czwartek, 30 października 2014

NIE - dla kopalni uranu w Sudetach!



Wbrew powszechnym tendencjom, rząd polski pragnie rozwijać energetykę atomową, jako tanie, bezpieczne i czyste źródło energii. Problem w tym, że energetyka jądrowa nie jest tania, nie jest bezpieczna i nie jest czysta. Lobby energetyczne zadbało o to, aby zapadła decyzja polityczna w tej sprawie. Jej konsekwencją jest poszukiwanie rud uranu na terenie kraju. Choć elektrowni jeszcze nie ma, to firmy poszukiwawcze wietrząc „sukces biznesowy” starają się o koncesje na poszukiwanie rud promieniotwórczych. Prostą i oczywistą konsekwencją poszukiwań jest wydobycie. Wiąże się ono z wieloma niebezpieczeństwami, niezależnie od metod pozyskiwania surowca. Każda z nich kończy się degradacją środowiska na dużą skalę. Nie ma na świecie kopalń, czynnych lub nie, które nie doprowadziłby do skażenia środowiska. Takich kopalni po prostu nie ma! Praktyka pokazuje, że po uzyskaniu „sukcesu biznesowego” firma znika z rynku, a problem pozostaje w postaci hałd, zbiorników poflotacyjnych, hektolitrów kwasów wpuszczonych w ziemię. Najbardziej cierpią na tym zasoby czystej wody. Rekultywacją terenu musi zająć się państwo, a kosztuje to gigantyczne pieniądze, i przynosi marny efekt. Próby poszukiwania rud uranu w Sudetach stoją w sprzeczności ze strategią regionu, która zmierza do wykorzystania jego turystycznego potencjału. Tam gdzie działają kopalnie, lub nawet tam gdzie poszukuje się uranu, nie ma turystyki!!! Konsekwencją tych działań jest zniszczenie środowiska i koniec marzeń o turystycznym wykorzystaniu niepowtarzalnych walorów przyrodniczych i kulturowych Sudetów. Czy warto ryzykować, kierując się chciwością firm wydobywczych i energetycznych oraz krótkowzrocznością polityków? 1 kwietnia 2012 roku ruszył program rządowy promujący energetykę atomową: „Porozmawiajmy o atomie…”. Program ten nie jest finansowany z budżetów firm energetycznych, lecz z budżetu państwa, z którego wyda się na ten cel 22 mln złotych! Wbrew temu co sugeruje jego nazwa, nie chodzi o dialog ze społeczeństwem, lecz jedynie o urabianie opinii publicznej, która po Czarnobylu i Fukushimie nie ma zaufania do energetyki jądrowej. Czy tak wygląda debata publiczna na ważny temat, czy mamy do czynienia z prymitywną propagandą? Zwłaszcza, że już rozpoczęły się procedury zmierzające do udzielenia koncesji na poszukiwania rudy uranu w Sudetach. To już się dzieje! Bez wcześniejszej dyskusji, a obecnie pomimo jej wyników!
Budzi to nasz głęboki sprzeciw! Najważniejszym „surowcem strategicznym” są ludzie! Obowiązkiem państwa jest dbanie o dobro obywateli a nie rujnowanie im życia wraz z otaczającą ich przyrodą. To my jesteśmy państwem. I o to chodzi!

Zaczęło się. A w sumie nie- to już się dzieje właśnie. Dlatego sprawę trzeba nagłaśniać, jednocześnie informując ludzi o tych zakulisowych działaniach, mających na celu uczynienie z naszego podwórka radioaktywnego śmietnika. Ciemne chmury zebrały się nad zachodnimi i środkowymi Sudetami, gdzie inwestorzy (nie polscy oczywiście), już szykują się do przeprowadzania próbnych prac poszukiwawczych. Linia frontu znajduje się obecnie w Gminie Stara Kamienica, na Pogórzu Izerskim, gdzie nie wydano pozytywnej decyzji środowiskowej i inwestor na razie nie mogąc starać się o koncesję na rozpoczęcie prac, musiał obejść się smakiem. Niestety gminy Walim, Radków, Radoniów, nie miały takiego szczęścia i tam decyzja prawnie jest już po stronie inwestora. I choć mieszkańcy tych okolic wciąż twardo i jednogłośnie mówią- nie, to jednak obawiam się, że mogą to być już tylko próżne nadzieje. Oby nie...   

