wtorek, 31 sierpnia 2021

Wtedy

 

W przestrzeń wklejone misterium trwania

Bez skazy, bez skargi i strachu przed przyszłym

Na poczet następnego rozdania, zwalniam się z obowiązku 

Bycia imiennym

A tam już

Zbyt ciemne zakątki i ostre krawędzie, zbyt blisko krat

Ślady haniebnej gry i szeptu wróżącego

Koniec...

Gdy jutra nie ma, pozostaje już tylko ciężar obawy

Jak cierń nawleczony na swobodny sen

Zatem

I ja tam gdzieś będę

Tych widmowych szczytów zbyt skąpo rozsianych

Sięgnąć zapragnę

Pominę celowość

Lecz zachwyt...wykradnę. 

 

 

Źródło zdjęcia: internet     

piątek, 30 lipca 2021

Sowiogórski Olbrzym...pożegnanie?

"Jest prawda dziejowa i prawda ekranu..."

                                                                                     Wojtek Oki

 

Ten wpis, to mój skromny hołd dla człowieka, którego niestety nie ma już wśród nas...

Na blog Sowiogórski Olbrzym- prawda o Riese trafiłem dość wcześnie, bo kilka miesięcy po jego utworzeniu. Dokładnie zaś wtedy, kiedy na swoim, też jeszcze pachnącym świeżością, opublikowałem dość obszerny wpis o "Riese"- niemieckim kompleksie wybudowanym w kilku pasmach Sudetów Środkowych. Ten temat nie był mi obcy i stanowił spory odłam, moich wcześniejszych zainteresowań. Nie tylko przez swoje sudeckie położenie, ale może przede wszystkim, ze względu na swoisty nimb tajemniczości, jaki otaczał go od dawna. Trafiłem na niego i od razu poczułem, że to właściwe miejsce. Dlaczego? W swoim pierwszym wpisie, Wojtek oznajmił... 

"Do założenia tego bloga skłoniły mnie rozpowszechniane i do złudzenia powielane prawie na wszystkich internetowych stronach takie teksty, jak ten poniżej..."

I dalej następował stosowny przykład. Gdy przeczytałem wszystko uświadomiłem sobie, że mam do czynienia z czymś nietuzinkowym. Otóż ktoś, twórca rzeczonego bloga, rzuca wyzwanie stereotypom i utartym tezom, które przez lata zdominowały całą niemalże literaturę przedmiotu. Jednakże jak wkrótce się przekonałem, nie robi tego bo ma taki kaprys, ale głównie dlatego, by zwrócić naszą uwagę na rzeczy które już istniały, ale zostały zapomniane, pominięte lub po prostu zlekceważone przez grono tych, którzy rościli sobie prawo do bycia "badaczem". Zacząłem wchodzić w to głębiej, czytać coraz więcej zamieszczonych na blogu informacji i poczułem...że to jest to. Wojtek intrygował. Swoimi tezami, przemyśleniami i przedstawionymi założeniami (w których nader często odsyłał do stosownych źródeł), zachowywał się jak ktoś, kto bezceremonialnie wkłada "kij w mrowisko". Oczywiście nie łączył tego z jakąś wnikliwą ideologiczną krucjatą i bynajmniej nie starał się "kopać z koniem". Zwracał uwagę, naprowadzał, zadawał pytania i pisał. Cholernie ciekawie pisał. A wiedział o czym i nie chodzi tu tylko o aspekt czysto teoretyczny. Bowiem Wojtek spędził też co swoje w terenie (często wspólnie z grupą sztolniową Klin ) i uważnie obserwował wszelkie poczynania wiedząc, co w światku poszukiwawczym "piszczy". A znał go- naprawdę dobrze.

Dla mnie, odkrycie Jego bloga, było możliwością ponownego spojrzenia na pewne zagadnienia związane z "Riese", niemalże od zera. Ale to nie wszystko. Po jakimś czasie, kiedy zaczęliśmy z Wojtkiem na dobre wymieniać poglądy i spostrzeżenia, najpierw na rzeczonym blogu, potem na moim, a z czasem podczas mailowej korespondencji i na "hadesowym forum", okazało się, że w wielu aspektach nasze spojrzenie na rzeczywistość jest tożsame. I zdecydowanie nie tylko na tematy związane z szeroko pojętymi tajemnicami II wojny światowej, oraz czasów powojennych. Na blog Wojtka zaglądałem do samego końca. Nawet wtedy, kiedy jego przeznaczenie nabrało już zupełnie innego charakteru i stało się w pewnym sensie polem osobistych potyczek autora, z coraz bardziej frustrującą i nieznośną rzeczywistością. Zresztą rozumiałem tę walkę, jako że i do mnie wyraźnie przemawiała (wciąż przemawia), argumentacja na którą się powoływał.

Kilka lat temu napisał: "Śmierć. Czym jest? czego się bać, kiedy tylko Ona przynosi ukojenie dla materii, a nieraz i skołatanego ducha. Śmierć jest tak samo piękna jak narodziny...rodzimy się, dorastamy, mamy oczekiwania, nadzieje. Życie biegnie, pędzimy gdzieś, próbujemy realizować jakieś swoje pomysły, czas wciąż biegnie nieubłaganie i nagle stajemy w obliczu śmierci. Nie dalej jak wczoraj spotkałem kolegę. Dawno się nie widzieliśmy, w międzyczasie budował dom nad jeziorem. Okazało się, że miał długotrwały, rozległy zawał, pół mięśnia sercowego nieczynne. Mówi do mnie tak: no i co, ganiałem, ganiałem, , lepsza fura, domy, kasa i co teraz? Tak sobie pomyślałem: ano nic, zabierzemy ze sobą i ja i Ty to samo, czyli swoje przelatane życia, nic poza tym. Zabierzemy tylko ze sobą swoje troski, radość, miłość i złość, może nienawiść? Lecz wiem jedno...Śmierć to uwolnienie, a Życie to szkoła..."

Tak pisał. Wiem że Wojtek był z tych, którym nie łatwo było coś wmówić lub "wgrać" wybrany program. Był jednym z tych, którzy na otaczający świat potrafili spojrzeć przez pryzmat nie tylko intelektu i doczesnych trywializmów, ale też tej swoistej materii która gdzieś "zza zasłony" drażni, oraz daje nam znać że jest. Tego jestem pewien. Wiem że podczas przebywania w Naturze, w górach, czuł to zdecydowanie najpełniej.

"Dla mnie góry mają w sobie jakąś magię i nieuchwytną tajemnicę..."

I również w tym temacie idealnie zgadzaliśmy się ze sobą, tym bardziej, że głównie chodziło przecież o "nasze", czyli...Sudety. I choć Wojtek nie przemierzał ich na modłę typowych turystów plecakowych, to jednak bywał w nich dość często (głównie w Sowich, Wałbrzyskich i Kamiennych), za sprawą swoich zainteresowań i terenowych przedsięwzięć. Pamiętam, że właśnie przed moim ostatnim wypadem w Góry Sowie, mogłem liczyć na Jego wartościowe wskazówki, względem praktycznych (choć nie tylko) aspektów poznawania "Riese".

Czy te wszystkie posty, zamieszczone pod wieloma wpisami na różnych blogach które wspólnie tworzyliśmy, na których bywaliśmy i maile, jakie wymieniliśmy między sobą, są w ogóle obligatoryjne, ażebym wspominał o tym wszystkim? Wydaje mi się że tak. Żałuję jedynie tego, że nigdy nie miałem okazji by poznać Go osobiście, uścisnąć Jego dłoń i posłuchać, jak mówi o tym wszystkim (choć raz było naprawdę blisko). Ale i tak cieszę się z tego, co było. Co zaistniało...

