopę i Kadzielną, posuwamy się w kierunku Trawieńskiej Góry. O ile z początku idzie się dobrze i szybko, o tyle później trafiamy tu na istne pobojowisko, powstałe wskutek wiadomego działania leśników i rozjeżdżonym, ubłoconym oraz przywalonym setkami leżących gałęzi szlakiem, docieramy w pobliże owego wzniesienia. Niebawem po lewej stronie las ustępuje szerokim łąkom i naszym oczom ukazują się rozległe widoki, sięgające Krowiarek i Masywu Śnieżnika. Owymi łąkami odbijamy chwilowo na zachód, a później już szeroki trakt sprowadza nas w dół, do asfaltowej drogi w okolicy kamieniołomu Bazaltu nad Lutynią (Graniczna Droga Królewska). Stąd już praktycznie rzut kamieniem do Przełęczy Lądeckiej.

Przełęcz Lądecka (665 m n.p.m.) oddziela część północną Gór Złotych, od środkowej. Z Lądka-Zdroju prowadzi tu Graniczna Droga Królewska nazwana tak na cześć króla Fryderyka II, który w 1766 r. przechodził tędy ze swoimi wojskami. A jeszcze dawniej był to ważny trakt handlowy łączący Lądek z Javornikiem. W XIX wieku powstało tu drogowe przejście graniczne.
Po wojnie przejście zostało zamknięte i było bacznie strzeżone aż do 1996 r., kiedy to uruchomiono tzw. „turystyczne” przejście graniczne. Dopiero od 2007 r. można tędy jeździć samochodami i autokarami (do 12 t). Dzięki otwarciu granic, droga ta stała się najlepszym skrótem łączącym Ziemię Kłodzką z Rychlebskimi Horami a nawet z Górami Opawskimi. Na przełęczy znajduje się parking i wiata z miejscem na ognisko. Rozciąga się stąd piękna panorama na dolinę Lutego Potoku, w której leży wieś Lutynia. Z Przełęczy Lądeckiej można pójść na wycieczkę na Borówkową (900 m n.p.m.), gdzie jest nowa wieża widokowa (zielonym szlakiem w 1 godzinę); dalej można pójść do Orłowca (2 godz. 15 minut). W drugą stronę, też zielonym szlakiem, dojdziemy na Rozdroże Zamkowe (1 godz. 15 min.) i dalej na Przełęcz Gierałtowską (3 godz.). Zaś idąc szlakiem żółtym, w 1,5 godz. dotrzemy do Lądka-Zdroju.

Na przełęczy byliśmy sami. Ale wiadomo, to początek tygodnia i pora przedpołudniowa, zatem ruchu wielkiego (w przeciwieństwie do weekendów) nie było. Po krótkiej przekąsce ruszyliśmy dalej spokojnym i niewymagającym szlakiem, który niebawem ponownie wprowadził nas do lasu. Tu zaczęło się dość długie, lecz niezbyt trudne podejście, prowadzące aż na wierzchołek Zadni Hory. Szliśmy już tu cały czas szlakiem granicznym, by po pewnym czasie osiągnąć Borówkową (Borůvková hora).
Jest to jeden z najwyższych szczytów pasma (900m.n.p.m.) i jednocześnie najwyższy punkt gminy Lądek-Zdrój, który przybiera formę zwrotnika dla dwóch bocznych odgałęzień Gór Złotych, przebiegających poprzecznie wobec pasma głównego. Zbudowany jest z gnejsów metamorfiku Lądka i Śnieżnika, a porasta go głównie dolnoreglowy bór świerkowy, z domieszką buka i modrzewia.
Na Borówkowej pierwsze obiekty turystyczne pojawiły się w II poł. XIXw. Jeszcze przed ostatnią wojną funkcjonowało tutaj schronisko (wcześniej niewielki schron, gdzie okazyjnie działała gastronomia), w bliskości którego stały kolejno aż cztery wieże widokowe. Aktualna wieża zbudowana została przez Czechów w 2006 roku i jest ok.25-metrową, stalową konstrukcją, odeskowaną z zewnątrz. Obok niej znajdują się inne niewielkie obiekty turystyczne- domek z punktem gastronomicznym oraz liczne wiaty i stoły.

Dawne schronisko na Borówkowej. Obok wieża triangulacyjna

Jak łatwo przypuszczać, wieża na Borówkowej stanowi świetne miejsce widokowe, dające możliwość podziwiania nie tylko wszystkich pasm Sudetów Wschodnich oraz części Środkowych, ale też znacznego obszaru ich Przedgórza a także części Opolszczyzny. Dla mnie był to debiut na tej ciekawej konstrukcji, jako że gdy ostatnio odwiedzałem Borówkową, o powstaniu nowej wieży nikt jeszcze nie wspominał.

Na Borówkowej spędziliśmy spory czas (jako że znów byliśmy sami i dopiero po dłuższym czasie dotarła tu jedynie para polskich turystów), najpierw na wieży, a potem pod jedną z licznych wiat. Mimo że od mniej więcej godziny chmur zaczęło zdecydowanie przybywać, to jednak wciąż na szczęście znajdowały się one wysoko i widoki z tego miejsca pozostawały imponujące.
Niebawem ruszyliśmy dalej, schodząc stokami góry od strony wsi Wojtówka. Mijając "Źródełko Nadleśniczego" i "Białą Studnię", dotarliśmy w okolicę wzniesienia Gomółka. Kilkaset metrów dalej wyszliśmy z lasu i ponownie trafiliśmy na "poligon" powstały po ostrej wycince. Wstąpiliśmy na dość spory trakt i niebawem pobłądziliśmy, jako że niewielka ścieżka jaką chcieliśmy podążyć dalej, okazała się już maksymalnie rozjeżdżoną i szeroką drogą, którą wziąłem za coś innego. W rezultacie straciliśmy ponad 20 minut na przemieszczanie się w kierunku wspomnianej już Wojtówki. Jednak po jakimś czasie skorygowaliśmy trasę i powróciliśmy tam, gdzie pierwotnie zamierzaliśmy podążać. I w ten oto sposób, znaleźliśmy się w obrębie kolejnej wyludnionej sudeckiej wsi- Wrzosówki (Dorf Heidelberg).

Początki owej osady można datować na lata 1548-60, kiedy to na polecenie księcia Ernesta Bawarskiego (ówczesnego hrabiego kłodzkiego), zaczęto zakładać w okolicy pola uprawne oraz zbudowano zagrody dla bydła. Wieś położona była w górnej części Lutego Potoku i istniała tylko do wojny trzydziestoletniej, kiedy to została zniszczona. Jej odbudowa nastąpiła w latach 1660-66. Na początku wieku XIX, była niewielką i dość ubogą leśną osadą, zamieszkałą przez ok. 20 kmieci. Dopiero pod koniec owego stulecia, zaczęły we wsi rozwijać się funkcje letniskowe, jako że przez Wrzosówkę poprowadzono szlak turystyczny na Borówkową. Największy rozkwit wsi to lata 1860-80, kiedy to zamieszkiwało ją prawie 120 osób. Po II wojnie światowej Wrzosówka nie została ponownie zasiedlona, głównie ze względu na trudne warunki glebowo- klimatyczne i dość peryferyjne położenie. Jednak od kilku ładnych lat, gmina Lądek-Zdrój stara się aktywnie zachęcić najróżniejszych inwestorów do utworzenia w tym miejscu swoistego centrum rekreacyjno- wypoczynkowego, które jednak z reaktywacją dawnej wsi ma niewiele a nawet nic wspólnego. Wiem, bowiem oglądałem jakiś czas temu folder promocyjny dla inwestorów. Zatem na razie, gdy zainteresowania nie ma, jest tu swoista enklawa ciszy, spokoju i klimatu dawnego miejsca bytowania ludzi, które ponownie we władanie przejęła Matka Natura. I gdy przechodzi się terenami owej dawnej wsi to odnosi się wrażenie, że chyba jednak lepiej nic tutaj nie ruszać i nie zmieniać. Że ta stojąca tu niemalże samotnie kaplica św.Karola Boromeusza, jest niemalże aktem ostatecznej kapitulacji wobec nieuchronnych praw tego świata, gdzie wszystko prędzej czy później i tak stanie się niknącym tłem, dla istniejącej przestrzeni. Osobiście nie chciałbym w tym miejscu żadnych inwestycji, żadnego "wskrzeszania" i budowania w imię polepszenia atrakcyjności regionu. Tym bardziej że dobrze wiadomo, czym to grozi dla samego obszaru i do jakiej rangi sprowadzi cały okoliczny ekosystem. Dlatego mam nadzieję nie zobaczyć w tym miejscu działek rekreacyjnych, knajp, parkingów, hoteli, basenów, dinoparków, wyciągów i całej reszty pospolitego badziewia, w którym niechybnie utonąłby ten nieskalany na razie ludzkimi fantasmagoriami, uroczy skrawek świata.

Wrzosówka przed II wojną światową

Opuściliśmy Wrzosówkę, lecz nie opuściliśmy prawdziwie magicznej przestrzeni. Oto bowiem naraz znaleźliśmy się w leśnym wąwozie, otoczonym wyniosłymi, gnejsowymi ścianami. "Skalny Wąwóz", ulokowany jest między stokami Małej Borówkowej i bezimiennego wzniesienia, położonego na wschód od niedawno odwiedzanej wsi. Jego dnem przepływa Luty Potok, prowadzący do wsi Lutynia. Nim jednak tam dotarliśmy, na krótko przycupnęliśmy wśród drzew oraz skał, i obmywając ręce w bystrym potoku chłonęliśmy tę wyjątkową atmosferę, kiedy to znów w niepojęty sposób, spontanicznie i bez pośpiechu, dociera do nas świadomość daru, jakim jest uczestniczenie w takim misterium trwania w TERAZ. Właśnie takie miejsca, z całym swoim potencjałem bycia na uboczu, w cieniu i ciszy, zdają się właśnie być stworzone najszczerzej i najpełniej. I już nie potrzeba do tego żadnej historii, treści czy uzupełnień. Wystarczy tylko ten moment.

Nietrudno się domyśleć, że naprawdę w pełni spełnieni i radośni osiągnęliśmy pierwsze zabudowania wsi Lutynia. Od razu skierowaliśmy swoje kroki ku polecanej nam przez znajomych agroturystyce "Skalniak". Tam wypiliśmy przepyszną kawę, pogawędziliśmy z niezwykle miłym gospodarzem, a i nie obyło się bez zabawy z jego ogromnie towarzyskim czworonogiem- berneńskim psem pasterskim :)
Agroturystyka mieści się w domu pod numerem 13 i jest to budynek dawnej szkoły niemieckiej, później polskiej, a następnie sklepu. Obecni gospodarze kupili obiekt pod koniec lat 90.(w dość kiepskim stanie), i od tego czasu starają się systematycznie pracować nad jego rewitalizacją. Dom posiada niezaprzeczalny klimat, na którego składa się niezwykle charakterystyczne i ładnie wnętrze kawiarni utrzymane w stylu retro, a także najbliższe otoczenie, pełne zieleni i miejsc, gdzie można swobodnie wypocząć, np.oddając się ulubionej lekturze. Zresztą ogólnie Lutynia, jest wsią posiadającą daleko sielską i nastrojową aurę.

Lutynia w latach 60.XXw.

Nie ma tu już co prawda tyle gospodarstw co przed wojną, ale wieś wciąż istnieje i staje się coraz chętniej odwiedzaną miejscowością tej części Gór Złotych. Zapewne nieprzypadkowo, gdyż już jej położenie w niewielkiej dolince, stwarza walory miejsca niezwykle atrakcyjnego dla turystów i przyjezdnych. Cieszy również fakt, że okoliczni mieszkańcy sami starają się zadbać o nienaganny wizerunek Lutyni i wraz z władzami gminy, organizują liczne imprezy oraz przedsięwzięcia kulturalne.
Administracyjnie wieś jest dość rozległa i obejmuje także tereny dawnych przysiółków Ułęże oraz Dubrowa, tym samym mocno zbliżając się do Lądka- Zdroju.

Z niższych partii wsi, skierowaliśmy się ku tym wyższym, by osiągnąć właśnie położone na Ułężu wzniesienie Bazaltowe Słupy i Czarne Urwisko, będące pozostałością po dawnym kamieniołomie bazaltu. W tym miejscu znajdował się bowiem całkiem ładny punkt widokowy, którego to postanowiliśmy odwiedzić. Na miejscu już faktycznie podziwialiśmy część panoramy Lądka, ale też pewien obszar Gór Złotych, Bialskich, Krowiarek i oczywiście górującego tutaj Masywu  Śnieżnika. I to właściwie był już koniec wycieczki. Pozostał nam tylko powrót asfaltem w dolinie Lutego Potoku, którym to dotarliśmy do pierwszych arterii Lądka- Zdroju.

Ranek jest wyjątkowo pogodny

Początkowy odcinek Drogi Zamkowej

Młyński Krzyż

Jeden z wyciągów stacji narciarskiej "Lądek-Zdrój"

Szpaler klonów jaworów przy Drodze Zamkowej

Już na Drodze Wielkiej Okólnej

Rondo Karpowskie

Widok na Kadzielną, z okolicy Rozdroża Zamkowego

Wchodzimy na szlak zielony

Kościółek z 1872 r., na terenie dawnej wsi Karpno

Szlak początkowo jest bardzo przyjemny...

ale niebawem pojawiają się ślady ciężkiego sprzętu...

i wkrótce wstępujemy na jakieś pole bitwy :(

W okolicy Trawieńskiej Góry, sytuacja na szczęście wraca do normy...

i otwierają się nowe przestrzenie

Łubinowa łąka

Ładnie już widać stąd kawałek Masywu Śnieżnika...

oraz Krowiarek

Krajobraz staje się sielski

Jeszcze rzut oka na Śnieżnik...

i drogą nieopodal kamieniołomów bazaltu, schodzimy w stronę szosy

Budynek spółki Uni-Bazalt,mieszczący się w starym domu

Idziemy w stronę Przełęczy Lądeckiej...

gdzie wkrótce osiągamy granicę

Widoki z przełęczy cieszą oczy...

i radują serce

Zbliżenie na Czarną Górę i Żmijowiec

I razem ze Śnieżnikiem

Za przełęczą...

szlak ponownie znika w lesie...

choć z czasem pojawiają się świetne miejsca obserwacyjne...

