niedziela, 6 kwietnia 2014

Miecz




Doprawdy zwyczajnie powiedzieli mi- idź...już czekają...już trzeba.
W sztuce inicjacji zawsze pozostaje stan podważenia prawdy. Ja sam, a naprzeciw moc nieokiełznana. I kto to potem poświadczy?
Nogi jakoś ciągną same, ale na tamtej ścieżce tylko wiatr i swawola sobotniego popołudnia. Jakże blisko nam do ukojenia. Zawsze to wiedziałem i mam z tym kłopot, ale nie mnie czerpać garściami z koszyka prawd pierwszych.     
Mały miecz, złość i przyciasne tenisówki. Odgłos ulicy już nigdy nie będzie taki sam. Tyle zawłaszczyłem, lecz co w zamian?

Do domu wcale nie po drodze. Światło wygładza krawędzie, a w grupkach cienia formują się kolejni wrogowie.
Dalej mały! Walcz ile sił. Nie tobie zrywać z kalendarza wczorajszy lęk i widmo wytartych cyfr. Biegnij...

Przedwieczorna gorączka rzuca mu na twarz kształt wilczego smutku 
W jego piersi zajęczy oddech i ból największego z serc
Świat rezygnuje z przewidzianego zachwytu
Coś znów dzieje się z  niebem
Doprawdy zwyczajnie


Zdjęcie: http://podwiatr.wordpress.com/        


4 komentarze:

  1. Piękne... Lubię te Twoje miniatury prozą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesująca proza tak niezwyczajnie pisana.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń