piątek, 25 października 2013
Góry Bystrzyckie / Orlickie 2013
Dzień 2- Duszniki-Zdrój
Dzień w całości lajtowy i podporządkowany zwiedzaniu centrum miasteczka, oraz Zdroju. Pogoda od samego rana rewelacyjna, choć na termometrze tylko około pięciu na plusie i dość silny wiatr.
Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy do głównej atrakcji turystycznej Dusznik czyli- Muzeum papiernictwa; ulokowanym w zabytkowym budynku z XVIIw, z malowniczo rozczłonkowaną bryłą, krytym gontem dachami i ozdobnymi, wolutowymi szczytami.
Muzeum jest swoistą perełką nie tylko w skali kraju, ale też...Europy.
Papiernia powstała w XVI w., w 1562r. kupił ją przybyły z Saksonii Mikołaj Kretschmer, który odnowił i rozbudował zakład. Produkowany przez niego papier ze znakiem wodnym wyobrażającym św.Piotra z kluczami, znany był na Śląsku z wysokiej jakości.
Wytwarzano go ze szmat lnianych oraz kleju z kości i skór baranich, na jakość wpływ miało podobno używanie wody mineralnej. Papier ten uważano za "nieśmiertelny"-znany jest fakt, wydobycia z zatopionego statku dobrze zachowanych kart ze znakiem wodnym z Dusznik.
W 1601r. powódź niemal całkowicie zniszczyła papiernię, lecz odbudowano ją do 1605r.
Georg Kretschmer w uznaniu zasług otrzymał od cesarza Rudolfa II w 1607r. tytuł szlachecki i nazwisko von Schenkendorf. Następnymi posiadaczami (od 1706r.) byli przybyli z Czech- Hellerowie.
Anton Heller młodszy unowocześnił produkcję, wprowadzając tzw. holender do rozcierania szmat na masę papierniczą, oraz-jako pierwszy na Śląsku- maszynę do gładzenia i impregnowania papieru (1742) [...]
Od 1750r. Hellerowie byli oficjalnymi dostawcami papieru dla urzędów wrocławskich i otrzymali dziedziczny tytuł "królewskich papierników" [...]
W 1767r. zakład ponownie uszkodziła powódz. Podczas odbudowy powstał mostek nad Bystrzycą i ośmioboczny pawilon wejściowy, nakryty baniastym hełmem.
Po kilku zmianach właścicieli, podupadłą papiernię kupił na licytacji w 1822r. Josef Wiehr z Ząbkowic Śląskich, który przywrócił jej wyrobom dobrą klasę. Jego znak wodny przedstawiał jeźdźca na koniu, z inicjałami JW. Na początku XXw. chciano rozebrać obiekt i zbudować na jego miejscu nowoczesną fabrykę, ale papiernią zainteresowali się konserwatorzy zabytków. Uzyskana dotacja umożliwiła zachowanie obiektu. W 1968r. po remoncie, utworzono tu muzeum.
Młyn na zdjęciu z lat 20. XXw.
Obecnie w muzeum ukazana jest historia i technologia produkcji papieru. Znajdziemy tu starodruki z epoki, spory zbiór filigranów (matryce znaków wodnych) i oryginały oraz repliki różnych ciekawych urządzeń. Dużą atrakcją jest mieszczący się w piwnicach czynny zakład produkcyjny, w którym zwiedzający mogą oglądać wytwarzanie papieru czerpanego w tradycyjnej technologii. Dość powiedzieć, że w Europie istnieją jeszcze tylko cztery podobne!
Budynek muzeum to oczywiście architektoniczne cudeńko. Gdzieniegdzie zachowały się jeszcze polichromie z XVII i XVIII w., przedstawiające sceny rodzajowe oraz motywy roślinne. Nie muszę zatem nadmieniać, że panuje tu wyraźnie wyczuwalny klimat całkowitego wtopienia się w historię. A jak zejdziecie do piwnicy i poczujecie jeszcze specyficzną woń świeżo wyprodukowanego papieru to... :)
Zatem Muzeum Papiernictwa, to obowiązkowy punkt przy poznawaniu nie tylko samych Dusznik, ale też- całej Ziemi Kłodzkiej. Gorąco polecam!
Następnym przystankiem na drodze naszego zwiedzania była starówka. Praktycznie jest to Rynek, wraz z kilkoma dolotowymi uliczkami. Na jednej z nich znajduje się barokowy kościół parafialny śś. Piotra i Pawła z lat 1708-30. Dusznicki rynek otaczają XIX i XX- wieczne kamienice. Sporo z nich pochwalić się może renesansowymi sklepieniami i barokowymi portalami. Kiedyś, wszystkie domy otaczające rynek miały handlowe podcienia, które zlikwidowane zostały przez władze pruskie przy odbudowie po dużym pożarze w 1844 r.
Rynek ozdabia też ciekawa kolumna maryjna z 1725 r.,dłuta świdnickiego rzeźbiarza Jerzego Leonarda Webera (artysta wykonał wiele rzeźb dla Cieplic, Namysłowa i Wrocławia), a także atrakcja dla turystów- XIX- wieczny "fałszywy pręgierz", wykonany podobno z dawnego ogrodzenia Parku zdrojowego. :)
Dla mnie swoistą "wyprawą w przeszłość" było odwiedzenie dworca kolejowego. Nie wiedzieć czemu to właśnie miejsce, (oprócz kilku w samym parku) zapamiętałem najbardziej z odległego pobytu tutaj. Co do samego dworca cieszy fakt, że wreszcie wzięto się za rewitalizacje linii kolejowej Kłodzko- Kudowa Zdrój (nota bene, jednej z piękniejszej w Sudetach), a tym samym znalazły się wreszcie fundusze na remonty wszystkich stacji na owej trasie. Na razie prace trwają wybiórczo, ale być może pod koniec przyszłego roku, linia zacznie wreszcie funkcjonować. Myślę że byłaby to nie mniejsza atrakcja, niż działająca już Kolej Izerska w Sudetach zachodnich. Oby starczyło tylko pieniędzy i...chęci.
Po południu zawitaliśmy w część zdrojową. Składa się ona z dość obszernego parku, otoczonego "leczniczą infrastrukturą" i wieloma ciekawymi domami zdrojowymi, jeszcze z końca XIX i początku XX w.
Park Zdrojowy jest wizytówką Dusznik, zatem prawie każde miejsce wygląda tu na wychuchane i odpowiednio zaaranżowane. A historia?
Mimo że dusznickie wody mineralne były znane prawdopodobnie już w XV w., ich wykorzystanie nie wykraczało poza krąg lokalny. Pierwsze znane zródło nosiło nazwę "Zimny Zdrój". Do rozwoju uzdrowiska przyczyniła się dopiero polityka dworu pruskiego po zajęciu Ziemi Kłodzkiej w II poł. XVIII w. W 1748 r .[...] przeprowadzono pierwszą analizę wody, a kilka lat potem polecono władzom miasta objąć pieczę nad zródłem, oczyścić je i obudować. [...] W 1777 r. komora królewska wydała oficjalne oświadczenie, że wody dusznickie mają właściwości podobne do modnych wówczas wód chebskich, co miało duże znaczenie dla popularyzacji miejscowości. [...] W 1797 r. odkryto drugie źródło- "Letni Zdrój". Woda z niego była silniej nasycona dwutlenkiem węgla i miała podwyższoną temperaturę. W tymże roku na koszt miasta obok "domu źródła", zbudowano szopę, gdzie w sześciu pokoikach zaczęto stosować ciepłe kąpiele.[...]
Wkrótce stosowano w Dusznikach także inne kuracje, min. krowim, kozim, a nawet oślim mlekiem oraz żętycą, wzorowane na praktykach uzdrowisk szwajcarskich i karpackich. Ich inicjatorem był królewski radca medyczny dr Georg Philipp Mogalla, którego publikacje przyczyniły się do spopularyzowania tutejszych wód leczniczych. [...]
W XIX w. liczba kuracjuszy szybko rosła. W latach 1803-04 miasto wykupiło parcele, na których znajdowały się oba źródła i wkrótce powstał tam cały zespół budynków. Zdrój połączono prostą promenadą z miastem. W 1817 r. odkryto kolejny wypływ, nazwany "Źródłem Ulryki" (obecnie odwiert "Jan Kazimierz") a w latach 30 [...] doszło kilka innych.
Cześć zdrojowa. Koniec lat 20.
Naprawdę sporo zabytkowej infrastruktury przetrwało do dziś. Wiele domów pochodzi jeszcze z lat 60 i 70 XIX w., choć niestety kilka budynków bezpowrotnie zniszczyła powódź, w 1998 roku. W parku znajdziemy niemało elementów podkreślających szczególną estetykę tego miejsca. Mnóstwo klombów, rzeźb, fontann (ze słynną wielką- tryskającą na 30m. w górę), oraz sporo tzw. małej architektury (altany, muszle koncertowe).
Dzisiejszą bazę leczniczą stanowi głównie Zakład Przyrodoleczniczy świadczący pełną gamę usług, oraz dwa szpitale uzdrowiskowe i liczne sanatoria. Co za tym idzie, znajduje się tu liczna gama ośrodków wypoczynkowych, hoteli, pensjonatów i restauracji.
Niestety, moja zabawa w detektywa nie okazała się owocna i nie odnalazłem domu wczasowego, w którym zimą 1981 r. spędziłem z rodzicami dwa tygodnie. Jednak z tego co się dowiedziałem, w tej części właśnie, na początku lat 90. kilka domów zostało rozebranych, zaś kilka następnych wyburzono po wspomnianej już wcześniej powodzi. I być może tu znajduje się rozwiązanie całej zagadki.
Duszniki- Zdrój to jedno z wielu sudeckich miasteczek, o bardzo miłej atmosferze, ładnym położeniu, ciekawym kolorycie i bogatym rysie historycznym. Posiada swój integralny klimacik, jak Chełmsko Śląskie, Lubawka, Złoty Stok, Kowary czy wiele podobnych i oferuje na tyle dużą dawkę atrakcji, że zadowolony będzie zarówno sędziwy kuracjusz, jak i aktywny łazik, lubiący "pobiegać" po okolicy. Gdy będziecie w pobliżu- wpadnijcie tam koniecznie. :)
Kościół śś. Piotra i Pawła
Młyn papierniczy
Widok sprzed młyna na Bystrzycę Dusznicką
Wnętrza
...
Ekspozycja historii papiernictwa
c.d.
Znaki wodne na dawnym papierze
Ekspozycja c.d.
Salki są schludne i idealnie zagospodarowane
Model historycznej maszyny
Niektóre z urządzeń przywodzą na myśl te, z laboratorium fizycznego ;)
Różne próbki
Eksponaty wzbogacone są wieloma planszami
Kolejny model dawnego urządzenia
Papier z kupy słonia? A czemu by nie... :)
Zejście do piwnic...
Gdzie obejrzeliśmy proces wyrabiania papieru, czerpanego w sposób tradycyjny
Kadzie...
I tajemnicze zbiorniki
Prasa kojarzyć się mogła ze średniowiecznym narzędziem tortur ;)
Na placu za budynkiem, gdzie zgromadzona jest min. ekspozycja starych maszyn
Ozdobne szczyty dachu pięknie wyróżniają cały budynek
Jakaś dawna maszyna tłokowa
I inna- już nieco mniejsza
Doskonale zachowane tabliczki firmowe
Sporych wymiarów bęben (tzw. rafka) do zbierania zanieczyszczeń z papieru
Rzut oka na muzeum z przeciwnej strony
Dusznicki Rynek
...
Pierzeja wschodnia
...
Kolumna maryjna J.L.Webera z 1725 r.
Droga prowadząca na stacje
Widok sprzed niej, na miasteczko. Ten obraz dość dobrze zapamiętałem z dzieciństwa
I stacyjka w całej okazałości
Odnowione elementy peronu
Szczegóły
Malowniczą uliczką wracamy do centrum
W centrum
Cześć zdrojowa. Jeden z domów z początku XXw.
Klasztor franciszkanów z lat 1925-26
Zabytkowa stacja pogodowa...
I zwieńczenia jej daszku
Dworek Chopina (obecnie Teatr Zdrojowy)- jedna z głównych atrakcji tej części Dusznik
Pijalnia wód mineralnych. Ten obraz też utrwalił mi się w pamięci
Syfony źródeł "Pieniawa Chopina" i "Jan Kazimierz" (obie wody...przepyszne)
Muszla koncertowa
Główne ujęcie "Pieniawa Chopina"
Jedna z kilku fontanienek
I największa z nich- "Kolorowa fontanna"
Nad Zielonym Stawem
Malownicza alejka w południowej części Zdroju...
I główna ulica, położona równolegle do niej
Dawne domy zdrojowe
Czarny Staw- miejsce niegdyś bardzo popularne wśród kuracjuszy...
Dziś sprawia wrażenie trochę zapomnianego
Kolejny cieszący oko budyneczek
Dusznicki Jan Nepomucen
Główny deptak- ulica Mickiewicza
Zachowany na jednej z kamienic, herb cechowy
c.d.n.
Źródło cytatów: W.Brygier, T.Dudziak: Ziemia Kłodzka- przewodnik. "Rewasz" 2010
Zdjęcia z epoki: http://www.antik-falkensee.de/
poniedziałek, 21 października 2013
Miejsce
Zimno.
Poruszam
się po omacku. A jakby tego było mało, nogi już prawie odmówiły posłuszeństwa.
Korytarz jest dość wąski. Rozpostartymi rękoma dotykam ścian. Czasami to pomaga
w utrzymaniu równowagi. Czasami przeszkadza. Dłoni nie czuje od dobrego kwadransa. Pewnie już po nich. Nie wieje tu i to jedyny plus. To znaczy, nie tak
jak na zewnątrz, bo ruch powietrza i tak dość spory. Od czasu do czasu słyszę
płynącą wodę. Takie niewinne strumyczki, co to potem przybierają oblicza
rwących rzek. Tu, w górach, grawitacja ma większe pole do popisu.
Przypomniałem
sobie o tym skrócie niedawno. Byłem już kiedyś w tej sztolni , ale nigdy zimą.
Teraz z trudem ją poznawałem. W obłączkach pary sunąłem do przodu. Każdy krok
zbliżał mnie do akceptacji faktu, iż zabłądziłem. Zastanawiałem się gdzie
popełniłem błąd. Odnogi były tylko dwie. Miałem skręcić w drugą. Jednak to, co
widziałem teraz, nie pokrywało się z obrazem utartym i znajomym. Coś było nie
tak.
Niebawem
już posiadłem pewność. Korytarz zmalał tak raptownie że musiałem dalej na
czworaka. Walczyłem jeszcze z myślą by zawrócić ale zrezygnowałem. Trzeba do
przodu. Jak trafię na zawał, to najwyżej wtedy. Ale póki co ten ruch powietrza,
więc warto. Musi tam istnieć wyjście. Wyobrażacie sobie? Włażę tu, pod ziemię,
by skrócić sobie drogę, by przejść tak dwieście metrów i nie trawersować zbocza
które zimą jest nieosiągalne i co? Wpadam w jeszcze większe gówno. Z deszczu
pod rynnę, jak mówią. Po kilku minutach bolą mnie już kolana i łokcie. W
dodatku uderzam boleśnie twarzą w jakiś wyłom. Coś ciepłego zaczyna spływać po
policzku. Prosto za kołnierz kurtki. Bluzgam cicho i sunę dalej. Korytarz nie
odpuszcza. Robi się bardziej wilgotno i niebawem brodzę w lodowatej wodzie.
Wciąż na czworakach. Kucam co chwilę i z trudem łapię oddech. Trzęsie mną jak
nigdy. Zastanawiam się ile przeszedłem i gdzie się znajduję. Nie mam za bardzo
sił, by panikować. Raczej chłodno kalkuluje. Nic się nie zgadza, ale nie
zamierzam ustępować. Pomału robię się głodny. O zimnie nie wspomnę. Czasem
wydaje mi się że dostrzegam światło. Ale to wyobraźnia. Kilka razy już się na
to łapałem. Przyśpieszałem wtedy nawet i nie zważając na ból gnałem do przodu.
A potem już tylko rozczarowanie. Przygotowuję się pomału na to, iż majaki wrócą
niebawem ze zdwojoną siłą. Nie inaczej.
Ostatnią
przytomnością umysłu podejmuje decyzję o powrocie. Trudno. Muszę. Ale po
niedługim czasie mam dość. Dochodzę bowiem do rozwidlenia, którego wcześniej
nie było. Tak mi się przynajmniej zdaję. Ale mogłem się mylić bo tu, po omacku
świat podlega innym prawom. Cały zesztywniały z zimna i bezsilności łapię
ostatnie promyczki nadziei. Jednak to bez sensu. Oczy wypatrują do bólu
chociażby jakiegoś zarysu, fragmentu, którego mógłbym się chwycić i dzięki temu
ocalić skórę. Nic z tych rzeczy. W końcu padam na twarz. Po prostu ręce i nogi
ostatecznie odmawiają posłuszeństwa. Jest w tym pewien paradoks, bo tonącą
świadomością odbieram jakieś rozmowy, krzyki, nawoływania. Chyba też
poszczekiwanie psa. Może więc jednak...
***
Horska
sluzba miała nielichą zagwozdkę, by odkryć jakim cudem Andrzej M. znalazł się z
tej strony góry. Szczególnie teraz, gdy oba wejścia do sztolni są przysypane prawie dwumetrową warstwą śniegu, a brnięcie szlakami
pieszymi to rzecz bardzo uciążliwa. Ale nie dziwili się zbytnio, gdyż jak żywo
pamiętali incydent sprzed ośmiu lat. Ten sam rejon, też zima, też wiatr
rwący ze zboczy na złamanie karku. I tylko jedna osoba z grupy czterech
licealistów, którą po dwóch dniach odnaleziono. Ledwie żywą. I potem jej
chaotyczna opowieść, momentami przypominająca film fantastyczny. Tak. Polskie
służby powinny już dawno zająć się zasypaniem wejścia do sztolni. A my tu
również z tymi dzikimi szybami, które tylko straszą i zwiastują kolejne
nieszczęście. Tak, najwyższy czas. A jak nie zrobią tego inni, to zrobi to on,
Pavel Nazak - sam, ewentualnie razem ze swoim kuzynem. Tak gorączkowo myślał,
wracając po akcji służbowym Land Roverem do placówki w Harrachowie.
Dwa
tygodnie później Pavla szukali wszyscy. Koledzy z firmy, ochotnicy, policja i
rodzina. Co ciekawe, zniknął też jego kuzyn, ale to akurat nie dziwiło nikogo.
Wszyscy wiedzieli że to lejek i moczymorda jakich mało, więc zapewne znajdzie
się jak tylko wytrzeźwieje.
Nie
znalazł się jednak. Pavla też szukano przez
ponad miesiąc. Bez rezultatu.
Po jakimś czasie nastała wreszcie wiosna. Śniegi ospale ruszyły i spłynęły tysiącami strumyczków w dół zboczy. Sztolnia stała się bardziej dostępna.
Po jakimś czasie nastała wreszcie wiosna. Śniegi ospale ruszyły i spłynęły tysiącami strumyczków w dół zboczy. Sztolnia stała się bardziej dostępna.
P.S. Tekst powstał, jako luźna interpretacja kilku "lokalnych opowieści".
Przy okazji, serdecznie pozdrowienia dla Pana Mariana z Michałowic. Do zobaczenia w przyszłym roku :)
czwartek, 17 października 2013
Trochę jesieni...
Uchwyconej w pobliskich parkach, na skwerach i w innych miejskich zakamarkach.
Niech zatem słowa w tym wpisie, zastąpione zostaną kolorytem tej wyjątkowej pory roku. :)
P.S. Warto zajrzeć do Arka, by pozachwycać się jesiennymi Karkonoszami:
http://arkadiuszkucharski.blogspot.com/2013/10/karpacz-wang-samotnia-strzecha.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































































