sobota, 25 kwietnia 2020

Góry Krucze / Zawory 2017


Na potrzeby tej relacji, skłoniłem się do nieco innej niż zwykle geograficznej terminologii. Zrobiłem to by jeszcze lepiej uściślić, o jaki dokładnie tym razem obszar naszej sudeckiej eskapady idzie.
A zatem Góry Krucze- mikroregion Gór Kamiennych, ich część najdalej położona na zachód, o dość nietypowym jak na te góry przebiegu- z północy na południe. Zbudowane ze skał wulkanicznych i osadowych, tworzą krajobraz charakterystyczny dla całego mezoregionu, gdzie znakiem rozpoznawczym są min.strome zbocza, głęboko wcięte doliny potoków oraz stosunkowo niewielka (jak na Sudety), liczba odsłonięć skalnych. To był nasz pierwszy wypad w to pasmo. Drugim bardzo ciekawym, choć trochę zapomnianym turystycznie regionem są Zawory- najdalej na północ wysunięta część Gór Stołowych, sięgająca aż Kotliny Krzeszowskiej. Znajdują się one po obu stronach granicy, a ich polska część jest dość wąska i ułożona jakby w kształt rogala, sięgającego okolic czeskich Polic nad Metują. Zatem z tej strony, Zawory są jakby przedpolem dla zbitego bloku Adršpašskoteplickych skal, będących znamienitą i bardzo popularną wizytówką całego pasma. Jednak tak jak nie poznaliśmy wszystkich zakamarków Gór Kruczych, tak też nie udało nam się dotrzeć do każdej atrakcji Zaworów, na które to trzeba by przeznaczyć jeszcze więcej czasu. Ale...coś tam podczas tego wyjazdu zobaczyliśmy. Dziś już wiemy, że absolutnie warto było się tam wybrać i poznać tę część Sudetów Środkowych, bardzo zróżnicowaną i bogatą nie tylko w cudeńka Natury, ale także skarby historii oraz dziedzictwa kulturowego.
Naszym punktem startowym była tym razem Lubawka, niewielkie miasteczko, któremu oczywiście poświęcę za jakiś czas więcej miejsca. Póki co, pakujemy plecaki i...na szlak. :)

Część 1- Lubawka- Krucza Skała- Rozdroże Trzech Buków- Krzyżówka BHP- Zelezna stezka- Sedlo U buku- Kralovecky Spicak- Głazica- Szeroka- Polska Góra- Bógdał- Krucza Dolina- Lubawka

Pierwszy dzień tego październikowego wyjazdu, charakteryzowała dość zimna i wietrzna aura, choć na szczęście pogodnego nieba nie zabrakło. Lubawkę opuściliśmy około ósmej, od razu kierując się na południe, w stronę szlaków zielonego i niebieskiego. Przekraczamy ulicę Szymrychowską i dochodzimy do Przyjaciół Żołnierza. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów i mijamy zakłady "Lubatex", którego budynki stoją już na samym wylocie z miasta. Małą "gruntówką" kierujemy się na południe, podziwiając coraz ładniej wyeksponowane, pierwsze od tej strony wzniesienia Gór Kruczych. Wkrótce szlaki się rozchodzą. Niebieski odbija w prawo, kierując się w stronę Kruczej Doliny. My jednak wybieramy znaki zielone, po których rozpoczynamy wspinaczkę północnymi stokami Kruczej Skały. Prawie od samego początku robi się stromo i momentami ślisko, kiedy to natrafiamy na wystające z ziemi połacie wilgotnych skał wulkanicznych (głownie porfirów i ryolitów), budujących wiele szczytów w tej części Gór Kamiennych. Ostatnia część podejścia jest najbardziej męcząca. Wąski szlak, momentami błotnisty, stwarza tutaj realne ryzyko poślizgu. Kilkanaście metrów pod szczytem, spotyka mnie taka właśnie "niespodzianka". Stopa gwałtownie osuwa się po mokrej ziemi oraz korzeniach i tracę równowagę. Ciężki plecak przechyla mnie na bok i gdy już gleba wydaje się być nieunikniona, z opresji ratuje mnie...kijek. W ostatnim momencie zadziałał niczym zbawienna podpórka. Prawie "jęknął" pod całym ciężarem moim i plecaka, ale na szczęście wytrzymał. :) To był już ze trzeci raz jak liczę, kiedy owo pożyteczne narzędzie pomogło mi podczas szlakowych perypetii.:) Niebawem docieramy na wierzchowinę, od razu kierując się na tutejszy punkt widokowy. Obejmuje on wgląd w początkowy odcinek Kruczej Doliny, Dolinę Miłości, oraz grzbiet ze szczytami Sępia Góra, Bógdał, oraz Golicowa Kopa. Widać też stąd ładnie okolice Lubawki, z dominującą nad nią Świętą Górą, a także dalej położone Wzgórza Bramy Lubawskiej i oczywiście...wschodnie Karkonosze. W stronę przeciwną "wystaje" kawałek Gór Wałbrzyskich, z najlepiej widoczną stąd kopułą Chełmca. Ale to już nieco powyżej głównego punktu widokowego, przy skałce, gdzie posadowiona jest mała ławeczka z której można w spokoju pokontemplować owe widoki. Pobyliśmy tam chwilę, zmagając się z wciąż przenikliwym i chłodnym północno- zachodnim wiatrem. Gdyby nie on, zapewne zostali byśmy tam dużo dłużej, bo miejsce wyjątkowo ładne.