Tak czy inaczej, może zabrzmi to banalnie, ale...dziękuję Wojtku. Mam nadzieję, że dziś już inaczej patrzysz i odczuwasz to "przelatane życie". Że wreszcie WIESZ już i ROZUMIESZ, o co w tym wszystkim chodzi. Że powróciłeś do swojego "Ommadown", ażeby odpocząć, nabrać oddechu przed tym, kiedy po raz kolejny właściwie udramatyzujesz TEN teatr życia...

Żegnaj? Nie...to nie jest stosowne słowo. Raczej do zobaczenia...gdzieś...kiedyś...


 


 

      Źródło zdjęć: https://riese-inne.blogspot.com/


           


   


 

wtorek, 22 czerwca 2021

Nie w czas

 

To już nie czas. Nie ten. Gra posunęła się o krok za daleko i tylko w ich oczach widzisz, rozpoznajesz, że nie potrafią przestać. Że wciąż są w tym. I pozostaną...

Dziecięco proste i niezawodne sposoby na dostrzeżenie, stały się zbyt trudne. Wymagały bowiem choć odrobiny uwagi i konstatacji. Oraz odwagi. A to za dużo. Woleli znów przyjąć gotowe formy i szablony, podesłane sprytnie pod postacią przywilejów i obietnic na coś "nowego". Na nowy ład i możność pozostania w nim. Ale to tylko pułapka. Nic więcej. "Kreatorzy porządku", są mistrzami w omijaniu i zastępowaniu Prawa Naturalnego atrapami, dzięki którym rozgrywają i kontrolują masy przy pomocy propagandy, nakazu i siły. Schematami służącymi im tutaj od tysięcy lat...

Niemożność, lub raczej niechęć, w próbie przyjrzenia się temu głębiej sprawia, że od niepamiętnych czasów przemieszczamy się od obozu do obozu, od ideologii do ideologii, od systemu wierzeń do systemu wierzeń, ponosząc tylko straty i stając się nieświadomą masą poświęcającą w tej sztuce to, co najlepsze i najcenniejsze.

Stoimy przed kolejnym wybiciem konkretnej godziny. Do tych, którzy postanowili już przyjąć "złoty strzał", albo z nadzieją wypatrują możliwości jego przyjęcia, skierowana jest nawet specjalna nowomowa, bijąca z ulicznych banerów. Ale nie łudźcie się. Owa "ostatnia prosta", to swego rodzaju finalne ostrzeżenie jakie otrzymują ci, którzy jeszcze choć trochę się wahają. Bowiem wszyscy którzy już mają "to" w sobie...przegrali.

"Ostatnia prosta". Przekaz jest wyjątkowo klarowny...
 

Przy pomocy ideologii okna Overtona (o której pisałem tu ), dokonuje się celowego wdrażania idei nieakceptowalnych i godzących w aktualne prawo społeczne i kulturowe. Nie ważne czego dotyczących. Cel jest jeden- doprowadzić do kolejnej degradacji norm moralnych, obyczajowych, kulturowych, wśród wciąż podzielonego stada. Te negatywne tendencje, pozwalają znów zmienić źródło postrzegania rzeczywistości w taki sposób, by odwrócić uwagę od prawdziwych twórców tych toksycznych zależności. Niszczenie i ośmieszanie logiki, refleksji oraz prawdy opartej na doświadczeniu, jest wdrażane wszędzie, bowiem sami ociemniali bronią swoich iluzji, które zrodziły się w ich fantazjach pod wpływem zawierzania wciąż tym samym, socjologicznym gierkom. Dzieje się tak, ponieważ już od dziecka nie mamy możliwości na zdobywanie wiedzy pragmatycznej, konstruktywnej oraz kompetentnej. Dzieci uczą się "rozumienia", że w wykorzystaniu, podporządkowaniu i ograbieniu innego człowieka, nie ma nic zdrożnego. Oczywiście wszystko ubiera się w słodkie słówka i slogany, ażeby pokazać że zło jest zawsze "gdzieś indziej", a egoistyczne życie skorelowane na brak odpowiedzialności za swoje czyny, oraz oddania inicjatywy innym- czymś normalnym.

