sobota, 12 października 2013

Góry Bystrzyckie / Orlickie 2013



I tak na prawdę nie tylko one. Ale po kolei. Już od kilku miesięcy planowałem, że jeśli jesienią trafi się kilka dni wolnych, wybierzemy się właśnie w te pasma. Z odwiedzeniem ich zwlekałem jakieś 5-6 lat, i w rezultacie zawsze lądowałem gdzieś indziej. Najczęściej były to Góry Stołowe (do których mam dużą słabość), ale często też spychało mnie bardziej na wschód- w Masyw Śnieżnika (też mój faworyt) lub Góry Złote. Tym razem jednak się uparłem. Będą Bystrzyckie i Orlickie! :)
Oczywiście dysponowaliśmy tylko czterema dniami, tak więc skazani byliśmy na zwiedzanie mocno fragmentaryczne. I tak oto wybraliśmy północną część obu pasm, z małym odbiciem na Góry Stołowe i odwiedzeniem większej części Wzgórz Lewińskich.
Bazę wypadową ulokowaliśmy w Dusznikach- Zdrój i to całkowicie nieprzypadkowo. Po prostu chciałem odwiedzić miasteczko, w którym ponad trzydzieści lat temu, jako dzieciak, byłem na wczasach z rodzicami. Z tamtego pobytu pamiętałem tylko fragmenty, jednak ogólne odczucia miałem jak najbardziej pozytywne i chciałem skonfrontować je z bieżącymi.
Każdego dnia wybieraliśmy inną trasę, a jeden- poświęciliśmy w całości na zwiedzanie Dusznik.

I cóż...krótko rzecz ujmując- było pięknie. Tym razem pogoda dopisała i po porannych zamgleniach, za każdym razem witało nas słońce, zachęcając do włóczęgi i podziwiania uroków gór. Dwa ostatnie dni zaowocowały sporymi przymrozkami, ale akurat na to byliśmy dobrze przygotowani. Moja ukochana pora roku (tak, tak- jesień), po raz kolejny ukazała nam piękno sudeckiej ziemi i zaszczyciła widokami, które zostają w sercu na bardzo długo. Jednym słowem: wyrypa okazała się owocna i pełna pozytywnych wrażeń.

Dzień 1- G.Bystrzyckie - G.Stołowe: (Duszniki- Szklana Dolina- Wolarz- Piekielna Dolina- Polanica Zdrój- Zbójeckie Skały- Piekielna Góra- Szczytnik- Nowe Bobrowniki- Duszniki)

Trasa bardzo zróżnicowana i oferująca więcej, niż z pozoru można by sądzić. Z Dusznik skierowaliśmy się najpierw na pobliską Ptasią Górę, gdzie znajduje się schronisko "Pod Muflonem"- jedyne w północnej części pasma Gór Bystrzyckich.

Już w połowie XIXw. powstało tu gospodarstwo specjalizujące się w produkcji żętycy, serwatki i mleka koziego, stosowanych w Dusznikach jako środki lecznicze. Nazywało się Liebe Stille (Cicha Miłość). Obiekt był kilkakrotnie rozbudowywany, pod koniec XIXw. zmienił funkcję z fermy mlecznej na gospodę turystyczną, a w 1947 r. na dom wycieczkowy biura podróży "Orbis". Wkrótce przejęło go PTT, a później PTTK. Schronisko spłonęło w październiku 1959 r., lecz zostało odbudowane i rozbudowane z zachowaniem stylowej bryły i wystoju jadalni. Uruchomiono je ponownie w 1964 r. [...]
Sprzed schroniska można oglądać piękną panoramę Wzgórz Lewińskich, Gór Stołowych i odległych Karkonoszy. Obok budynku rośnie jesion Bolko- pomnikowy okaz zasadzony w 1866 r.