Krucza Skała (Rabenstein), pod koniec lat 20 XXw.

Dalsza droga wiedzie nas na południe, wciąż za znakami zielonymi. Idziemy obrzeżem rezerwatu "Kruczy Kamień", który został utworzony w 1954 roku, celem ochrony najwyższych partii Kruczej Skały, oraz jej zachodnich stoków, stromo opadających w dolinę potoku Raba. Mamy teraz do pokonania dość rozległe siodło, pomiędzy Kruczą Skałą a Starcem. Szlak w dużej mierze prowadzi tutaj lasem, choć gdzieniegdzie prześwitują widoki na grzbiet z drugiej strony Kruczej Doliny. Wiatr wśród drzew traci swoją moc, zatem idzie się całkiem dobrze i do tego łatwym trawersem. Niestety po jakimś czasie trafiamy na zmorę dzisiejszych czasów, czyli kolejną zmasowaną wycinkę. Droga którą zmierzamy, pozawalana jest w kilku miejscach pniami wyciętych świerków, toteż zmuszeni jesteśmy obchodzić wszystko bokami. Na szczęście pas zniszczeń nie ciągnie się zbyt daleko i dalej przemieszczamy się już bez komplikacji. Najbardziej cieszy nas wspaniała pogoda, bo choć wietrznie, to najważniejsze że słońca dużo, a przez to koloryt tej magicznej pory roku, objawia się niezwykle urokliwie. Kilka razy na szlaku znów pojawiają się ciekawe widoczki i to nie tylko na okoliczne wzniesienia, ale ponownie sięgające Karkonoszy. Po stosownym czasie osiągamy okolice partii szczytowej Skowrończy i jest to znak, że dochodzimy do pierwszego istotnego węzła szlaków, czyli Rozdroża Trzech Buków.
Stykają się tu szlaki zielony, niebieski, jeden rowerowy, oraz dwa dydaktyczne, w tym jeden specjalnie dla amatorów nordic walking. Jednak na szczęście tłoku nie ma. Jak do tej pory zresztą, nie spotkaliśmy nikogo (oprócz pilarzy), zatem możemy przypuszczać, że dalej będzie tylko podobnie. Obok rozdroża stoi niewielka wiata, jednakże niepierwszej już "świeżości". Zatrzymujemy się tu na chwilę, by ogrzać się gorącą herbatą i wrzucić coś "na ząb".
Dalej zmierzamy już szlakiem niebieskim (zielony na rozdrożu odbija w lewo), kierując się wciąż sporym wypłaszczeniem, między wzniesieniami Widok a Długa Góra, w stronę następnego skrzyżowania dróg. Z widokami dość słabo, bowiem idziemy cały czas lasem, choć wcześniej parę razy miga nam w niewielkich przecinkach grzbiet Zaworów.
Bez problemu docieramy do Krzyżówki BHP, gdzie porzucamy szlak niebieski (odbijający w stronę Chełmska Śląskiego) i "przeskakujemy" na czerwony szlak dojściowy, którym zamierzamy podejść aż pod granicę. Odbija stąd jeszcze szlak żółty, ale jego zostawiamy sobie już na inny dzień. :)
Na początku droga wiedzie trawersem Zajęcznika  i Owczej Głowy, szczytów, których stoki dość stromo opadają ku stronie północnej. Następnie teren się wypłaszcza i dopiero w końcowej fazie wędrówki tym szlakiem, znów się zmienia, a nam przychodzi pokonać strome, choć na szczęście krótkie podejście pod zielony szlak graniczny.