Jak się okazuje, nie tylko Dolny Śląsk zagrożony jest podobnymi zakusami ze strony uranowych hien. Również w innych rejonach Polski mamy już śmiało zaznaczone miejsca potencjalnych prac poszukiwawczych, co też ukazują poniższe mapki:

Podlaskie

Okolice mierzei wiślanej

Bieszczady

Sudety i przedgórze

Nie da się jednak ukryć, że to Sudety i ich przedgórze, stanowią obecnie najbardziej łakomy kąsek dla tych sromotnych inwestycji. Wojna trwa. Wszystko to odbywa się zakulisowo, po cichu, bez medialnej wrzawy, czy nawet zwykłego zainteresowania owymi sprawami przez tychże. Ale w końcu media sprzedają się za srebrniki, nigdy nie będąc obiektywnym i stojącym za społeczeństwem gremium. Tak więc nihil novi sub sole...

Zatem trzeba o tym mówić, pisać i próbować dotrzeć do jak największej liczby osób. Jeśli skutecznie zamknięto nam drogę do rzetelnej i prawdziwej informacji, jeśli odgórnie skazano na bierną li tylko rolę obserwatora, to musimy samemu docierać do niej przy pomocy innych środków. I nie mam tu na myśli jedynie mieszkańców owych- zagrożonych terenów. Mam na myśli wszystkich ludzi, którym leży na sercu dobro naszego dziedzictwa kulturalno- środowiskowego, a które w ten sposób zostanie nieodwracalnie przeobrażone pod dyktando kolejnych cwaniaków z wielką forsą, dla których liczą się jedynie słupki potencjalnych zysków. Wojna trwa. Nie jesteśmy osamotnieni, ale musimy się wspierać i zdawać sprawę z faktu, że nie tylko idzie tu o nas i naszych najbliższych, ale też o dalszy kształt tego państwa, które jak na razie wciąż pozostaje prywatnym folwarkiem rządzącej tu kliki nieodpowiedzialnych kacyków.

http://vimeo.com/42242535

Poczytajcie i rozsyłajcie innym:
http://www.uranstop.pl/
http://www.niedlaatomuwlubiatowie.pl/index.html



Źródło cytatu i mapek: dwa powyższe linki
Korekta: Medart

      

       

9 komentarzy:

  1. Byłem, jestem i będę przeciwko elektrowniom jądrowym w Polsce. Nie dlatego, że to jest tzw. "czysta" energia (jak bardzo, to widzieliśmy w Czarnobylu, Three Mile Island, Fukushimie i kilku innych miejscach), ale dlatego, że nas po prostu na nią NIE STAĆ. Jedna elektrownia to 10 mld USD - kupa kasy, a poza tym gdzie będą mogilniki odpadów? Poślemy je Finom, ale za ile? Jak na razie, to jest to czysta - ale głupota i chciejstwo. No i popza tym ktoś sie chce przy okazji nachapać, a kto - to POpatrzcie, kto lobbuje ten temat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Koszty samej elektrowni to raz, a dwa- właśnie sprawa składowiska potencjalnych odpadów. Ten kraj tonie w długach oraz słynie z urzędniczej biurokracji i samowolki, zatem nie wierzę, by problem ten rozwiązano w inny sposób niż kolejnym cwaniactwem i sprytnym ominięciem prawa. Kosztem- jak zwykle- jawnie okłamywanego społeczeństwa.