Nam akurat owej panoramy nie było dane oglądać, gdyż przed schroniskiem byliśmy dość wcześnie rano, kiedy to na górskich stokach zalega jeszcze mgła, zsuwając się wolno ku kotlinom. 
Szlak prowadzący na grzbiet Wolarza jest bardzo zróżnicowany. Idziemy najpierw lasem, potem odbijamy na z rzadka zadrzewione łąki o mocno grząskim gruncie (dolina Leszczyńca), później znów wracamy do lasu, idziemy jakiś czas lekkim trawersem, po czym wspinamy się na właściwy grzbiet. Podejście przez Rudnik na Wolarza jest jedynym "wyciskającym poty" fragmentem trasy. Sam grzbiet porośnięty jest w większości bujnym lasem świerkowym, z dużą domieszką buka, sosny, jawora i modrzewia. Niekiedy pojawia się młody brzozowy drzewostan. Niedaleko samej Polanicy, szlak wiedzie przez część bardzo malowniczej Piekielnej Doliny.

Głęboka i wąska dolina Bystrzycy Dusznickiej między Szczytną a Polanicą, oddzielająca grzbiet Wolarza w Górach Bystrzyckich od Szczytnika w Górach Stołowych nosi groźnie brzmiącą nazwę Piekielnej Doliny. Według XIX- wiecznej opowiastki, wyraźnie wymyślonej dla ekscytowania turystów, w średniowieczu strome zbocza były wykorzystywane przez zbójców do organizowania nagłych napadów na przejeżdżających tędy kupców. Jest to jednak bajka- dawna droga handlowa prowadziła na pólnoc od Polanicy, a droga przez Piekielną Dolinę powstała dopiero w latach 1845-50, zdobywając sobie od razu uznanie jako malownicza trasa turystyczna. W latach 1890-95 przez ten sielski zakątek poprowadzono linię kolejową z Kłodzka do Szczytnej, co spowodowało ożywienie okolicy- powstały dwie huty szkła ("Felicja" i "Walddorf"), szlifiernie kryształów, papiernia i zakłady metalurgiczne. Pod koniec XIXw. w związku z rozwojem turystyki, otwarto też kilka gospód.

Następnie już szlak prowadzi wprost do Polanicy. Wchodzimy do niej od strony osiedla Nowa Sokołówka i kierujemy się do centrum. O samym uzdrowisku, jednym z ważniejszych na Ziemi Kłodzkiej poczytać można tutaj:
http://www.polanica.pl/strona-70-historia_miasta.html

Tutaj odzipnęliśmy nieco i zjedliśmy ciepły posiłek. Nie było z tym problemów, gdyż kurort żyje z kuracjuszy i na każdym kroku mamy restaurację lub pizzerię, przeplecioną sklepami z pamiątkami i biurami, oferującymi atrakcyjne wycieczki po okolicy. Ale mimo tego komercyjnego charakteru, Polanica zachowuje moim zdaniem pewien urok i jest raczej przy tym miasteczkiem z tych- "wychuchanych". To widać, choć oczywiście poza częścią zdrojową nie jest już aż tak różowo. ;)
Będąc w Polanicy warto więc przejść się słynnym deptakiem (ul.Zdrojowa) i "zahaczyć" o Park Zdrojowy. My z braku czasu zaliczyliśmy jedynie jego część zachodnią, zwaną Parkiem Szachowym, która w sumie jest dwukrotnie mniejsza od tej właściwej, a i tak robi duże wrażenie.

Gdy już nacieszyliśmy oczy szpalerami klonów, jaworów, świerków i topól w jesiennej szacie, wróciliśmy na szlak. Tym razem trasa wiodła południową rubieżą Gór Stołowych. Najpierw odwiedziliśmy pięknie położony punkt widokowy na skalistym szczycie Garncarz- dominującym od zachodu nad Polanicą, by potem przez Zbójeckie Skały i Piekielną Górę skierować się w stronę Szczytnika.
Mimo ze w Górach Stołowych byłem już kilkakrotnie, to jednak te najbardziej na południe wysunięte części odwiedziłem po raz pierwszy. Nie znajdziemy tam oczywiście tak widowiskowych i majestatycznych grup skalnych, jak w części środkowej czy północnej pasma, ale klimat tych szczególnych gór i tutaj jest wyraznie wyczuwalny.
Najciekawszym elementem tej części trasy był bez wątpienia punkt widokowy, ulokowany na zboczu Szczytnika (tzw. Orle Skały) i znajdujący się obok zamek Leśna Skała.
Obecnie znajduje się tam dom pomocy społecznej i zwiedzać obiekt można jedynie z zewnątrz. Trochę szkoda, gdyż zamek w środku prezentuje się równie okazale. Jego szkic historyczny:
http://zamki.res.pl/szczytna.htm     
I zdjęcia z epoki:
http://dolny-slask.org.pl/549442,Szczytna,Zamek_Lesna.html

Blisko zamku, na wspomnianych już Orlich Skałach, mieści się jeden z najlepszych punktów widokowych w całych Górach Stołowych. Przy odpowiedniej pogodzie podziwiać stąd można sporą część ich grzbietu, oraz Obniżenie Dusznickie, Wzgórza Lewińskie, północną część Gór Bystrzyckich i kawałek Orlickich.. 
Ze Szczytnej, już bez żadnej ekstrawagancji, przeszliśmy z powrotem na obszar Bystrzyckich i pomiędzy malowniczymi wzgórzami otaczającymi Stare i Nowe Bobrowniki, wróciliśmy do Dusznik.

Rozpoczynamy podejściem pod Ptasią Górę

Z mgły wyłania się schronisko "Pod Muflonem"

Rzut oka z drugiej strony

Na pierwszym planie, wiekowy jesion- Bolko

I jeszcze widok na schronisko, z tyłu

Ruszamy trawersem wzniesienia Nowa. Mgła wciąż jeszcze nie ustępuje

Okolice Szklanego Stoku. Teren mocno podmokły i zupełnie nieoznakowany. Idziemy "na czuja i mapę"

Ślady dawnego osadnictwa na stoku Kuźnickiej Góry.

Malowniczymi parowami podążamy w stronę Drogi Justyny...

By już na niej, zejść ze wzniesienia Błażkowa

Potok Zajęcznik, płynie korytem na wpół zindustrializowanym

Rozpoczynamy podejście pod Wolarza

Jedno z kilku rumoszowych pól, na jego stokach

Cały czas pod górę...

Aż w końcu osiągamy zamgloną wierzchowinę

"Przeszkody" na szlaku

Grzbiet Wolarza jest mocno zróżnicowany. Drzewostan często ulega zmianie

Inwencja turystów nie zna granic ;)

Zdobycie Wolarza uczciłem wskoczeniem na słupek ;)

Las na Wolarzu

Na rozdrożu niedaleko Piekielnego Labiryntu, czekało już na nas słoneczko :)

Żółte i brunatne poszycie, wzbogacały gdzieniegdzie czerwone kapelusze

Rozpoczynamy właściwe zejście...

A ja coraz częściej łapię w obiektyw sudecką magię :)

...

Po jakimś czasie las znów ulega zmianie. Dominuje buczyna

Z prawej towarzyszy nam potok Wijka

I wreszcie schodzimy do Piekielnej Doliny.

Piekielna? Raczej malownicza, spokojna i piękna :)

Mali przedstawiciele lokalnej flory

Potok Rogoziniec płynący dnem Piekielnej Doliny

Jest nawet tablica

Pod tym kolejowym wiaduktem, wychodzimy na szosę prowadzącą do Polanicy- Zdroju

Trochę asfaltem...

I już jesteśmy w słynnym uzdrowisku

Bystrzyca Dusznicka płynie równolegle do głównego deptaka

Zabytkowej zabudowy zachowało się sporo

Większość budynków w tej części cieszy oko

Słynna Wielka Pieniawa- główne sanatorium Polanicy.

I dochodzimy do Parku Szachowego

W parku

c.d.

Wchodzimy na szlak powrotny. Zaczynamy trawersować wzgórze Garncarz i od razu zaszczycają nas nietuzinkowe panoramy

Podejście pod główny punkt widokowy Garncarza

Jeszcze chwila i...

Możemy znów oddać się kontemplacji :)

Polanica jak na dłoni

Przy niewielkim zoomie dojrzeć można część Masywu Śnieżnika

A oto górna część pomostu widokowego...

I dolna

Wracamy na szlak, kierując się na Zbójeckie Skały

Wschodnia cześć Zbójeckich Skał

I charakterystyczne dla Gór Stołowych urwisko

...

I jeszcze jedno

W stronę Piekielnej Góry

Kolejny punkt widokowy, powyżej kamieniołomu

Widok na grzbiet Wolarza, gdzie niedawno maszerowaliśmy

Trawers szczytów Kamiennik i Piaskowiec

Takie skalne miasta w wersji mini i mikro, nie pozwalają zapomnieć w jakim paśmie jesteśmy :)

Wreszcie osiągamy Orle Skały na Szczytniku

Widoczki rozczulają

Poniżej Szczytna. W dali- grzbiet Gór Stołowych

Pamiątkowa fotka na platformie

Orle Skały

Platforma wraz z widoczkiem...

I dojście do niej

Zamek (a w zasadzie neogotycki pałac) Leśna na Szczytniku

Zbliżenie na cylindryczną wieżę i część skrzydła południowego

Ze Szczytnika schodzimy stromymi piaskowcowymi schodkami

Z widokami na Orle Skały...

Tym razem od dołu

Panorama Szczytnej spod Szczytnika

W miasteczku stoi oczywiście św. Jan Nepomucen

Rzut oka na miejsce, z którego zeszliśmy

Malowniczą drogą opuszczamy Szczytną

Mijamy nieczynną stację kolejową (która ponoć niedługo będzie remontowana)

Osada Nowe Bobrowniki u stóp Gór Bystrzyckich

W drodze powrotnej kilka razy trafiamy na dogodne miejsca, z których podziwiać można panoramę Gór Stołowych

Trawersując stoki Gołębiej dochodzimy do Starych Bobrownik

Jesienna flora Gór Bystrzyckich

Jeszcze jeden widok na Stołowe...

I przez Żabi Dołek wracamy do Dusznik...

Gdzie jesień zawitała na dobre :)


c.d.n.

Źródło cytatów: W.Brygier, T.Dudziak: Ziemia Kłodzka- przewodnik. "Rewasz" 2010 

                

poniedziałek, 7 października 2013

Coś się szykuje?





Czy może po raz kolejny, dostajemy sprytnie sporządzoną i spreparowaną potrawkę?
Ale zacznijmy od początku, bo dość niepokojące informacje od pewnego czasu dochodzą do nas zza "wielkiej wody".

Działania agencji FEMA, powiązanego z nią Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego ( DHS ) oraz Gwardii Narodowej; jak wykazała niedawna kontrola działań tych instytucji ze strony specjalnej komisji Senatu USA, w ostatnim czasie podjęły one następujące działania/zakupy:

- 14,200,000 ton wojskowych racji żywnościowych z wbudowanym podgrzewaczem pokarmu z dostawą przed 01-10-2013 do Regionu III obejmującego stany- Pensylwania, Virginia, West Virginia, Delaware, Dystrykt Columbia, Maryland;
- 2,000,000 pojemników/saszetek z wodą z dostawą przed 01-10-2013 do Regionu III obejmującego stany- Pensylwania, Virginia, West Virginia, Delaware, Dystrykt Columbia, Maryland;
- 13,600,000 ton wojskowych racji żywnościowych z wbudowanym podgrzewaczem pokarmu do Austin Texas z dostawą przed 01-10-2013,
- 2100 samochodów odporne na wybuchy min przeciwpancernych) z dostawą przed 01-10-2013;
- Wszyscy agenci DHS muszą przejść trening w używaniu broni krótkiej, gładko lufowej i broni szturmowej i zaliczyć test przed 28-09-2013;