Rząd, władza i technokratyczne twory których nikt nie wybiera, a które konstytuują się same (choć propaganda głosi co innego), wtopiono w tradycję społecznego wyboru, jednak jednostka która nie bierze odpowiedzialności za siebie samego i nie dba o swoją wolność, staje się tylko narzędziem cudzej woli i manipulacji. Schemat zarządzania tym światowym folwarkiem mutuje i patologizuje się każdego dnia, ponieważ ludzka obojętność daje realną władzę wszystkim bezproduktywnym tworom, które tej władzy potrzebują, aby dalej żyć na cudzy koszt.

Kim są ludzie, których postawiliśmy wyżej od nas samych? Którym zaufaliśmy i daliśmy mandat na rządzenie, w imię lepszego jutra? Którym uwierzyliśmy że odwalą za nas najcięższą robotę? Wiecie kim są ? Nikim. Ich autorytet i rzekoma wiedza, to oderwane od rzeczywistości złudzenie, w które wtapia się społeczeństwo biernych abnegatów żyjące w totalnej iluzji. To egotyczne imbecyle, zwykłe leniwe bestie i pasożyty żyjące na nasz koszt, poprzez organizowanie wokół siebie wygodnych łowisk, w których pełnimy rolę pełnoprawnej zwierzyny.

Mierny bierny ale wierny, to opis psa, czy przedstawiciela rządu oraz społeczeństwa? W strukturach władzy nie jest ważne czy jesteś dobry. Grunt, abyś był wiernym kundlem- tych, którzy dzierżą smycz i chcą dalej żerować na nas, rozdzielając nasze dobra, bogactwa oraz trud, wedle własnego klucza użyteczności. Ostatnie wydarzenia, spreparowane sytuacje i wykreowane scenariusze jasno pokazują, że ludzie nie są gotowi aby żyć, a co najwyżej- wegetować, w sztucznie stworzonym przez kogoś innego środowisku. Jeśli nie jesteś gotowy by żyć, to nie jesteś gotowy na śmierć, a raczej- zrozumienie i zaakceptowania faktu jej nieistnienia, w kontekście wychwycenia świadomościowego tła dla wszystkiego...co jest. Brak zrozumienia własnego jestestwa, będzie zawsze przekładał się na brak zrozumienia życia innych, oraz lękliwą i bierną egzystencję, przesiąkniętą wiarą w miraże i chore ideologie.

Co je łączy? Wiara i strach. To samo, oddziela je od podstawy człowieczeństwa- wiedzy i dumy.


 

Umysł to nierząd, który po części odpowiada za pamięć, a po części- wyobrażenie. Obie te składowe odpowiadają jednak za coś, co nie istnieje w tej właśnie chwili. Są pożywką i katalizatorem mar, które rodzą się w głowach pod wpływem przetwarzania czynników działania socjotechniki.

Każdego dnia widzimy tysiące osób, które mają potencjalną szansę wyjścia z tego obłędu, a mimo to, zwiedzone nowymi cieniami z "jaskini platońskiej" wracają posłusznie na miejsce kaźni, gdzie dogorywa ich zagubiona w obłędzie jaźń. Nie chcą wiedzieć, boją się zobaczyć. Są jak glina. Miękka i gotowa na uformowanie pod dyktando każdego i o każdej porze. Czy to jednak wszystko, na co Ciebie stać człowieku?

"Be water my friend"- powiedział kiedyś Bruce Lee. Nie przestawaj płynąć, zawsze szukaj ujścia. Bądź cierpliwością kropli i mocą wodospadu. Poczuj to. Drąż. Wtedy żadna przeszkoda nie zwiedzie cię, oraz nie będzie w stanie Cię zatrzymać. Nigdy...

 

Na podstawie "Lękliwa iluzja życia"- Wojciech "Dydymus" Dydymski.  

Źródło zdjęć: internet. 

Grafika: Jamie Heiden