Dalej wstępujemy na niewielką drogę schodzącą ku Dlouhé údolí. Tu już dobrze widzimy kolejny cel naszej dzisiejszej wycieczki, czyli Královecký Špičák- najwyższy szczyt Gór Kruczych. W dolince napotykamy szlak niebieski (Hrebenova cesta), którym podchodzimy stopniowo w okolicę kulminacji Kozlik, a następnie rozdroża U buku. Wiatr jeszcze czasem daje o sobie znać, ale ogólnie jest sporo cieplej niż nad ranem. Z rozdroża i nieco za nim, rozpościerają się bardzo ładne widoki w stronę Rychorów i wzgórz otaczających Žacléř. Stąd mamy już blisko do kolejnego, za którym rozpoczynamy właściwe podejście pod warstwę szczytową Szpiczaka. Na szczęście po lekkim trawersie, gdyż nachylenie jego stoku jest tutaj nieliche. Szlak prowadzi na górę dość szerokim półkolem, ale wreszcie docieramy na sam szczyt. Na miejscu robimy sobie postój na posiłek i obowiązkowe podziwianie widoków. Dominują głównie Karkonosze, od Rychorów, poprzez Grzbiet Lasocki, Kowarski, oczywiście Śnieżkę i okolice Černej hory. Są też wymienione już wcześniej wzniesienia otaczające Žacléř, oraz dalsze, gdzieś w okolicach Trutnova. Ogólnie jest czym cieszyć oczy, choć raczej tylko w kierunku zachodnim. Pozostałe zasłania rosnący tu gęsto las mieszany. Na wierzchołku znajduje się też przekaźnik telefonii komórkowej, którego promieniowanie chyba ze dwa razy zakłóciło działanie naszego aparatu. Nic więc fajnego, szczególnie wtedy, kiedy planuje się dłuższy pobyt w takim miejscu. My jednak mimo wszystko trochę posiedzieliśmy, gdyż okoliczności przyrody oraz widoki, zbyt mocno zachęcały.
W końcu jednak trzeba było się ruszyć. Do rozdroża wracamy po swoich śladach, po czym ponownie przebijamy się w stronę granicy. Tu, znów na szlaku zielonym, rozpoczynamy wędrówkę w kierunku północnym, tzw. Hrebenovką. Szlak prowadzi cały czas lasem, poprzez grzbiet Głazicy a następnie Szerokiej. Po jakimś czasie osiągamy Polską Górę i odbijamy w kierunku wschodnim. Tu znajdujemy ciekawe miejsce, czyli zapomniany punkt widokowy, ulokowany na jej północnym zboczu. Mała galeryjka znajdująca się na wychodni porfirowych skał jest dziś trochę ukryta, ale od strony czarnego szlaku rowerowego którym podążamy, w miarę widoczna. Zachowała się jeszcze metalowa barierka i stojak od tablicy. Posadowiono też tutaj małą ławeczkę, co każe przypuszczać, że od czasu do czasu ktoś tu jednak zagląda. Widoki są dość ograniczone i koncentrują się głównie na Wzgórzach Bramy Lubawskiej, w najbliższym otoczeniu Jeziora Bukówka. W tle zaś możemy cieszyć się skrawkiem Rudaw Janowickich oraz Lasockiego grzbietu Karkonoszy. Okolicę Śnieżki zakrywają drzewa, a Lubawkę widać w okrojonym stanie, gdyż jej centrum przysłonięte jest już gałęziami. I znów...przy odrobinie chęci i niewielkich wydatkach, można by przecież odpowiednio zadbać o to ciekawe miejsce. Być może dzięki temu, ta część Gór Kamiennych stała by się nieco bardziej rozpoznawalna. A tak...

Widokówka z przełomu lat 20/30 XXw., przedstawiająca wylot Kruczej Doliny. W tle Krucza Skała oraz Sępia Góra (z prawej).