- Po raz pierwszy w historii przeprowadzony będzie test wszystkich urządzeń lokacyjnych GPS posiadanych przez DHS w zastosowaniu taktycznym w dniu 29-09-2013;
- Zgodnie z federalnym nakazem FEMA i DHS muszą przygotować się przed 01-10-2013 do pomocy mieszańcom metropolii amerykańskich na wypadek niebezpiecznych zmian pogodowych;
- Ponad 300 okręgów szkolnych w USA zaopatrzyło się w „trzydniowe pakunki bezpieczeństwa” dla uczniów z dostawą przed 01-10-2013;
- Wszystkie oddziały Gwardii Narodowej muszą zakończyć dwutygodniowy trening kontroli społecznych protestów i naturalnych katastrof przed 30-09-2013;
- Codzienne nadawanie sygnałów bezpieczeństwa w radio i TV rozpocznie się z dniem 25-09-2013 i trwać będzie do 02-10-2013;
- Oddziały ochrony pogranicza muszą odbyć wspólny 10 dniowy trening do 26-09-2013;
- W marcu DHS złożyły zamówienie na 1,600,000,000 sztuk amunicji. Według szacunków ekspertów taka ilość amunicji wystarczy na 20 lat intensywnych działań wojennych.


Tego typu informacje pojawiły się na wielu zagranicznych (nie tylko amerykańskich) forach i od razu zasiały ziarno niepokoju. Wtórowały im również te, mówiące o tym, że FEMA zaczyna masowo wykupywać artykuły survivalowe w całych stanach:
http://intellihub.com/2013/08/03/war-likely-imminent-survival-food-company-urgently-contacted-by-fema/ 

http://www.infowars.com/fema-demanding-24-hour-delivery-of-emergency-food-reserves/ 

Wyżej wymienione rewelacje, dobrze korespondują z niedawno podpisaną umową między FEMA a rosyjskim departamentem do sytuacji nadzwyczajnych, w sprawie potencjalnej wymiany personelu podczas sytuacji wymagających tzw. "specjalnych klauzul bezpieczeństwa":
http://www.mrconservative.com/2013/07/20278-russia-signs-deal-with-fema-to-provide-security-and-exchange-personnel/

Na marginesie chciałbym tu nadmienić o rzekomej umowie, podpisanej jakiś czas temu przez Polskę i Niemcy, a dotyczącej sytuacji analogicznej- wspierania się nawzajem i wymieniania się odpowiednim personelem, na wypadek "sytuacji kryzysowej". Czyżby przypadek?
Ale smaczków jest więcej. W USA, najwięcej zapasów pojechało do stanów Pensylwania, Virginia, West Virginia, Delaware, Maryland i dystrykt Columbia. Tam rzekomo ma znajdować się źródło potencjalnego kryzysu. Niektórzy idą jeszcze dalej racząc nas szczegółami, o potencjalnym użyciu broni jądrowej w tym rejonie, w ramach operacji false flag. Ale na razie jeszcze wyhamujmy i skupmy się na tym, co jest.

Do tego rząd zakupił niedawno 2.700 MRAP- Mine Resistant Armor Protected Vehicles (Pojazdy opancerzone odporne na miny) I nie są to pojazdy do Iraku czy Afganistanu, ale właśnie dla DHE (Department of Homeland Security). Taki bonus do półtora miliarda pocisków.

http://www.thegatewaypundit.com/2013/03/obama-dhs-purchases-2700-light-armored-tanks-to-go-with-their-1-6-billion-bullet-stockpile/ 

Na początku tego roku DHS postanowiło kupić 7.000 sztuki broni. Wszystko by było do przyjęcia gdyby nie to, że są karabiny szturmowe. Nazywają to bronią do obrony osobistej.
AR-15 jest karabinem szturmowym dla Armii Amerykańskiej. Lekka w pełni automatyczna broń na 20 albo 30 pocisków która pozawala strzelać seriami i ogniem automatycznym. Jest to lekki karabin szturmowy który sprawdza się w walkach na bliskie odległości do walki z ukrycia i prawdopodobnie w terenie miejskim. Zresztą takie były warunki przetargowe. Dla obywatela jest to karabin szturmowy a dla ludzi z DHS "Broń do obrony osobistej.