...

Bez przeszkód widać Rychlebskie hory i część Jesioników (z wierzchołkiem Pradziada)

Na szlaku

Kolejne miejsce widokowe. Tym razem ponownie na Masyw Śnieżnika

Jeszcze trochę pod górę...

i wkraczamy w królestwo borówek czarnych...

oraz osiągamy szczyt Borówkowej

Najpierw wchodzimy na wysokości

I już na górze. Masyw Śnieżnika, Krowiarki, Góry Bialskie

Krowiarki c.d., Wzgórza Rogówki, Góry Złote (w tle Góry Bystrzyckie/Orlickie)

Góry Złote (na horyzoncie Bystrzyckie i Stołowe)

c.d. Gór Złotych (w tle Bardzkie i Sowie)

Podobnie jak poprzednio, plus Masyw Ślęży

Północna część Gór Złotych. Na prawo Paczków i Jezioro Otmuchowskie

Obniżenie Otmuchowskie i jeziora Otmuchowskie (po lewej) i Nyskie

Przedgórze Paczkowskie i Góry Opawskie (Zlatohorska vrchovina)

Zlatohorska vrchovina oraz Hruby Jesenik

Na wieży

Widok bliższy, na Szwedzkie Szańce i kamieniołom bazaltu nad Lutynią

Raz jeszcze północna część Gór Złotych, z miasteczkiem Złoty Stok

Wieża widokowa w innym ujęciu

Ruszamy dalej...

i docieramy do Źródełka Nadleśniczego (niestety źródełka tylko z nazwy)

Schodzimy nieco niżej...

docierając do Białej Studni. Tu chociaż coś tam kapie

Trawers wzgórza Gomółka

Osiągamy drogę ze sporą przecinką...

i niebawem mylimy drogę, kierując się w stronę wsi Wójtówka

Po chwili olśnienia, wracamy na właściwy szlak ;)

Teren dawnej wsi Wrzosówka

Kościółek św.Karola Boromeusza

Droga przez wieś...

po jakimś czasie znów wprowadza w leśne ostępy

Resztki osadnictwa we Wrzosówce

Luty Potok

Pomnik psa myśliwskiego w Skalnym Wąwozie

Fragment Skalnego Wąwozu...

i wiatka w jego części centralnej...

przy której dokonujemy aktu uwiecznienia ;)

Małe kaskady Lutego Potoku

Las już za nami...

a przed, ponad drzewami, znów Czarna Góra

W końcu osiągamy wieś...

Agroturystyka "Skalniak"...

gdzie przy kawie, odwiedza nas towarzyski berneńczyk

Wnętrze kawiarenki jest przytulne...

i tchnie klasycznym stylem

Widok sprzed budynku agroturystyki, na kościółek św.Jana Nepomucena i Gościniec Lutyński

Kościółek z lat 1784-99, od nieco innej strony

Ponownie wędrujemy z biegiem Lutego Potoku

Lutynia

W stronę Ułęża

Lekko pod górę i cały czas asfaltem

Nad dachami osady znów pojawiają się znajome widoki...

w całkiem imponującej rozpiętości

Jeszcze kilkaset metrów...

i docieramy na punkt widokowy, nad Czarnym Urwiskiem

...

...

...

Drzewa jednak zasłaniają co nieco...

na przykład część Lądka...

oraz samego "Króla Ziemi Kłodzkiej" :)

Ostatnia prosta na dzisiaj

Jeszcze rzut oka za siebie, na wzgórze gdzie byliśmy...

i już wchodzimy między pierwsze zabudowania Lądka- Zdrój


c.d.n.

Źródła zdjęć archiwalnych:
http://dolny-slask.org.pl/ 
http://fotopolska.eu/ 
Źródło cytatu: http://turystaklodzki.pl/                             
                    

              






   
                   

5 komentarzy:

  1. Na Borówkowej mieliśmy kiedyś zlot forumowy :) Właściciel wieży pozwolił nam spać w budynku przy-wieżowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zacna impreza musiała być :);)

      Usuń
  2. ognisko, poranne wyjście na wschód na górę, a potem facet od wieży rano przywiózł rozlewak z piwem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie tam macie - prawie jak u nas w Beskidach! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sudety Wschodnie słyną nie tylko z pięknych i sielskich krajobrazów, ale też z ciszy i spokoju. A dziś już niestety niewiele pasm górskich może się tym pochwalić.

      Usuń