Nasza dalsza trasa, to urokliwy marsz trawersem, pomiędzy wzniesieniami Sępia Góra, Bógdał, oraz Golicowa Kopa, a następnie stopniowe zejście do Kruczej Doliny, będącej jednocześnie doliną potoku Raba, wypływającego gdzieś ze stoków Leszczówki. Przy zachodzącym słońcu i nietuzinkowej grze świateł, osiągamy pierwsze zabudowania Lubawki. Pierwszy dzień na szlaku, okazuje się być nad wyraz udany.

Poranek jest pogodny, choć chłodny i wietrzny

Pierwsze widoki, jeszcze z samej Lubawki...

zaś nieco później, z jej wylotowych ulic

Szlak w Góry Krucze

Wchodzimy na pola...

mając za sobą część Lubawki (z zakładem "Lubatex"), oraz Karkonoszami gdzieś w tle

Cześć osiedla Podlesie (daw. Ulanowice), ze Świętą Górą z tyłu

Pierwsze podejście...

i widoki zza pleców

Robi się coraz stromiej...

ale widoki ulegają poprawie...

bowiem drzewa zasłaniają coraz mniej

Strome, zachodnie stoki Kruczej Skały

Chwilę idziemy malowniczą granią...

następnie rozpoczynając już właściwe podejście

Znów stromo, ale to w końcu...Góry Kamienne (jakieś dwadzieścia metrów wyżej, o mało co nie zaliczam gleby)

Widoki coraz obszerniejsze

c.d.

I jesteśmy na szczycie

Lubawka jak na dłoni, podobnie jak Brama Lubawska i położone dalej Rudawy Janowickie

Zaraz zmierzamy na widokowy "balkonik"

Pięknie prezentują się stąd nie tylko Karkonosze...

ale też najbliższe grzbiety Gór Kruczych, z Sępią Górą i Bógdałem

Widok na dalszą część Kruczej Doliny

Impresja z jesienną brzózką

Nieco wyżej, jest nawet mała ławeczka

Widok na północny wschód...

gdzie na ostatnim planie majaczą Góry Wałbrzyskie

Trawy na Kruczej Skale

Ruszamy na południe

Nieco później, przy pierwszych przeszkodach

Na szczęście, pas wycinki nie jest rozległy

Zielonym szlakiem

Dość często pojawiają się widoki. Na najbliższe grzbiety...

oraz dalsze pasma, już w Sudetach Zachodnich

Słoneczko umila wędrówkę :)

c.d.

Osiągamy Rozdroże Trzech Buków

Za nim, przelotnie dostrzegamy graniczny grzbiet Zaworów

Niebieski szlak

Odbijamy na zachód

Kolejne rozdroże, czyli Krzyżówka BHP

Za nią, wybieramy szlak czerwony i trawersujemy Zajęcznika

Niewielkie wypłaszczenie...

i rozpoczynamy kolejne podejście. Najpierw delikatne...

później już nieco bardziej karkołomne

Na krzyżówce ze szlakiem rowerowym...

za placami, znów wyłaniają się Góry Wałbrzyskie, z Chełmcem w roli przewodniej

Wreszcie osiągamy grzbiet graniczny

Po wyjściu z lasu pojawia się wreszcie on- Královecký Špičák...

oraz inne, pobliskie grzbiety czeskich Gór Kruczych (Vraní hory)

Schodzimy do Dlouhé údoli

W dolince

Zmieniamy kierunek

Mijamy mały, leśny tartak...

rozpoczynając kolejne podejście, gdyż Szpiczak już na nas czeka :)

Za plecami, widać dobrze graniczny grzbiet

Ostatnie metry...

i osiągamy Sedlo U buku...

skąd podziwiamy już świeże widoczki

Na niebieskim szlaku

Od strony zachodniej widać coraz więcej

c.d.

Najbliższe domki, to zabudowania wsi Bernartice

Ostatni węzeł szlaków przed szczytem

I zaczynamy. Szlak wiedzie trawersem. Całe szczęście, gdyż w przeciwnym razie zdobywanie Szpiczaka musiało by się odbywać na czworakach.