Ale nie tylko w necie odszukamy przecieki o tym, że szykują się jakieś ruchawki. Jak się okazuje, również oficjele puszczają farbę:

Janet Napolitano – była gubernator amerykańskiego stanu Arizona, wybrana na urząd w roku 2002. Jest trzecią kobietą gubernatorem w historii Arizony, należy do Partii Demokratycznej.
Gdy Napolitano wygłosiła swoje pożegnalne uwagi w National Press Club w Waszyngtonie, wysłała swemu następcy ostrzeżenie przed: „nadchodzącym masowym i poważnym w skutkach cyber-ataku na Amerykę i przed klęską żywiołową – jakiej naród nigdy dotąd nie widział – jaka prawdopodobnie również nadchodzi".

Jak widać więc, co poniektórzy szkicują plan przyszłych wydarzeń już całkiem klarownie. Pytanie; czy znów ktoś świadomie wodzi publikę za nos, podsyłając gotowy scenariusz na fikcyjną farsę (może sprytnie odciągającą uwagę od czegoś innego), czy w istocie zbliża się coś mało optymistycznego?

Ostrzeżenia pochodzące od Napolitano i organizacji FEMA nie powinny być ignorowane. Z perspektywy czasu trzeba zauważyć, że było wiele ostrzeżeń o katastrofie 9/11, ostrzeżeń przed huraganem Sandy, jakie propagowały media. Ostatnio nastąpił nagły skok ostrzeżeń przed rozbłyskami słonecznymi i wpływem EMP oraz zagrożeń cyber-atakami, które mają potencjalną możliwość dokonania likwidacji sieci elektrycznej w Ameryce i na całym świecie.
Niektórzy alternatywni badacze uważają, że te ostrzeżenia odnoszą się do zbliżającej się do Ziemi komety ISON. Niezależnie od przyczyny, jest wystarczająco dużo dowodów na to, że jakaś katastrofa się zbliża.

I znów w tle ta nieszczęsna kometa. Ale nie dziwmy się. Potencjalnej iskry zapalnej szuka się wszędzie i jak w istocie zabrakło by komety, pojawią się wulkany, trzęsienia ziemi a może super huragany.
Tyle tylko, że może z ową kometą coś na prawdę jest na rzeczy i niektórzy oficjele dobrze zdają sobie z tego sprawę. I wiedzą, że jeśli coś się pochrzani i nagle "wszystko siądzie", będziemy mieli tu sodomę z gomorą do kwadratu. Niektórzy już mówią, że nie o samą kometę tu chodzi, a o te zaobserwowane obiekty podążające razem z nią.
http://innemedium.pl/wiadomosc/obiekt-towarzyszacy-komecie-ison-zostal-uchwycony-przez-teleskop-slooh

Ale nie popadajmy w nadinterpretacje. Takie informacje idą już w setki, ale żadna z nich jak na razie nie może pochwalić się twardymi dowodami. Bo i może tak ma właśnie być! Spekulacje mają rodzić spekulacje, a ludzie dostawać coraz większego kręćka i patrzeć na to wzrokiem mętnym, jak po kilku głębszych?
Co do samej komety, jakiś czas temu naukowcy hucznie oznajmiali fakt, iż będziemy wkrótce oglądać rewelacyjne zdjęcia ISON, dzięki orbiterowi marsjańskiemu MRO. Tymczasem 29.09. 2013 Mars Reconnaissance Orbiter wykonał serię zdjęć, które według ekspertów nie są nawet w połowie tym, czego oczekiwano. Jakość zdjęć jest zastanawiająco kiepska i wielu uważa, że to kolejne czyste fałszerstwo NASA.


Zostawmy na razie ISON i potencjalne katastrofy kosmiczne. Zastanówmy się jednak, na co im aż tak wielka liczba amunicji, żywności, zapasów wody czy pojazdów opancerzonych?
No cóż, zapewne chodzi o...zamieszki. Czym będą one spowodowane, to już sprawa drugorzędna. Grunt że jeśli wybuchną i ludzie wyjdą na ulicę, może zrobić się niezły bałagan. Bo nie zapominajmy że jesteśmy w Stanach i wielu nosi broń w gaciach, a do tego od groma tam różnych organizacji, jak choćby osławieni "Strażnicy Przysięgi".