      Ale i już poszukiwanie rud uranu wiąże się przecież z poważnymi konsekwencjami. Już nie chodzi tylko o naruszenie i trwałe oszpecenie oraz degradację środowiska, ale też o chociażby zachwianie gospodarki hydrologicznej w danym miejscu.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Polecam stronę energiasynergia.blogspot.com/. Ktoś wykonuje naprawdę kawał dobrej roboty i informuje, co dzieje się w Japonii. Włos jeży się na głowie, co tam się dzieje. I nie mam tu na myśli tylko straszliwych skutków katastrofy, ale i traktowanie ludzi, np. bezdomnych i zamieszanie w sprawę japońskiej mafii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sukin....ny i tak stąd będą wiać jak szczury wcześniej czy później, ale co gnoju narobią to narobią. Jak mówił jeden z wcześniejszych przywódców " lać i gonić te ku.....wy Panie hrabio ", inaczej się nie da.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie da się. Doszedłem do podobnych wniosków. Wszelkie negocjacje można już sobie, literacko sprawę ujmując- wsadzić w rzyć.
    Tyle że jak ludzie dalej będą niedoinformowani i wodzeni za nos, to ni hu hu nie zrozumieją, jakiego używa się wobec nich cwanego arsenału zagrywek poniżej pasa.
    By nagłośnić powyższą sprawę, odwiedziłem trochę lokalnych forów i napisałem do kilku stowarzyszeń (tak ładnie się tytułowali), którym niby zależy na odpowiedniej promocji i rozwoju regionu. I wiesz co? W większości brak odzewu, a ci co odpisali, pozostawali bezgranicznie zdumieni, że coś takiego w ogóle ma miejsce. Cóż...głupa zgrywać łatwo to raz, a dwa, faktycznie mamy do czynienia ze sporą "zasłoną dymną". I wychodzi na to, że lepiej trąbić o kolejnych "sukcesach" samorządowych (za pożyczone pieniądze) niż dotykać tematów, na których można efektownie wywinąć kozła. Tylko co nam da spuszczanie wzroku i odwracanie głowy?

    OdpowiedzUsuń
  5. Za energetyką jądrową też nie jestem. Ale eksperci straszą, że nasz system się za parę lat posypie. Wystarczy ludziom (jak w latach 70-tych: 20-sty stopień zasilania, hi hi) wyłączać co jakiś czas prąd od 19 do 23 i zrobić referendum. Zagłosujemy ciurkiem za atomem. Niezwykle od prądu zrobiliśmy się zależni.
    Palikot na początku kadencji pokazywał jakieś badania, że zamiast 3 mld wydać na elektrownię atomową tyle samo energii da i szybciej i ekologiczniej - zainwestowanie w energetykę odnawialną - wiatrową. Na to ludziska tez okrutnie marudzą.
    Może fotovoltaika ??? Do tego Polka (w Portugalii ?) wynalazła jakąś najbardziej efektywną, tanią i elastyczną metodę tworzenia paneli solarnych. O Nobla się ociera. Pożyjemy zobaczymy. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wykluczone, że jeśli naród stanie okoniem, to zainscenizują tu nawet "mały kryzys energetyczny". I nie mam na myśli realnych działań polskojęzycznego (nie-)rządu, a odpowiedniego lobby, za którym stoją duuuuże pieniądze.
      Alternatywa istnieje. Rzecz w tym, że system skrzętnie dozuje wszelkie technologie. Wodne ogniwa czy akumulator orgonowy możemy sobie budować w piwnicy, ale jak będziemy chcieli wyjść z tym dalej, do sąsiada, to przyjdzie kilku panów i powie "sorry, taki mamy klimat" i...game over.

      Usuń
    2. Podobnie jak z elektrowniami przydomowymi, co komu szkodzi jak by sobie ktoś turbinkę na strumyku założył , ale nie można.

      Czemu nie? , nie bo nie. Strumyk jest państwowy, a państwo u nas to " władzia i Pan Minister". Państwo to nie MY tylko ONI, czyli Rycho , Zdzicho, Miro i Donek.

      Usuń