Trawers

Muchomory, przycupnięte na południowych stokach

Pod koniec szlak się zwęża, ale też wyraźnie prostuje

I docieramy

Zbliżenie na Karkonosze z "Królową", oraz najbliższą świtą

Grzbiet Lasocki i położona dalej Černohorská hornatina, z dobrze widoczną sylwetką Černej i Liščí hory

Na dalszym planie, wśród wzgórz, ładnie widoczny Žacléř. W prawym dolnym rogu, fragment podestu dla paralotniarzy.

Jesienny Královecký Špičák

Wracamy

c.d.

Zachodnie, bardzo strome zbocza szczytu Kozlik

Jeszcze rzut oka za siebie...

w stronę Głazicy (gdzie zmierzamy)...

oraz kopuły niedawno odwiedzonego- Szpiczaka

Ponownie lasem...

później słoneczną doliną...

by znów dostać się wyżej

Ruszamy na północ tzw. Hrebenovką

Słoneczne przecinki za Szeroką...

i dorodny bukowy las, na zejściu przed Polską Górą

Pod szczytem, znów otwierają się przestrzenie. Widać Lubawkę, północną część Gór Kruczych, a w tle Wałbrzyskie oraz Kaczawskie.

Zmieniamy kierunek

Jest trochę trawersu...

upiększonego stanowiskami samotnych skałek

Trafiamy na dawny punkt widokowy

Widoczki głównie na Bramę Lubawską z jej wzgórzami, Lasocki grzbiet i Rudawy Janowickie

Na zbliżeniu, dobrze widoczne lustro wody zbiornika Bukówka

Skalna wychodnia widokowa ze szlaku

Na szlaku rowerowym

Między drzewami, łapiemy widoki na Kruczą Skałę, gdzie byliśmy kilka godzin wcześniej

Stopniowe zejście

Mijamy nowe rozdroża...

zachwycając się jesiennym kolorytem Gór Kruczych

c.d.

Masywny grzbiet Sępiej Góry...

z trawersu wzniesienia Bógdał

Wreszcie schodzimy jeszcze niżej...

lądując na dobre w Kruczej Dolinie

Teraz z dołu, mamy możliwość podziwiać wulkaniczne, ostre iglice Kruczej Skały

c.d.

c.d.

c.d.

U wylotu Kruczej Doliny. Zdjęcie można porównać z tym

Na zachodzie, coraz bardziej chmurne Karkonosze

Zbliżamy się do podnóża Świętej Góry

W Lubawce





c.d.n.

Źródło archiwalnych fotografii: https://polska-org.pl/ 


   
                     
     

      

sobota, 4 kwietnia 2020

Nic śmiesznego


Nie. Nie będzie o filmie Marka Koterskiego. Tytuł wpisu, jest chyba jednak najbardziej adekwatny do tego, co akurat wyprawia się w naszym państwie i większej części Europy. Oczywiście również poza nią. Od dłuższego czasu przymierzam się by poruszyć jakiś "przyjemny i luźny" temat; zamieścić relację z kolejnego sudeckiego wypadu, wskrzesić nową prozę przyozdobioną liryką, czy napisać o czymś, co da mi należytą satysfakcję. Ale nie mogę...

Nie mogę, gdy widzę jak z dnia na dzień rośnie w siłę rządowy terror, wywołany przy pomocy fałszywej ideologii tzw. koronawirusa. Z dnia na dzień kurczy się nasza przestrzeń bytowania, a obroża założona na szyję, zaciskana jest coraz mocniej. Jest więcej niż pewne, że między 1 kwietnia a 10 maja, nastąpi przełączenie nadajników 5G (60GHz) z trybu testowego, na tryb stały.
Wtedy to w dużych miastach, czy na autostradach nastąpi drastyczny wzrost promieniowania elektromagnetycznego, co w konsekwencji przyczyni się zapewne do wielu nagłych, niekorzystnych dla ludzkich organizmów efektów. O wielu z nich wspominałem we wcześniejszych wpisach (poddenerwowanie, depresja, skołowanie, senność, kołatanie serca, zawały, wylewy czy udary).
Za pomocą fałszywej epidemii oraz kwarantanny, osiągnięto plan, by zatrzymać zastraszonych ludzi w ich własnych mieszkaniach, przeobrażonych w najtańsze i skuteczne więzienne cele.
Wytworzono przy tym masową ideę, jakoby było to nowoczesne, bezpieczne i zgodne z poprawnością polityczną. I większość poszła za tym bez zmrużenia okiem...