Strażnicy przysięgi (Oath Keepers) są organizacją non profit składających się z obecnych i byłych członków służb mundurowych czyli policji, straży nabrzeża, wojska, marines i służb ratownictw którzy przysięgają bronić konstytucji i sprzeciwić się wykonaniu każdego rozkazu jeśli będą uważać że stanowi on jej pogwałcenie. Często przypinana jest im łatka radykałów, ekstremistów i rasistów. Z racji wykonywania służby są świetnie zorganizowanie ,przeszkoleni i uzbrojeni jeśli chodzi o taktykę wojskową i policyjną. Ich motto "Not on our watch". Bardzo duża część tych ludzi to preppersi i doskonale sobie zdają sprawię co może im zgotować ich federalny rząd.

Nie są to więc jacyś rapujący imbecyle w obwisłych portkach, potrafiący co najwyżej miotać kamienie i koktajle Mołotowa, a ludzie z byłych służb i jednostek wojskowych, którzy są przeszkoleni w posługiwaniu się bronią, wiedzą co nieco o dywersji i mogą bez trudu zająć się czynnym szkoleniem innych.

Chcemy by nasze odziały zorganizowały się w taki sposób by mogły by zostać przeniesione do innych organizacji zrzeszających weteranów jak VFW, American Legion, Marine Corps Leagueitp w każdym z miast i pomóc im założyć podobne drużyny w ich już istniejących Veteratns halls. I podobnie, by służyły jako model i kadry szkoleniowe które pomagały by kościołom, patrolom sąsiedzkim i innym cywilnym organizacją się zorganizować. Opieramy się o model oddziałów specjalnych który ma 12 ludzi "A team" albo specjalnie przeszkolonych żołnierzy którzy są przydzieleni do społeczności by trenować i przewodniczyć społeczności w celu oporu w stosunku do despotycznego reżimu. (Z stąd ich motto: "De Oppresso Liber"). Głównym zadaniem SF's(odziały specjalne) jest szkolić, organizować i przewodzić niźli prowadzić bezpośrednią walkę. Mogą oczywiście walczyć, ale najbardziej groźni są jako "mnożnik siły" pomagając walczyć całej społeczności. Będziemy robić to samo, będziemy mnożnikiem siły pomagając przygotować się społecznością tak by mogli zachować cywilizacje . Zapewniając ich własne bezpieczeństwo, pomoc w przypadku klęsk, zachowując istniejącą infrastrukturę, komunikacją w razie nagłych wypadków ,strategiczne rezerwy żywności i opiekę medyczną.

Aktywnych członków Oath Keepers jest około 30.000. Oczywiście w skali kraju to niewiele, ale dołóżmy dziesiątki podobnych organizacji, nie wspominając już o wielu pomniejszych grupach i stowarzyszeniach paramilitarnych, które podczas kryzysu mogą zechcieć "zabłysnąć inwencją". Są zatem powody do obaw? Moim zdaniem- tak.

Co jeszcze w ojczyźnie myszki Miki, hamburgera i M16? Jak się okazuje, od połowy września wiele placówek rządowych zawiesiło pracę, a ich pracownicy musieli udać się na bezpłatne urlopy. Mówi się już więc otwarcie o kosztach tego całego "cyrku". Obliczono, że straty sięgać mogą aż 12,5 mln.dolarów na godzinę, co w konsekwencji daje nam ok. 1,6 mld. na tydzień.
http://whnt.com/2013/09/30/government-shutdown-possible-economic-impact/

Wiadomo też, że bardzo ważną datą ma być dzień 17 października. Dlaczego? Dojdzie bowiem wtedy do kolejnego spotkania Obamy z reprezentantami obu izb i być może zapadną kluczowe decyzje, odnośnie ratowania budżetu i sytuacji zadłużeniowej. Ale nie łudźmy się. Wszystko jakoś zaczyna przypominać pewien stosowany w przeszłości scenariusz. Pytanie- do czego on doprowadzi?

Dość ciekawe informacje wypłynęły też z sektora finansowego. Okazuje się, że ok.1000 banków zamierza wziąć udział w symulowanym cyber- ataku. Ponoć ćwiczenia te, mają za zadanie wzmocnić obronę przed prawdziwymi działaniami hakerskich terrorystów.