To co jeszcze jakiś czas temu uważano za broń, dziś zmieniło całkowicie swój charakter. Stało się pierwszogatunkowym towarem i wyznacznikiem "jutra". Smartfony, Wi-Fi, Bluetooth, LTE, Hot Spot-y, poszły w ślady branży spożywczej lub medycznej, używającej naszego ciała jako worka na toksyczne odpady. Marionetki udające głowy państw i szefów rządów, z jednej strony wzmacniają wykreowane przedstawienie rzekomym zatroskaniem i obawą, z drugiej strony, namawiając do niemalże całkowitego przejścia na e-życie, które owocuje teraz jeszcze większym przebywaniem wokół szkodliwego promieniowania. Dodatkowo na fali ogromnego zagrożenia, buduje się system alienacji i nieufności wobec innych ludzi, nawet najbliższych. Łatwo osiągnąć im to wszystko, skoro wykorzystują zaprawione "w bojach" media, które jedne fakty wzorowo przemilczą, zaś inne poddadzą modelowej wręcz manipulacji.
https://ram.neon24.pl/post/153857,trumny-w-bergamo-i-dywanowe-szczepienia-przeciwgrypowe     

Karawana jedzie więc dalej. Trwająca obecnie na kontynencie wzmożona radiacja, zapewne doskonale "przykryje" fakt odpalania nadajników nowej częstotliwości. Jednakże osoby starsze, zaniedbane lub po prostu chorujące przewlekle, zaczynają masowo zapadać na choroby radiacyjne, które za pomocą czarodziejskich różdżek, stają się następnymi potwierdzonymi przypadkami koronawirusa. Trzeba coś robić i o czymś pisać, bo jeśli dla nieco ponad 2000 przypadków i ponad 30 zgonów paraliżuje się całe państwo, to historyjka powinna być naprawdę przekonywująca.
Jaka szkoda, że podczas tej prawdziwej gorączki i masowej histerii, rozsądek i wiedza ponownie została zdeptana i wywalona na śmietnik. No ale takie jest przecież założenie. Im mniej myślących, świadomych i zadających pytania, tym lepszy wynik i rezultat owej gry. Dlatego tak nienawidzą tych, którzy gdzieś zza kotary czasem wyniosą i przemycą to, co dla NICH cholernie niewygodne:
https://www.youtube.com/watch?v=1lIuYPHSE9Q&t=1s  

Jak dotąd, fałszywą hucpę z koronawirusem potwierdziło wielu lekarzy, a z dnia na dzień ich liczba rośnie. Są tu min. specjaliści wcale nie mniejsi niż dr Wodarg (dr Sucharit Bhakdi, dr Joel Kettner, dr John Ioandis, dr Yoram Lass, dr Pietro Vernazza, dr Frank Ulrich Montgomery, dr Yanis Russel, prof Hendrik Streeck, dr Anders Tegnell, prof Jay Bhattacharya, dr Tom Jefferson) i inni. 
Jak udowadniał już Bruce Lipton, największym zagrożeniem dla człowieka nie są grzyby, bakterie, wirusy czy pasożyty, ale...antygeny innego człowieka. Ich determinanta nie jest w stanie połączyć się z antygenami drugiego człowieka, co w konsekwencji prowadzi do "wojny genowej" wewnątrz organizmu. Jest to swoista alergia, bowiem dany człowiek uczulony będzie na innego, ponieważ nie będzie tolerował jego feromonów, potu, śluzu, łez czy spermy.
Antygen funkcjonuje jak ludzka jaźń, więc przez większość akademickiego kręgu wzajemnej adoracji, jest po prostu odrzucana. Ale przecież sen, myśl, czy słowo, choć nieuchwytne, też tworzą działanie ucieleśniające się w formie. Podobnie determinanta antygenowa, które jest ponadto unikalna i nie do podrobienia, jak linie papilarne konkretnej jednostki.
Powyższe sprawia, że gadka o skutecznych lekach czy szczepieniach, jest tylko mrzonką, serwowaną zastraszonym społeczeństwom, przez systemowych strażników od transhumanizmu i eugeniki, jak Bill Gates czy Raymond Kurzweil.