Banki są zainteresowane sprawdzeniem swojej obrony w następstwie ostatnich cyber- ataków tłumaczy Simmons, prezes i dyrektor generalny SWACHA- regionalnego stowarzyszenia podmiotów zajmujących się płatnościami. Te ataki to między innymi kradzież kont, próby związane z phishingiem (podszywanie się) i ACH (clearing bankowy) defraudacja czyjegoś majątku (oszustwa, naciąganie) jak również ataki typu Ddos które bywają używane jako zasłona dymna dla konkretnego oszustwa.
https://www.fsisac.com/fs-isac-capp-exercise-financial-institutions 

I jeszcze:

Więcej niż 38 agencji z Departamentu Obrony(DOD) i okolicznych służb przeprowadziło udawany scenariusz ratunkowy w którym poszkodowanych była olbrzymia liczba ludzi. Obejmowało to także wsparcie obronne dla cywilnych agencji ratownictwa technicznego i organów ścigania, reagowania taktyczno-operacyjnego. Celem ćwiczeń było upewnić się czy agencje rządowe na każdym szczeblu przygotowane są do koordynowania akcji ochrony ludności cywilnej w czasie czasie prawdziwej katastrofy w rejonie Kapitolu (NCR - National Capital Region).

Coś się szykuje???
Już pomału widzę te ironiczne uśmieszki i komentarze typu: "a co nam do tego", "to ich problem", czy "my jesteśmy w Unii i nic nam nie grozi" (ten ostatni, to faktycznie zasłyszany autentyk!). I wcale się nie dziwię, gdyż lata medialnej indoktrynacji robią swoje i warunkują tak, jak Pawłow uwarunkował kiedyś swoje słynne czworonogi.
Ale niestety...ten świat już od dawna jest misternie utkaną strukturą naczyń połączonych, gdzie brak samodzielnych enklaw i wysepek, na których można odciąć się od nadrzędnego "porządku", oraz pomarzyć o odrębności i życiu w spokoju. Na razie trudno nam w to uwierzyć, bo mamy dach nad głową, jesteśmy najedzeni, ubrani i wydaje się że tak będzie wiecznie, a my popłyniemy na falach samorealizacji aż po kres tej egzystencji. Ale wyobraźcie sobie spędzenie dnia lub dwóch, bez elektryczności, ogrzewania i bieżącej wody. O odcięciu się od śmiesznych urządzeń i gadżetów, dzięki którym w kilka sekund słyszymy głos bliskiej osoby i możemy śledzić poczynania tysięcy innych w wirtualnym świecie. Co wtedy? Dla wielu, tylko takie wyobrażenie jest już mocną ekstremą, a przecież coś takiego może potencjalnie stać się za godzinę, dzień lub tydzień. I być może nieodwołalnie. Gdzie wtedy odnajdziemy punkt ciężkości. Jak złapiemy równowagę. Skąd zaczerpniemy inspiracje i pomysły?

"Cywilizacja daje nam złote góry, ale gdy nadchodzi kryzys, staje się pułapką bez wyjścia".

     


    P.S. Przypomniał mi się też cytat, z jednej z moich ulubionych książek ufologicznych- "Sprawa Andreassonów" R. Fowlera. Brzmiał on mniej więcej tak:
"Co sprawia że możecie żyć? Woda którą pijecie, powietrze którym oddychacie, ogień który Was ogrzewa. Prostota... prochy. Najprostsza i najczystsza forma energii..."

Może już czas, by sobie o tym przypomnieć? 

  

 

Źródła cytatów i zdjęć:
http://davidicke.pl/ 
http://zmianynaziemi.pl/ 







    










sobota, 5 października 2013

Atlas chmur cz.2

To będzie dalszy ciąg wpisu z kwietnia tego roku. Kolejna i ostatnia już porcja zdjęć, ukazująca niesłychany koloryt i zróżnicowanie tego, co natura tak spektakularnie tworzy nad naszymi głowami. :)

































































































P.S. A już niebawem, pierwsza relacja ze "świeżej" sudeckiej wyrypy. ;)