W celu wykreowania jeszcze większej paniki, do niezadowalających statystyk chorych i zmarłych na "nową" odmianę grypy, zaczęto dodawać chorujących na jej zwykłą odmianę, alergików oraz osoby cierpiące na rożne choroby autoimmunologiczne, o ofiarach "zwykłego" elektrosmogu nawet nie wspominając. Gdy w końcu koronawirusowa mgła ogłupienia rozproszy się, zobaczymy przepchnięte na fali "stanu wyjątkowego" ustawy, poprawki, nakazy i klauzule prawne, pozwalające rządzącym na dalsze nieskrępowane rozkradanie majątku narodowego, bogactw naturalnych czy dalsze przykręcanie śruby obywatelom, którzy po niechybnej zapaści ekonomicznej, masowo stracą pracę, dochody i nadzieję, co uczyni ich jeszcze bardziej sfrustrowanymi i zdesperowanymi.


Wszystko to jasno pokazuje, że jedynym wrogiem człowieczeństwa jest wciąż ta sama, niszczycielska mentalność hierarchiczna, która uczyni wszystko, by utrzymać władzę uprzywilejowanej garstki, nad podzielonym i skołowanym morzem ludzkości. Rządy marionetek, figurantów i podwykonawców kreują na naszych oczach nowy problem, który podparty odpowiednią zmanipulowaną narracją oraz swoistą siłą wyrażenia, w prostej linii przejść musi do podpunktu  reakcja, zmierzając do finału, jakim zawsze jest...rozwiązanie. Nota bene stary, wdrażany już niejednokrotnie scenariusz, przytaczany chociażby przez Noama Chomsky'ego, uznawanego za jednego z ICH najzdolniejszych strategów. Ale ludzie mają zbyt krótką pamięć...
Tak więc owe rządy i ich poplecznicy (w tym lekarze), unikają niebezpiecznych tematów typu choroba radiacyjna, czynniki rakotwórcze, oraz te od chorób przewlekłych, bagatelizując temat i stając po stronie korporacji, bankierów, urzędów i instytucji religijnych. Kilka tysięcy zarażeń na "wirusa medialnego", spycha w cień realny problem prawdziwej epidemii np. nowotworów, gdzie już w 2015r. śmiertelność przekroczyła 100tys. osób rocznie. Statystycznie sprawę ujmując, śmierć od 8-10 tys. Polaków miesięcznie (!) jakoś nikogo nie zatrważa, natomiast tych kilkadziesiąt ofiar epidemii ogłupienia- już wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że jak donoszą same oficjalne media, ofiary to głównie pacjenci chorujący na inne schorzenia współistniejące. Ale po cóż nagłaśniać prawdziwe zagrożenia i nakierowywać na to uwagę owieczek? Po co pisać i krzyczeć ze srebrnych ekraników, o prawdziwej depopulacji Polaków i kierunkach nadchodzących zagrożeń? A nuż komuś otworzy się klapka w głowie i wiedziony ciekawością oraz instynktem samozachowawczym, zapragnie samemu sprawdzić o co tu biega. A po co? Niech przetwarzają dalej wdrażany od rana do wieczora programming i niech się boją, posłusznie pozamykani w pudełkach swoich własnych domów.

Na naszych oczach dokonuje się właśnie deptanie ludzkiej wolności, niszczy się kreatywne działania, zabija się alternatywną edukacje, medycynę, oraz fizyczny pieniądz. Wszystko to ma wytworzyć sztuczny kryzys, topiący świat w jeszcze większym chaosie, co ułatwi władzy lepiej przygotować się do zaplanowanego resetu.

Co do wirusa grypy: każda jej forma i mutacja jest potencjalnie niebezpieczna, jednak wynika to głównie z braku należytej odporności u jednostki, która się z takową zmaga. Tyle że osobę w podeszłym wieku, schorowaną, lub będącą po poważnej operacji transplantologicznej, zabić może zarówno wirus grypy, jak i bakteria cholery, duru brzusznego, nie wspominając o sepsie. Zdecydowana większość lekarzy i naukowców, by kręcić się po stałej spirali bogatej w stanowiska, fetysze, tytuły i osobiste ołtarze sukcesu, staje się naiwnymi dziećmi przypuszczeń, kłamstw, domniemań i teorii, które zmuszają miliony istnień do swoistych samobójstw na raty, przypłacając to niejednokrotnie dużym procentem cierpienia, strachu oraz frustracji. Boją się rozegrać to inaczej, choć często sami wiedzą, że inne rozwiązanie istnieje. Ale wymaga to szerokiego otwarcia oczu i dostrzeżenia ogromu kłamstwa i cierpienia, wykreowanego dla potrzeb ideologii hierarchii. I wymaga też dużej odwagi, oraz niechybnego opuszczenia strefy (złudnego przecież) komfortu.

Na Ziemi nie istnieje problem przeludnienia, o jakim przekonują globaliści i spece od inżynierii społecznej. Problemem jest natomiast skupianie ogromnej ilości ludzi w zamkniętych ośrodkach miejskich, które służą za mega więzienia, skonfigurowane na coraz bardziej wnikliwą kontrolę każdej jednostki. Te sztuczne twory, wcale nie kreują jakiejkolwiek formy rozwoju czy zapewnienia bezpieczeństwa. Jeśli już dobre kilkadziesiąt lat temu, połączono wszystkie kontynenty za pomocą bezpiecznego kabla, to po co zainwestowano tyle kasy w bezprzewodową broń? Czemu powielono i wzmocniono fale, mające zgubny wpływ na ludzki umysł i emocje? Czemu zrezygnowano z technologii fotonowej lub neutrinowej?
Neutrina oddziałuje za pośrednictwem nieinwazyjnych oddziaływań grawitacyjnych, będąc tak przenikliwa, że bez przeszkody przez centymetr Ziemi zwróconej ku Słońcu, mogłoby ich przepływać całe dziesiątki miliardów (!).

Tak oto smakuje gorzka prawda moi drodzy. Klaun już dawno przestał być śmieszny. Ma dzikie spojrzenie, schizofreniczny umysł i dłonie, umazane krwią tych, których wczoraj jeszcze rozweselał. Pomyślcie o tym wszystkim, jednocześnie dając sobie czas na krytyczne i całościowe objęcie wzrokiem tego teatru, rozgrywanego właśnie przed naszymi oczami. Trzeba wreszcie zrozumieć, że świat medialny i informacja tam zawarta, powstaje pod konkretne zamówienie i tworzona jest przez wyspecjalizowane do tego rodzaju zagrywek centra. Sam miałem kiedyś możliwość spotkać się z tym "oko w oko", gdy podczas studiów uczęszczałem na przedmiot pt. "Socjologia i komunikacja społeczna". Pozbawiono mnie tam do końca resztek złudzeń co do tego, jakim językiem operuje systemowa narracja. Teraz potrzebna jest nam duża ostrożność, dystans, cierpliwość i umiejętność wyciągania wniosków na spokojnie. O tym też mowa w poniższym materiale.
https://www.youtube.com/watch?v=qp_zS-NbW2I&t=1s  

I nie bójcie się wyjść z domu. Nie bójcie się w ogóle. Zaczęła się wiosna. Życie upomina się o swoje i daje Wam stosowne znaki. Daje sygnały. Więc pogaście te domowe sprzęty i spróbujcie wyjść temu na spotkanie. Na słońce, wiatr i błękit nieba. Promienie słoneczne nie tylko zabijają wszelkie wirusy i bakterie, ale też oczyszczają krew i dostarczają nam witaminę D. Nie bójcie się zakazów, mandatów i funkcjonariuszy, rzekomo czatujących na Was za rogiem. Ja przez wszystkie dni tygodnia, naliczyłem ich najwyżej dwóch. A wśród drzew, staram się być codziennie.:)
Trzymajcie się i nie traćcie głowy ani wiary. Na szczęście są z nami wspaniali ludzie, którzy wiedzą dobrze o co toczy się gra, a ponadto, potrafią przedstawić propozycję czegoś nowego i nader konstruktywnego. Ale sami, bez naszej pomocy i zaangażowania, nie zrobią nic...
https://www.youtube.com/watch?v=BoE2FHGZgOM&feature=youtu.be 

Z dzisiejszego spaceru (bez maseczki i rękawiczek):






 I jeszcze coś ponadczasowego:
https://www.youtube.com/watch?v=Ql4X37ZQFQU 


     
      
  
Źródło dwóch pierwszych zdjęć: internet.